Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
World War Z


World War ZWorld War Z (2013) USA

reżyseria: Marc Forster
scenariusz: Matthew Michael Carnahan, Drew Goddard, Damon Lindelof
aktorzy: Brad Pitt, Mireille Enos, Daniella Kertesz, James Badge Dale, Ludi Boeken, Matthew Fox, Fana Mokoena, David Morse , Elyes Gabel, Peter Capaldi, Pierfrancesco Favino, Ruth Negga, Moritz Bleibtreu, Sterling Jerins, Abigail Hargrove, Fabrizio Zacharee Guido, David Andrews
muzyka: Marco Beltrami
zdjęcia: Ben Seresin
montaż: Roger Barton, Matt Chesse

na podstawie: powieści Maxa Brooksa "World War Z: An Oral History of the Zombie War" 

 (4/10)

Pamiętając w jakich bólach rodziła się ta produkcja, jak wiele przeszkód stało na drodze do powstania tego filmu (liczne dokrętki, zmiany w scenariuszu, przedłużające się zdjęcia, rosnący budżet), nie powinno dziwić wcale to, że "World War Z" jest obrazem tak nieudanym.  Właściwie najbardziej zaskakujące jest w nim to, że choć jest to produkcja ledwo trzymająca się kupy, posklejana na siłę i w pośpiechu, nieprzekonująca pod wieloma względami, seans jakoś leci.  Książki na podstawie której została nakręcona niestety nie czytałem, ale podejrzewam, że film Marca Fostera nie ma z nią za wiele wspólnego.  To wielki, nudny, nielogiczny, nieciekawie i chaotycznie nakręcony (jak również zmontowany) blockbuster, który nie ma absolutnie nic więcej do zaoferowania ponad to, czego nie widzielibyśmy w innych produkcjach o zombie.  Tylko skala jest tu większa.  Historia jest prosta.  Były pracownik ONZ musi wrócić do pracy gdy na świecie rozpoczyna się epidemia zombie (ciekawie, że nazywa się je tu po imieniu).  Zostawia więc rodzinę (całkowicie niepotrzebny i okrutnie denerwujący wątek) i zaczyna podróżować po świecie (szybko tracąc będącego mózgiem operacji epidemiologa - najbardziej absurdalna scena w całym filmie) by ustalić przyczynę globalnej choroby, odnaleźć pierwszego zakażonego, a co za tym idzie, ratunek dla ludzkości.  

I tak film ten dzieli się na poszczególne części, niczym kolejne levele w grze komputerowej, którymi rządzi dokładnie ten sam schemat.  Bohater przyjeżdża w nowe miejsce, czegoś się dowiaduje, po czym w ostatniej chwili musi uciekać, bo akurat zaczynają atakować nieumarli.  Ginie większość towarzyszących mu osób, tylko on zawsze wychodzi cało z najgorszych sytuacji.  I choć czuć tu wielomilionowy budżet, choć (szczególnie przez pierwszą połowę seansu) jest spektakularnie, całość jest piekielnie nudna, wyzbyta jakiegokolwiek napięcia.  Dzieje się wiele ale tak nijako, że ogląda się to wszystko w niezmąconym spokoju.  Fala zombie zalewa świat, liczba żywych spada na łeb na szyje, ale ani trochę tego nie czuć, zagrożenia jakby wcale nie było.  Być może brak grozy wynika tu z niskiej kategorii wiekowej (grzeczne pg-13) przez którą krwi i śmierci jako takiej się tu nie uświadczy, być może przez generowane cyfrowo zombie, które w swej masie są tylko kłębiącą się papką, zagrożeniem widocznym, ale z daleka, do którego film ten się nie zbliża, a więc pozostaje obojętnym.  A być może przez to, że prawie wszyscy bohaterowie prócz Gerry'ego pojawią się tu tylko na chwilę, przez co nie idzie się do nich przywiązać, i ich los jest całkiem obojętny.  Nuda, schematyczność, do tego nakręcona bez większego pomysłu, przez co nawet prolog, w teorii wbijający w fotel, jedynie zastanawia, zamiast zapierać dech w piersiach.  Denerwujące są tu poza tym wszystkie przypadki szczęśliwych zbiegów okoliczności, które co raz przydarzają się bohaterom.  A to transport pojawia się dokładnie wtedy gdy jest potrzebny, a to na drodze przypadkiem bohaterowie znajdują coś potrzebnego do dalszego popchnięcia akcji.  Od tego jeszcze bardziej denerwujące są już tylko kolejne przyczynki do zwrotów akcji, wymuszone i tak oklepane.  A to komórka zaczyna dzwonić gdy potrzebne jest absolutna cisza, a to zombie pojawia się nagle tam gdzie go być nie powinno.  Dodając do tego powtarzane po wielokroć "daddy", "honey", "baby", momentami trudno ścierpieć ten seans. 

Właściwie jedyny fragment tego obrazu, który oferuje jakiekolwiek emocje, który choć trochę podnosi napięcie (choć nijak nie pasuje do całości) to sceny rozgrywające się w zamkniętym ośrodku WHO w Walii.  Gdy w zniszczonym laboratorium bohaterowie muszą przemieszać się w absolutnej ciszy po sterylnych korytarzach, by zdobyć to po co tam przybyli.  Dopiero wtedy gdy skala zdarzeń zmniejsza się do niewielkiego budynku, gdy masa zarażonych przechodzi w krwiożercze jednostki, robi się intensywnie.  W porównaniu do tej końcówki, wcześniejsze prawie dwie godziny seansu, choć wielkie i szybkie, w założeniu rozrywkowe i porywające, wypadają niezwykle blado.  Wydaje się więc, że jedynym dobrym sposobem na trzymającą w napięciu opowieść o rozszalałych zarażonych są klaustrofobiczne przestrzenie, mniej efektowne, ale bardziej działające na emocje.  Na plus z tego nierównego, nieciekawego i stojącego wyłącznie twarzą Brada Pitta filmu zaliczyć można zaledwie dwie rzeczy.  Po pierwsze ciekawe obserwacje tego jak poszczególne kraje zachowałyby się w obliczu takiej katastrofy.  Pomysły na jakie wpada Korea Północna czy Izrael by uchronić się przed epidemią, będące świetnym obserwacjami obecnych poczynań tych krajów, pewnego rodzaju komentarzem na obecną sytuację polityczną.  Drugim jest muzyka, a  dokładniej rzecz biorąc motyw przewodni zaczerpnięty z piosenki Muse (Isolated System), który pojawia się przy napisach początkowych i wolniejszych momentach tego filmu.  O reszcie można spokojnie zapomnieć.



wtorek, 16 lipca 2013, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: MerryJ, *.adsl.inetia.pl
2013/07/22 15:28:53
naprawdę myślałem, że ten film będzie o niebo lepszy
-
Gość: Rowerek biegowy, *.internetia.net.pl
2013/07/24 21:52:23
Rozczarowanie, rozczarowanie i jeszcze raz rozczarowanie. Już wolę mój Rowerek biegowy, przynajmniej pożyteczny
-
Gość: Klapserka, *.dynamic.chello.pl
2013/07/27 11:10:07
Chyba pierwszy raz tak totalnie nie zgadzam się z Twoją oceną:) Myślę zupełnie przeciwnie we wszystkich niemal poruszanych przez Ciebie kwestiach:)
-
milczacy_krytyk
2013/07/28 16:11:58
Klapserka:
Kiedyś musi być ten pierwszy raz ;)
Mi ostatnio chyba się coś zmienia, bo właściwie z każdym filmem widzę, że mam odmienne odczucia od moich znajomych. Kiedyś tak tylko z Szymalanem było, teraz się to poszerza na innych. Strach się bać co to dalej będzie ;)