Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Wolverine

dar śmiertelności

WolverineWolverine (2013) USA

reżyseria: James Mangold
scenariusz: Christopher McQuarrie, Mark Bomback, Scott Frank
aktorzy: Hugh Jackman, Rila Ai Fukushima, Swietłana Chodczenkowa, Tao Okamoto, Will Yun Lee, Famke Janssen, Hiroyuki Sanada, Hal Yamanouchi, Brian Tee
muzyka: Marco Beltrami
zdjęcia: Ross Emery
montaż: Michael McCusker

 (7,5/10)

Każdy rok w kinach bywa w mniejszym lub większym stopniu zaskakujący.  W niespodzianki szczególnie obfituje sezon wakacyjny ze swoimi wysokobudżetowymi produkcjami, filmami promowanymi ponad miarę, które wszelkimi możliwymi sposobami zachęcają do wyprawy do kina, często też wydania kilku dodatkowych złotych na trójwymiarowe bilety, a które choć wielokrotnie na zwiastunach prezentują się rewelacyjnie, w efekcie okazują się sporymi rozczarowaniami.  Co roku zdarzają się takie wpadki, co roku pojawiają się również filmy, które choć w zapowiedziach nie prezentowały się dobrze, choć nie wyglądały zachęcająco i nie można się było spodziewać po nich niczego szczególnego, zaskakują nadspodziewanie dobrym wykonaniem.  Tych pierwszych w tym roku mieliśmy już kilka (chociażby "Iron Man 3"), tym drugim przypadkiem jest "Wolverine".  Obraz, który nie wyglądał interesująco, który zdawał się być totalnym przeciętniakiem i którego pewnie bym ominął w kinach, gdyby nie moja wielka sympatia do Hugh Jackmana, którego uwielbiam w każdej roli i jestem w stanie obejrzeć każdy film z jego udziałem.  

"Wolverine" to film pełen zaskoczeń.  Pierwszym z nich jest już to, że nie jest bezpośrednim sequelem pierwszego filmu o Rosomaku z 2009 roku, i rozgrywa się po trylogii "X-Men", całkiem ignorując istnienie poprzedniego filmu.  Twórcy, podobnie jak i bohater całkiem zapominają o wydarzeniach z "Genezy", zupełnie jakby tamten film w ogóle nie istniał.  Produkcja Mangolda to jakby zupełnie nowy początek.  Zaczęty z przekonaniem i zdecydowaniem.  To ciekawe ale już od pierwszych minut tego filmu czuć pewność realizacyjną, konkretny zamysł na ten blockbuster.  Poszczególne składniki tej produkcji świetnie do siebie pasują, są bardzo zgrabnie połączone, tworząc przekonującą i wciągającą całość.  Aktorzy grają dobrze, postaci są ciekawe, zdjęcia ładne, muzyka świetnie podkręca tempo i tworzy interesujący klimat.  Sceny akcji są odpowiednio widowiskowe i trzymające w napięciu, a główny bohater na tyle interesujący by chcieć śledzić jego historię.  Od początku bardzo dobrze ogląda się ten film, co chwilami jest aż zaskakujące, bo żaden ze zwiastunów nie zapowiadał tak zgrabnej historyjki.  Jednocześnie mrocznej i poważnej, ale też będącej rozkosznie komiksową i chwilami całkiem zabawną.  Szkoda więc bardzo, że po tak udanym rozpoczęciu, film o tak dobrym rytmie, w którym udaje się, przez większą część seansu, prowadzić opowiadaną w nim historię, pod koniec (tuż przed finałową walką w laboratorium) całkiem się rozjeżdża.  Ostatnim minutom brakuje lekkości, pomysłu, przez co są nudne, nieciekawe, nieemocjonujące.  Zupełne jakby za finał odpowiadała inna ekipa filmowa.  Twórcy tracą kontakt z bohaterami, a wtedy już żadne efektowne potyczki nie są w stanie utrzymać naszego zainteresowania.  Słabszą końcówkę wynagradza za to cudowna scena w trakcie napisów końcowych, która zapowiada przyszłoroczny film o mutantach w reżyserii Briana Singera.  Nie uciekajcie więc za szybko z kina by jej nie przegapić.

Ostatnimi czasy superbohaterowie zmagają się z traumami.  Najpierw był ukrywający się przed światem Batman, po tym jak zginęła jego ukochana, a on został oskarżony o zamordowanie Harvey Denta.  Później, i to całkiem niedawno, był Tony Stark, którego przytłoczyły wydarzenia z "Avengers" gdy wraz z innymi superbohaterami ze stajni Marvela starał się powstrzymać inwazję obcej rasy na Ziemię.  Teraz kryzys przechodzi Logan.  I z tych trzech potyczek z własnym ja wypada chyba najciekawiej.  Nie mogąc pogodzić się ze swoją nieśmiertelnością tym, że wszyscy których kocha giną dookoła niego tym, że zginąć musiała również znana z poprzednich filmów Jean.  Tak widoczny kryzys głównego bohatera to ogromna zasługa Hugh Jackmana, który po raz kolejny wcielił się w Wolverina, mutanta, który z jednej strony nie chce już tak żyć, z drugiej jednak za wiele przeszedł by się ot tak poddać.  Dlatego choć propozycja jaką składa mu kiedyś przez niego uratowany mężczyzna (dar śmiertelności), wydaje się kusząca, bohater nie skorzysta z niej tak po prostu.  Na plus wypada tu również przeniesienie akcji do Japonii, przez które obraz ten wyróżnia się na tle innych tegorocznych produkcji i posiada ciekawą atmosferę.  Tak, w dużej mierze Japonia tu prezentowana to taka stereotypowa pocztówka, ale mimo to jest to bardzo miła odmiana od typowych lokacji, które nijak nie wpływają na akcję w innych filmach.  Tu tego zanurzenia w zwyczajach i rodzinnych zależnościach postaci z którymi spotyka się Logan jest tak dużo, że chwilami można mieć nawet wrażenie, że przytłaczają głównego bohatera i spychają go na dalszy plan.

I choć faktycznie w tym filmie to nie historia Logana jest najważniejsza, właściwie wciągnięty jest on w nią przypadkiem, i nie chce brać w niej udziału, tak dzięki wyrazistej postawie Hugh Jackmana ani przez chwilę nie zapomina się kto jest tu głównym bohaterem, czyj jest to film.  Z resztą nie ma drugiego takiego aktora, który tak dobrze pasowałby do tej roli.  Na plus wypadają również partnerujące mu panie i to w całkiem pokaźnej liczbie.  Po pierwsze pojawiająca się we wspomnieniach Jean, jako wyrzut sumienia, niezrealizowane marzenie (jak dobrze zobaczyć znów Famke Janssen).  Po drugie młoda Yukio, która nazywa siebie ochroniarzem Logana i kilka razy okaże się naprawdę pomocna.  A także poznana w Tokio Mariko, wokół której właściwie cała ta opowieść będzie się kręcić i dla której Logan zostanie w Japonii na dłużej, oraz wreszcie główny czarny charakter tej historii i prócz Wolverina jedyny mutant w tym filmie - podstępna Viper (jak to dobrze, że twórcy tym razem powstrzymali się i ograniczyli do tak skromnej liczby mutantów).  I tu kolejne zaskoczenie, po pierwsze wynikające z tego jak płynną angielszczyzną posługuje się ta rosyjska aktorka, po drugie jak z tak w sumie krótkiej roli udało jej się stworzyć całkiem charakterną postać.  Kto by pomyślał, że bohaterka "Małej Moskwy" jest zdolna do takich ról.

niedziela, 28 lipca 2013, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: MerryJ, *.ip.netia.com.pl
2013/07/29 10:41:15
była taka seria komiksów o Rosomaku w Azji i z tego co mi wiadomo ten film bazuje głównie na nich, ja dziś idę do kiną na Wolverina :)
-
Gość: kurs pilarza, *.internetdsl.tpnet.pl
2013/08/06 23:38:22
Cudowny Hugh Jackman. Świetna rola !