Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Pacific Rim

go big or go extinct

Pacific Rim

Pacific Rim (2013) USA

reżyseria: Guillermo del Toro
scenariusz: Travis Beacham, Guillermo del Toroaktorzy: Charlie Hunnam, Idris Elba, Rinko Kikuchi, Charlie Day, Burn Gorman, Max Martini, Robert Kazinsky, Clifton Collins Jr., Ron Perlman, Diego Klattenhoff
muzyka: Ramin Djawadi
zdjęcia: Guillermo Navarro
montaż: Peter Amundson, John Gilroy

 (6/10)

To jakim filmem będzie "Pacific Rim" doskonale zapowiadały wszystkie zwiastuny, jakie pojawiały się przez ostatnie miesiące, promując tę gigantyczną produkcję.  Kolorowy blockbuster o ogromnych potworach z oceanu zwanych Kaiju, które przechodząc przez portal łączący ich świat z naszym, zaczynają atakować największe metropolie, tym samym rozpoczynając trwającą wiele lat walkę całego świata o przetrwanie.  Ludzkość by się bronić zmuszona zostaje do opracowania zupełnie nowej broni.  By pokonać potwory z głębin buduje własne monstra (Jaegery), ogromne roboty sterowane przez pary pilotów, połączonych wspomnieniami (lepiej nie zastanawiać się nad sensem takiego pomysłu, bo służy on tu właściwie tylko do tego by ukazać jedną, bardzo klimatyczną retrospekcję, tym samym chyba najciekawszy moment w całym filmie).  I choć początkowo nowa forma walki z najeźdźcami przynosi znaczące efekty, z czasem bestie z innego wymiaru zaczynają się do niej przystosowywać, niszcząc coraz więcej maszyn.  Międzynarodowe władze podejmują więc decyzję o całkowitej rezygnacji z programu i przejściu w defensywę.  Zanim to się jednak stanie, ostatnie cztery roboty mają chronić ludzkości przed coraz częściej pojawiającymi się Kaiju.  Ich piloci decydują się w tym czasie udowodnić, że Jaegerów nie można spisywać na straty, bo choć nie są idealne i czasem zawodzą, są najlepszą (i właściwie jedyną) nadzieją ludzkości na ocalenie.

W sumie to tyle.  A i tak ten opis jest zdecydowanie dokładniejszy od tego jak można by najprościej podsumować najnowszy obraz Guillermo del Toro (nadal nie potrafię zrozumieć co skłoniło tak zapracowanego i pomysłowego reżysera do realizacji tak banalnej historyjki).  "Pacific Rim" to takie połączenie dawnych, japońskich filmów o Godzilli, walczącej z przeróżnymi monstrami atakującymi Tokio, z najnowszą fascynacją gigantycznymi robotami, jaka rozpoczęła się od serii Transformers.  Choć w porównaniu do tamtej trylogii roboty jakie tutaj bronią ludzkości są wyjątkowo powolne i niegramotne.  Chwilami całość zalatuje również kiczowatością "Power Rangers", serialu dla dzieciaków w którym wielkie maszyny biły się w metropoliach z bestiami rządnymi ich zagłady.  Z tą różnicą, że tam miasta były kartonowe, a tu całkiem cyfrowe.  "Pacific Rim" jest więc taką zabawką dla chłopców dużych i małych, filmem ze świetnymi efektami specjalnymi, zdjęciami przesyconymi całą paletą kolorów i całkiem niezłymi występami aktorskimi, wśród których najbardziej wyróżniają się Idris Elba jako twardy, charakterny ale opiekuńczy generał oraz Ron Perlman jako ekscentryczny handlarz padliną po Kaiju.  Całość zatopiona jest w klimacie charakterystycznym dla del Toro, właściwie od pierwszych sekund czuć, że jest to jego film.  Stąd i wyglądem i atmosferą produkcja ta mocno przypomina chociażby ostatniego "Hellboya".  Te dwugodzinne zapasy maszyn z potworami ogląda się w sumie bezboleśnie ale jednak bez większego zachwytu.  Brakuje tu emocji, brakuje zaskoczeń.  Przez okropną schematyczność, powtarzalność i przewidywalność tej historii, seans ogranicza się wyłącznie do biernego przyglądania się kolejnym efektom specjalnym. 

I tu pojawia się główny problem tego filmu.  Z jednej strony trudno i właściwie kompletnie bez sensu wymagać od tak prostej w założeniu produkcji czegoś więcej niż tylko efektownej bijatyki.  Tylko, że z drugiej strony sama efektowna rąbanka to zdecydowanie za mało by dwugodzinny seans mógł prawdziwie porywać.  Maszyny się biją, ludzie wygłaszają płomienne mowy, a to co i kiedy się zdarzy jest tu jasne od samego początku (może tylko sam powód obecności bestii w naszym świecie może być pewnym zaskoczeniem).  Patrzy się na to dobrze, ale bez większego zaangażowania.  Na szczęście produkcja ta nie stara się być niczym więcej niż tylko efektowną bijatyką, przez co patos nie jest aż tak zabójczy jak to bywa w innych blockbusterach, ale jednocześnie dziwnie mało tu emocji, niewiele w tym wszystkim autentycznej frajdy.  Stąd choć ogólnie obrazek ten ogląda się łatwo, choć nic tu przesadnie nie razi ani nie denerwuje, a równomiernie dawkowany humor całkiem sprawnie rozładowuje zbyt poważne momenty, nie udaje się tej produkcji wybić ponad efektowną przeciętność.  Być może rozpieściły mnie najnowsze ekranizacje komiksów, które prócz zapierającej dech w piersiach akcji niosą ze sobą również jakąś treść, tym samym zostając na dłużej w pamięci.  Być może wymagam za wiele, ale niestety wielotonowe zapasy gigantów do mnie nie przemówiły, nie stając się two thousand five hundred tons of awesome.  Choć, co jest pewnym osiągnięciem, w starciu "Pacific Rim" - "Transformers" (2 i 3) wygrywa zdecydowanie ten pierwszy.

*

Za możliwość obejrzenia "Pacific Rim" na specjalnym pokazie przedpremierowym, serdecznie dziękuję dystrybutorowi filmu - Warner Bros. Polska.

piątek, 12 lipca 2013, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
vickaaa
2013/07/13 00:07:46
cześć, jak włączyć cpc na blogu? zaznaczyłam w serwisie na adtaily i mi się pojawia komunikat, że nie działa.
-
milczacy_krytyk
2013/07/13 20:36:23
Niestety nie za bardzo wiem o co pytasz?
-
Gość: MerryJ, *.adsl.inetia.pl
2013/07/16 10:37:07
poszukaj w helpie