Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Bling Ring

let's go shopping

Bling RingBling Ring (2013) USA

reżyseria i scenariusz: Sofia Coppola
aktorzy: Emma Watson, Israel Broussard, Katie Chang, Taissa Farmiga, Claire Julien, Georgia Rock, Leslie Mann, Annie Fitzgerald, Carlos Miranda, Gavin Rossdale, Stacy Edwards
muzyka: Daniel Lopatin, Brian Reitzell
zdjęcia: Harris Savides, Christopher Blauvelt
montaż: Sarah Flack

 (6/10)

"Bling Ring" był jednym z kilku filmów na jakie w tym półroczu czekałem najbardziej.  Już sam temat wydawał się być wyjątkowo obiecujący.  Obraz ten opowiada bowiem o grupie nastolatków (cztery dziewczyny i chłopak), którzy kilka lat temu wsławili się wieloma włamaniami, kradzieżami w domach znanych celebrytów.  Ich ofiarą padli między innymi Megan Fox, Orlando Bloom, Lindsay Lohan, Paris Hilton i jeszcze kilka innych osób, znanych z okładek brukowców.  Nastolatki wchodziły do domów sław (zadziwiające, że większość posiadłości nie było ani pilnowanych ani nawet zamkniętych na klucz) i pod nieobecność gospodarzy, spędzali w nich trochę czasu, na odchodnym wynosząc różne kosztowności.  Przede wszystkim ciuchy, torebki, dodatki do ubrań, ale również pieniądze, czy nawet takie przedmioty jak obrazy czy poduszki.  Wszystko co wpadło im w oko.  Robili to bo chcieli choć przez chwilę poczuć się jak sławne osoby, poprzez przebywanie w ich domach nasycić się ich blaskiem.  Takie wytłumaczenie ich postępowania nasuwa się samo jeszcze przed obejrzeniem tego filmu, i niestety sam seans niewiele do niego dodaje.  

W sumie "Bling Ring" można zaliczyć to jednego z poważniejszych rozczarowań tego roku.  Najnowszy obraz niezwykle obiecującej Sofii Coppoli ogranicza się bowiem wyłącznie do nudnej prezentacji zdarzeń.  Zwykłej obserwacji tego co mogło się dziać w czasie gdy grupa Bling Ring była jeszcze na wolności.  Zadowala się inscenizowaniem sytuacji w jakich mogły znajdywać się nastolatki.  Nic więcej.  Nie wgłębia się w samą sytuację, w istotę tego co się zdarzyło.  Brakuje tu próby odpowiedzi na pytanie dlaczego kilkoro młodych ludzi poczuło się tak bezkarnymi by bez żadnych oporów wchodzić do cudzych domów i brać z nich garściami, a później jeszcze się tym chwalić w sieci, przed znajomymi.  Co więcej, brakuje tu nawet próby zadania takiego pytania.  Reżyserka przez połowę seansu zadowala się przyglądaniem bohaterom w ich nocnych wypadach do kolejnych apartamentów. Przymierzanie ciuchów, wciąganie różnego rodzaju proszków, wieczne imprezowanie połączone z nieustannym pstrykaniem (sweet) fotek, które przerywają wyłącznie kolejne wyprawy do domów popularnych osób.  Wszystko jest tu omg, cool, fabulous i awesome.  I o ile jeszcze pierwsze takie wyprawy do posiadłości od przepychu pękających w szwach całkiem ciekawią, tak po którejś z kolei, która nie różni się niczym od poprzednich, całość robi się okrutnie monotonna, nudna i męcząca.  Coppola ślizga się po powierzchni, choć zaczyna całkiem obiecująco.  Od chłopaka, który zaczyna nowy rok w nowej szkole, poznając kilka dziewczyn i razem z nimi wkraczając w piękny świat na wysokich obcasach.  Tylko co z tego, że jest on głównym bohaterem tej produkcji, że w ten sposób się go przedstawia, jeśli jego wcześniejsze życie, to kim był, właściwie nie ma tu żadnego znaczenia, na nic tutaj nie wpływa?  

W czasie seansu pada kilka zadań, szczególnie tych wypowiadanych przez Nicole, które są tropem mogącym odpowiedzieć na pytanie, czemu dzieciaki pozwoliły sobie na tak wiele.  Wiecznie zajęci rodzice, bogate domy, świat nastawiony na sukces, parcie na absolutne piękno, popularność i bogactwo, poza którymi nie widzi się nic innego.  Chęć bycia lepszym od pozostałych, potrzeba sukcesu i sławy.  Silikonowe piękno, życie na pokaz, udawany optymizm, głupia beztroska.  Ale to wszystko to tylko powierzchnia o której wiadomo już przed seansem, z której wynika niewiele ponad to czego już by się nie wiedziało wcześniej.  Którą, co więcej, w całości można było ujrzeć w zwiastunie.  Pokaz ładnych ciuchów, pewnych siebie twarzy skrytych za ciemnymi okularami.  Postawa której nawet skazanie i odsiadka za popełnione czyny niczego nie zmieni, niczego nie nauczy.  Głowy pozostaną puste, powierzchowne spojrzenie nie przeminie.  I w sumie jedynym naprawdę ciekawym punktem tej produkcji jest występ Emmy Watson.  Sam w sobie raczej nie wyróżniający się, ale ciekawie zobaczyć aktorkę, którą tak dokładnie pamięta się z roli przykładnej, obowiązkowej Hermiony, w tak odmiennej roli.  Różowej, zmanierowanej nastolatki, która marzy o tym by zostać liderem i czynić dobro dla Planety.  Z nudów kręci się na rurze, z uśmiechem na twarzy mówi, że ma ochotę kraść.  Jednak całościowo to zdecydowanie za mało, by dobrze ocenić ten film.

sobota, 06 lipca 2013, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Klapserka, *.devs.futuro.pl
2013/07/08 13:14:47
Analogiczne odczucia. Emmę Watson oglądało się rzeczywiście dobrze, ale jej postać była absolutnie nielogiczne, nic w niej nie trzymało się kupy i nie, nie sądzę, by był to celowy zabieg. Jedyną odpowiedzią na niezadane pytanie, o którym piszesz, leżało gdzieś w historii rodzynka tej ekipy. Natomiast to, na co ja zwróciłam uwagę najmocniej, to postawa rodziców tych dzieciaków. Kompletna ignorancja, totalne zaufanie albo wpatrywanie się w potomka jak w obrazek. Nie wspominając już o matce, wyznawczyni Karmy. Chciałoby się powiedzieć - OMG...

Historia - w każdym razie - może i ciekawa, tak jak i zjawisko, ale ukazana w bardzo nużący, nieciekawy, powtarzalny sposób.
-
milczacy_krytyk
2013/07/10 19:33:11
Oj tak, uduchowiona mamusia była niezła. W sumie nie dziwne więc, że jej córka również prezentowała się bardzo hm... interesująco.
Mnie taka postawa rodziców (albo totalna ignorancja, albo absolutny zachwyt) tu aż tak nie zdziwiła (to znaczy ogólnie mnie zadziwia, że takie rodziny mogą istnieć naprawdę), ale w wielu amerykańskich filmach (i serialach) widziałem już taki model, więc tu mnie nie zaskoczył. Dzieciaki sobie, rodzice sobie, nikomu tu na nikim nie zależy, każdy robi wszystko dla siebie i nikt nie jest w tym układzie szczęśliwy. Smutne to strasznie.