Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Trans

don't be a hero

Trans

Trans (2013) Wielka Brytania

reżyseria: Danny Boyle
scenariusz: Joe Ahearne, John Hodge
aktorzy: James McAvoy, Vincent Cassel, Rosario Dawson, Danny Sapani, Matt Cross, Wahab Sheikh, Mark Poltimore, Tuppence Middleton
muzyka: Rick Smith
zdjęcia: Anthony Dod Mantle
montaż: Jon Harris

 (6,5/10)

Gdybym miał wymienić reżysera, który wydaje mi się być obecnie twórcą najbardziej wszechstronnym, pierwszą osobą jaka przyszłaby mi do głowy, byłby z pewnością Danny Boyle.  Twórca, który nie boi się eksperymentować, który nie boi się właściwie żadnego gatunku filmowego, który miesza je ze sobą z niezwykłą lekkością, i sprawdził się już w wielu.  Reżyser Trainspotting (dramat), W stronę słońca (sci-fi), Slumdoga (rzut oka na Bollywood), 28 dni później (horror gore), czy niedawnych 127 godzin (jednoosobowy dramat).  Każdy kolejny jego film to wielkie zaskoczenie, zupełnie inna bajka, która z poprzednimi nie ma właściwie nic wspólnego, prawie jakby realizowali je różni twórcy, a nie jeden człowiek.  To co łączy te produkcje to ogromne zamiłowanie Boyle'a do kina.  Do kina teledysku, pięknej, efektownej i błyskawicznej formy, dopracowanej w zdjęciach, inscenizacji kolejnych scen, którą napędza nierozerwalnie z nimi związana muzyka.  Rozbuchana forma, która służy do opowiadania w sumie prostych ale interesujących historii.

Tym razem tematem jego najnowszego filmu są wspomnienia.  Zapomniane chwile, ukryte głęboko w umyśle, wyparte lub w nim zatarte, którym trzeba pomóc wydostać się na powierzchnię.  Osobą, która będzie się o to starać jest pracownik domu aukcyjnego (Simon), który w trakcie napadu, którego celem jest właśnie licytowany obraz, warty ponad 20 milionów funtów, był odpowiedzialny za wyniesienie go w bezpieczne miejsce.  By za wiele nie zdradzać, najprościej napisać, że zrobił to tak dobrze, że już po napadzie nie jest w stanie przypomnieć sobie gdzie schował cel rabunku.  Dla galerii obraz stał się dziełem skradzionym, ale nadal szukają go złodzieje, którzy nie odpuszczą, póki nie odzyskają tego co miało do nich należeć.  Simon jednak niczego nie pamięta, dlatego za radą lekarza zwraca się o pomoc do Elizabeth, która za pomocą hipnozy ma odzyskać jego wspomnienia, a tym samym umożliwić dotarcie do pożądanego dzieła sztuki.  I tak Danny Boyle zaczyna bawić się tą przepełnioną wspomnieniami treścią, snując pewnego rodzaju własną wersję Incepcji.

Dziwny jest to film.  Rzeczywistość miesza się tu ze stanami hipnotycznymi, jak również wypływającymi na powierzchnię wspomnieniami.  Im dalej tym trudniej też powiedzieć co jest prawdą a co nie, co zdarzyło się w istocie, a co jest, lub było, tylko zwidem.  Trudno tu również powiedzieć kto tu do czego dąży, kto jest dobry a kto nie, komu na czym zależy, kto ma jakie intencje.  Te się zresztą zmieniają wielokrotnie w czasie seansu.  Historia plącze się okrutnie, gmatwa tak bardzo, że w pewnym momencie i twórcy się w niej gubią.  A gdy to się staje, gdy tracą kontrolę nad swoją opowieścią, trudniej czerpać z niej przyjemność i mieć nadal ochotę na jej aktywne śledzenie.  Choć zdjęcia i muzyka są tu obłędne, któryś z kolei zwrot akcji wybija z transu, w jaki film starał się wprowadzić widza (skutecznie do tej chwili) i do samego końca nie udaje mu się już na powrót w niego wprowadzić.  Wiele by pisać, wystarczy jednak wspomnieć, że dzieje się co najmniej niedobrze, gdy bardziej kibicuje się czarnemu charakterowi, niż głównemu bohaterowi.  Szkoda.

poniedziałek, 17 czerwca 2013, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: FILMplaneta, *.cityconnect.pl
2013/06/18 00:02:37
Kurczę, o ile dotychczas niemal zawsze się z Tobą zgadzałem (stąd tak często odwiedzam bloga i komentuję), o tyle w przypadku Trans nie zgadzam się ani trochę ;) Naprawdę uważasz, że twórcy sami się pogubili w przedstawieniu treści? Moim zdaniem to kompletna bzdura. Nie wspomniałeś nic na temat znakomitego montażu - przecież Boyle tak gładko przechodzi od scen marzeń/transu do scen rzeczywistości, że niemal zaciera się granica pomiędzy tymi światami. Poza tym nie zgadzam się z tym, że wadą jest to, iż widzowie z czasem zaczynają kibicować przeciwnikowi głównego bohatera. Tutaj wszyscy wciąż zmieniają front i znając zakończenie doskonale wiesz, że nie można jednoznacznie nikomu kibicować - wszystko ma swoje uzasadnienie. Ja jestem filmem zachwycony, Boyle moim zdaniem naprawdę dał czadu ;)
Pozdrawiam serdecznie.
-
milczacy_krytyk
2013/06/19 21:34:11
I bardzo dobrze, gdybyśmy się tak we wszystkim zgadzali to by było co najmniej podejrzane ;)

Tak, mam wrażenie, że w pewnym momencie całkiem gubi się tu sens i jeśliby tak rozłożyć tę historię na czynniki pierwsze to za wiele tu szczęśliwych zbiegów okoliczności, za wiele zwrotów akcji, i zmian postaw bohaterów, które nie będą do siebie pasować. Nie powiem dokładnie ale wybiłem się z tego filmu chyba w momencie gdy Elizabeth wpada na pomysł by przespać się z głównym bohaterem by w ten sposób przywrócić mu pamięć. Nie wiem, jakoś wydało mi się to tak dziwne, że przestałem czerpać przyjemność z tego seansu. A już kompletną przesadą była dla mnie scena w magazynie z rozpędzoną ciężarówką i płonącym samochodem. Efektowne to to ale nie potrafiłem oglądać tego na poważnie.

Ja chyba ogólnie mam problem z filmami Boyle'a, większość podoba mi się do jakiegoś momentu, później mnie w nich coś odrzucało. Chyba tylko "28 dni później" zaakceptowałem w całości. Muszę jeszcze się kiedyś za "Trainspotting" zabrać, bo leży w zaległościach, może z nim będzie lepiej.

Pozdrawiam.
-
Gość: izabela, *.magsoft.com.pl
2013/06/24 15:23:45
Mnie ten film zaciekawił tylko ze względu na dawno niewidzianego James'a McAvoy'a, ale czy się skuszę? Hm, to się okaże, bo niespecjalnie przepadam za tym reżyserem. Choć różne, skrajne emocje ten film wywołuje!
-
milczacy_krytyk
2013/06/24 21:33:41
Osoba reżysera może być tu niestety sporym problemem, Boyle jest na tyle charakterystycznym twórcą, że jeśli wcześniejsze jego filmu Ci nie podeszły, z tym również może być ciężko. Ale jeśli lubisz McAvoya, to ja bym się jednak skusił. Czego się przecież nie robi dla ulubionych aktorów ;)