Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Wielki Gatsby

love is blindness

Wielki Gatsby

Wielki Gatsby (2012) Australia, USA

reżyseria: Baz Luhrmann
scenariusz: Baz Luhrmann, Craig Pearce
aktorzy: Leonardo DiCaprio, Tobey Maguire, Carey Mulligan, Joel Edgerton, Isla Fisher, Jason Clarke, Elizabeth Debicki, Jack Thompson, Amitabh Bachchan, Richard Carter
muzyka: Craig Armstrong
zdjęcia: Simon Duggan
montaż: Jason Ballantine, Matt Villa, Jonathan Redmond

na podstawie: powieści "Wielki Gatsby" F. Scott Fitzgerald

 (8/10)

Chyba pierwszy raz w tym roku zdarzyło mi się wychodzić z kina tak oczarowanym.  „Wielki Gatsby” to film, który wydał mi się (chwilami) magiczny, zachwycający i piękny.  Jednak nie od samego początku, bo cały pierwszy akt, a więc dobre pół godziny jak nie więcej, właściwie do momentu pojawienia się tytułowego bohatera, jest tu jednak strasznie dziwne i mocno specyficzne.  Szalone, zwariowane, ukazane jakby w przyspieszonym tempie, przeładowane kolorami, lokacjami, postaciami.  Imprezy są gigantyczne, statystów jest miliard, alkohol leje się strumieniami, konfetti lata w powietrzu.  Spektakularne wnętrza, zamaszyste kostiumy, ogromne cyfrowe tło, jakby prawdziwe ale jednak sztuczne, tworzą dziwną, szaloną mieszankę, do której trzeba się przyzwyczaić, do której trzeba się z czasem przekonać.  I nawet gdy na ekranie nie panuje impreza, gdy akcja przenosi się w bardziej kameralne rejony, tempo montażu scen bywa tu iście zabójcze, aż chwilami ciężko się w nich odnaleźć.  Do tej obłędnej, dopieszczonej formy, do stylu charakterystycznego wyłącznie dla Baza Luhrmanna, dochodzi jeszcze dość nietypowe otoczenie, Ameryka lat 20 ubiegłego wieku, w której rozgrywa się akcja tego filmu.  Opowiadana przez Nicka Carraway'a, który wspomina miesiące jakie przeżył mieszkając w małym domku po sąsiedzku z Gatsby'm.  Uczestnicząc w przyjęciach przez niego wyprawianych, odwiedzając mieszkającą niedaleko kuzynkę Daisy, poznając prywatnie Gatsby'ego, jego życie, to kim tak naprawdę był.  Wspomina i zaczyna spisywać historię bohatera oraz poznanej przez niego Daisy.

Nie wiem, czy po tym zwariowanym wstępie, atmosfera filmu staje się już tak znana, że przestaje wydawać się tak szalona, że udaje się do niej przyzwyczaić, czy może opowieść ta sama w sobie zmienia trochę tempo, uspokaja się.  Bowiem od momentu gdy na scenę wkracza Gatsby film ten nabiera wielkości.  Zwalnia, staje się bliższy i ciekawszy niż dotychczas.  Staje się niesamowicie tęskną, melancholijną opowieścią o miłości, potrzebie kochania drugiego człowieka i stracie z którą nie można sie pogodzić, przez którą chciałoby się cofnąć czas i zacząć wszystko od nowa, jeszcze raz.  Niesamowicie delikatna, wyczulona na gesty, spojrzenia, wychwytująca emocje z postaw postaci, która kipi żalem, nieosiągalnym pragnieniem za czymś co wydaje się być na wyciągnięcie ręki, ale co w istocie jest już dawno niedostępne.  Utracone za pierwszym razem, niemożliwe do zdobycia ponownie.  Opowieść o najważniejszym uczuciu na tym świecie, dla którego można poświęcić i zrobić wszystko.  To przede wszystkim, ale jest to również historia o potędze wizerunku, o wielkości powstającej przez roznoszące się słowa, którą buduje się wykorzystując nadarzające się sytuacje i okazje jakie zsyła los.  Ale również o przemijaniu i obsesji związanej z chęcią wstrzymania upływającego czasu, a także, naprzeciw temu, ze stałością świata i życia, w którym mało co ulega zmianom, które bez względu na czasy jest wciąż takie samo.  Zmieniają się bowiem jedynie dekoracje, a ludzkie dramaty, pułapki życia są wciąż takie same.  Walka z nimi jest więc od początku skazana na porażkę, choć wszyscy i tak się na nią decydują, mając nadzieję, że uda im się jednak wyjść z niej zwycięsko.

Takie totalne rozbuchanie formy w tej produkcji czyni ją z jednej strony niezwykłą, wyróżniającą się, działa na korzyść, bo cudownie ogląda się te kolorowe, tętniące życiem obrazy, będące w nieustannym ruchu.  Powiewające zasłony, sypiące się dokoła pierze, niesamowite widoki, które czynią tę w sumie prostą i delikatną opowieść niesamowicie spektakularną i zaskakującą.  Z drugiej jednak strony, w sumie i tak najlepsze momenty w tym filmie nie są wcale tymi największymi, najbardziej rozbuchanymi.  To skromne, małe sceny, w których rozbestwiona forma schodzi na drugi plan, a najważniejsi stają się bohaterowie, i to co dzieje się między nimi.  To właśnie te momenty mają w sobie najwięcej magii, uroku, najmocniej przyciągają do ekranu.  Takie jak pierwsze spotkanie Daisy z Gatsby’m w domku w czasie ulewy (czy już samo oczekiwanie na tę chwilę), czy wymykająca się z rąk rozmowa w dusznym salonie.  Nie zaistniałyby jednak gdyby nie fantastyczni aktorzy.  Rozdarta w sobie ale nie rozmyta Carey Mulligan, porywczy, zdecydowany ale nie przerysowany Joel Edgerton, oraz przede wszystkim Leonardo DiCaprio.  Wielki Gatsby.  To bez wątpienia jedna z jego najlepszych ról ostatnich kilku lat.  Obłędna w każdej sekundzie.  To on nadaje ton tej historii.  Od pierwszych słów wygłaszanych z offu, od pierwszego posłanego uśmiechu, bogatego, pewnego siebie mężczyzny, przez człowieka rozdartego przez strach i niepewność, zachowującego się niczym nastolatek, po gniew wściekłość i żal końcowych chwil.  Jego Gatsby to niezwykły, z jednej strony pewny siebie, z drugiej całkiem zagubiony człowiek, który nie traci jednak nadziei, który optymistycznie patrzy na jutro, czekając na swój czas. Fenomenalny występ.  Przy DiCaprio nikt tu nie ma szans, a już w szczególności Tobey Maguire, którego rola wydaje się być okrutnie nieciekawa, płaska i niezauważalna.  Szkoda, bo właściwie przecież to on jest głównym bohaterem tego obrazu, jak i jego narratorem, który zaczyna i kończy tę opowieść, a mimo to jest dziwnie niewidoczny, jakby całkowicie wtopiony w tło.

Te wszystkie mniejsze sceny, te rewelacyjnie zagrane przez aktorów chwile, nie byłyby jednak tak ujmujące, nie działałyby tak na emocje, gdyby nie jeszcze pewien element formy - muzyka.  Przepiękna, delikatna, smutna, jednak odnajdująca przebłyski radości, szczęścia, uśmiechu.  Oryginalna kompozycja Craiga Armostronga, stałego kompozytora reżysera, który kolejny już raz stanął na wysokości zadania, tworząc świetny soundtrack.  Ale prócz jego dźwięków wyróżniają się tu również piosenki, napisane specjalnie na potrzeby tej produkcji, oraz już znane, tu pojawiające się jednak w innych aranżacjach.  Kabaretowe Crazy in love, spokojne Back to Black, oraz nowe utwory Florence czy Lany del Rey, z czego tej drugiej piosenka pojawia się najczęściej i to w różnych odsłonach, klasycznej, jak również przerobionej na fokstrot.  Cudowna muzyka bez której film ten wiele by stracił.  I tak, mają również rację Ci, którzy po seansie będą mówić, że forma trochę za bardzo przykrywa tu treść, bo faktycznie jak na tak skromną historię wydaje się chwilami zbyt wielka.  Rację będą mieli również Ci, którym obraz ten wyda się trochę nierówny, zbyt dziwny z początku, za długi pod koniec, przez co chwilami będący jednak nudny i dłużący się.  Nie można mu jednak odmówić ogólnego uroku.  Tego, że jednak mimo takiej formy, mimo takiego tematu, nie staje się kiczowatą, niezamierzoną karykaturą, niewłaściwie śmiesznym dziwactwem.  A do tego było w sumie o krok.  Nie jest to również z całą pewnością najlepszy film Baza (do Moulin Rouge! chyba nigdy nic nie doskoczy), ale jest to jedna z najciekawszych premier tego roku.  Choćby z tego powodu, oraz dla boskiego Leo, warto ją zobaczyć.

*

Za możliwość obejrzenia "Wielkiego Gatsby" na specjalnym pokazie przedpremierowym, serdecznie dziękuję dystrybutorowi filmu - Warner Bros. Polska.

sobota, 18 maja 2013, milczacy_krytyk
Tagi: 3D melodramat

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: szymalan, *.swietochlowice.vectranet.pl
2013/05/19 11:49:30
Pełna zgoda, właściwie to już nie wiem co ja mam u siebie napisać, żeby nie małpować od Ciebie :D Pierwsze pół godziny faktycznie wygląda jakby nakręcił i zmontował ktoś lekko wstawiony po dobre imprezie (co się z tą kamerą wyczynia tam :O), ale potem to już jest taka ekranizacja Fitzgeralda jakiej chciałem. Film kradnie niesamowity Leo (oczywiście Akademia Filmowa znowu pozostanie głucha na jego talent), ale ogólnie cała obsada daje radę (Maguire może nie jest niezastąpiony, ale przyzwyczaiłem się po czasie). Zgadzam się, że to nie jest film idealny i zdarza się tu i ówdzie jakieś wtf (te slow motion w paru chwilach mnie irytowało), ale ogólnie to cieszę się, że Lurhmann poszedł na całość i zrobił tę ekranizację tak jak chciał, a nie tak jak wypada.
BTw widziałeś może film w 3D? jak się sprawuje? (ja byłem na płaskiej wersji i sporo scen wyglądało jakby robione pod trójwymiar, zwłaszcza na początku)
pozdrawiam!
-
Gość: Arkadiusz, *.olsztyn.vectranet.pl
2013/05/19 16:59:13
Ciekawa recenzja. choć troszkę się nie zgadam. Albo inaczej. Nie zgadzam się ze wszystkim :) Film widziałem wczoraj. Po wyjściu z kina miałem mieszane uczucia, bo z jednej strony wszystko fajnie pięknie, ale z drugiej...czy aby nie za pięknie? Ale o tym było w recenzji. Ja natomiast nie zauważyłem aż takiego kunsztu w roli Leo i nie podobali mi się prawie wszyscy drugoplanowi aktorzy. A postać Edgertona zdecydowanie przerysowana. Natomiast Maguire nie był taki najgorszy. I dość dobrze spisał się w tej, dziwnej i nie łatwej roli. Zapraszam do przeczytania mojej recenzji na blogu Rick's Cafe.
Pozdrawiam.
-
milczacy_krytyk
2013/05/20 00:34:34
@szymalan
Tak się ciągle zastanawiam czemu niektórym ten film się tak nie podobał, czemu tak na niego narzekają. Przecież skoro reżyserował go Luhrmann, to wiadomo było, że ze zwykłą ekranizacją ta produkcja nie będzie miała nic wspólnego, i będzie właśnie taka jaka jest. Przepych, kicz, teledysk. Narzekanie, że Baz zrobił film typowy dla siebie wydaje mi się co najmniej dziwne.
Tak, widziałem Gatsby'ego w 3D, ale jakoś nie zauważyłem specjalnie by ten trójwymiar się jakoś wyróżniał. Może przy niektórych scenach faktycznie coś tam z ekranu wylatywało (konfetti przede wszystkim), ale w sumie nie był to efekt, którym bym się jakoś zachwycił. Bardziej zauważałem ramki od okularów, niż przestrzenność obrazu i chętniej bym Gatsby'ego jednak obejrzał w 2D.
Pozdrawiam!
-
milczacy_krytyk
2013/05/20 00:40:17
@Arkadiusz
Byłoby trochę podejrzane gdybyśmy się we wszystkim zgadzali ;)
Czy za pięknie? Może faktycznie trochę tak, ale takie są już przecież filmy Baza. Tu wszystko błyszczy i wygląda olśniewająco, niektórych to drażni, mi się taki styl w jego wykonaniu podoba.
Z Maguire'm ja mam problem od dłuższego czasu, jakoś w ogóle nie mogę się przekonać do tego aktora, drażni mnie w każdej roli. Tu w sumie nie aż tak bardzo, ale z chęcią zobaczyłbym kogoś innego na jego miejscu.
A Leo strasznie urzekł mnie w scenie w domku, gdy czekał na Daisy. Przy całej swojej powadze i wielkości, był tak niesamowicie zmieszany i skrępowany. Przecudownie to wyglądało.

Pozdrawiam
-
Gość: FILMplaneta, *.dynamic.chello.pl
2013/05/22 22:46:09
Zgadzam się z wszystkim, mnie też Wielki Gatsby zachwycił, oczarował i kupuję go całym sobą. Też nie rozumiem do końca negatywnych recenzji, ale myślę, że wynikają one z dwóch powodów. Po 1, z rozdmuchanej kampanii reklamowej, przez którą wszyscy czekali na nie wiadomo jakie cudo. Po 2 natomiast, wydaje mi się, że trzeba choć trochę znać styl Luhrmanna, aby w pełni zrozumieć i pojąć to, co chce widzowi przekazać.
Pozdrawiam.
-
milczacy_krytyk
2013/05/24 00:26:49
Dokładnie tak. Zupełnie nie rozumiem dlaczego tak wiele osób narzeka na ten film, tak jakby w ogóle nie zdawali sobie sprawy z tego, że jest to produkcja Luhrmanna i nie będzie to zwykła ekranizacja, tylko właśnie taki film. To trochę tak jakby iść na Tarantino i być zdziwionym, że ogląda się film krwawy i mocno przegadany.