Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Jabłka Adama

nawróceniowe właściwości szarlotki

Jabłka Adam

Jabłka Adama (2005) Dania, Niemcy

reżyseria i scenariusz: Anders Thomas Jensen 
aktorzy: Mads Mikkelsen, Ulrich Thomsen, Nicolas Bro, Ali Kazim, Paprika Steen, Nikolaj Lie Kaas, Ole Thestrup, Lars Ranthe, Emil Kevin Olsen, Gyrd Lofqvist
muzyka: Jeppe Kaas
zdjęcia: Sebastian Blenkov
montaż: Anders Villadsen

 (4/10)

Długi weekend majowy.  Czas upragnionego odpoczynku, gdy między innymi na spokojnie można wreszcie nadrobić filmowe zaległości.  Wybrać się do kina, odkopać z nagrywarki kiedyś nagrane filmy, które zapomniało się obejrzeć, lub nadgonić ulubiony serial na który nie miało się ostatnio czasu.  Jednak gdy było się w kinie już na wszystkim co warto w danej chwili obejrzeć, z serialami jest się na bieżąco, a na nagrywarce czeka sama klasyka, na którą nie zawsze ma się ochotę, wtedy z ratunkiem przychodzi telewizja.  Lekka rozrywka w sam raz na wieczór.  W kablówce kanałów miliard, problemu z wyborem być nie powinno.  Uwagę przyciąga tvp kultura, kanał już z nazwy budzący zaufanie, a w nim duński film sprzed kilku lat, w którym główną rolę gra Mads Mikkelsen, kiedyś przeciwnik Bonda, niedawno niesłusznie oskarżony o molestowanie nauczyciel w świetnym "Polowaniu".  Do tego jak dumnie głosi polski plakat tej produkcji, film wyróżniony przez publiczność na Warszawskim Festiwalu Filmowym.  Brzmi zachęcająco.  Dawno jednak nie widziałem filmu, po którym miałbym tak ogromne uczucie całkowicie zmarnowanego czasu.

Mads Mikkelsen gra tutaj dość nietypowego, pokręconego pastora pewnej niewielkiej, wiejskiej parafii.  Zdecydowanie przewodzi swoimi wiernymi, jednak jak się wkrótce okaże w swoim optymizmie, i nie martwiącym się podejściu do życia, w ogóle nie zauważa nieszczęść tego świata, wypierając je ze swojego życia, zachowując się tak jakby w ogóle nie istniały.  Parafia, którą prowadzi jest miejscem resocjalizacji dla więźniów.  Dwóch już w niej przebywa: Gunnar, były tenisista, którego kariera legła w gruzach przez jego alkoholizm, oraz Khalid - imigrant napadający na stacje benzynowe.  Teraz dołączy do nich jeszcze Adam - neonazista, który za kilka tygodni będzie mógł wyjść na wolność, a pobyt na plebanii ma mu pomóc w powrocie do normalnej rzeczywistości.  Przez ten czas będzie musiał się czymś zająć, i po rozmowie z księdzem wychodzi na to, że jego zadaniem będzie... upieczenie szarlotki.  Żeby to się mogło jednak stać, będzie musiał zaopiekować się rosnącą niedaleko kościoła jabłonią, którą już niedługo zaczną atakować kruki w ilościach porównywalnych do tych, jakie w kinie ostatni raz naleciały w "Ptakach" Hitchcocka.

I choć z początku wydaje się, że historia ta rozwijać się będzie w kierunku ukazującym nawracanie się Adama na właściwą drogę, tak się jednak nie dzieje.  Bo film ten chce być wszystkim po trochu w sumie nie oferując nic co zostawałoby na dłużej, co warte byłoby zapamiętania.  Ciepła, lekka i mająca spory potencjał historyjka skręca na drogę totalnego absurdu, czarnego humoru i absolutnej wariacji, bawiąc się bohaterami (każdy z osobna to coraz większy dziwak i odmieniec) oraz schematem, jednocześnie całkiem gubiąc jakiekolwiek myśli przewodnie, nie dochodząc do jakichkolwiek wniosków.  Bo nawet jeśli jakieś pojawiają się na horyzoncie, zabawa i przedstawienie wszystkiego w krzywym zwierciadle jest tu ważniejsza.  Broń idzie w ruch, pięści brudzą krwią, kości się łamią.  Lekcji dla bohaterów, ani tym bardziej dla nas nie ma z tego żadnej. Przemiany jakie zachodzą w postaciach są co najmniej nieprzekonujące, bo nie wynikają z naturalnego rozwoju historii, a z założeń scenarzysty, który uwidział sobie taki a nie inny finał.  Dodając do tego jeszcze potworną muzykę, która pochodzi jakby z całkiem innego filmu, otrzymujemy unoszącą się w oparach absurdu opowiastkę, z ogromnymi ambicjami, którą muzycznie ciągnie w kierunku "Vertigo", ale klimatem najbliżej jej do polskiego "Rancza".  Okropność.

sobota, 04 maja 2013, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Simon, *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2013/05/06 17:32:06
Szkoda, szkoda, że nie bardzo Ci podeszły Jabłka Adama. Ja jak najbardziej jestem pod wrażeniem tej produkcji, oglądałem już kilkukrotnie. Porównanie klimatu do tego z "Rancza" jest dla filmu Jensena nieco krzywdzące. Z drugiej strony bardzo barwne charaktery, miejscami przerysowane, ale aktorzy z tej karykatury wychodzą obronną ręką, szczególnie Mikkelsen. Groteskowa fabuła mnie zdecydowanie przekonała, wszystko utrzymane w nieco prześmiewczym i kpiącym tonie, ale jednak sporo mieści się w tym sporo wartości. Ja to kupiłem.
-
Gość: Blacque M., *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/05/07 03:00:17
właśnie ten misz masz z wszystkiego mi się najbardziej podobał, zdecydowanie nie jest to monotonna produkcja :)
-
Gość: Michał, *.eimperium.pl
2013/05/08 14:21:10
Oj - Jabłek Adama będę bronił :-) widziałem film po raz pierwszy właśnie na Warszawskim Festiwalu Filmowym i pamiętam jak zebrał brawa - ostatnia scena rozwala totalnie! :-) czy uważasza że było by lepiej i bardziej edukacyjnie jeśli historia byłaby poprowadzona w duchu religijnego nawrócenia głónego bohatera? Jaki sens wtedy miałoby odwołanie do Hioba? Wtedy to dopiero film przypominałby ranczo. Jak dla mnie jest jedną z najlepszych czarnych komedii, która wcale nie jest zlepkiem wszystkiego co się da. Że wpakowane jest tu wszystko - to chyba miałobyć odzwierciedlenie życia, w wersji hard - owszem, ale przerysowaniami najlepiej edukować. I Anders Thomas Jensen pokazuje, że ludzie mogą się zmienić, przychodzi to czasem jak grom z jasnego nieba, ale gdy inni tracą wiarę inni mogą ją zyskać? To byłaby ciekawa hipoteza? Może wiary w świecie zawsze może być tyle samo? Jak dla mnie rewelacja, Jabłka niezmiennie oceniam 10/10 :-)
-
milczacy_krytyk
2013/05/08 20:58:23
@Simon
Również żałuję, że mi nie podeszły ;) Ale jak tak patrzę na oceny znajomych na filmwebie to widzę, że jestem jednym z nielicznych, bo większości ta produkcja się jednak podobała.

Oczywiście, porównanie do "Rancza" jest trochę na wyrost, ale trochę właśnie takim małomiasteczkowym klimatem mi ten film zalatywał przez większą część seansu. Dodany do tego czarny humor jeszcze tylko pogorszył sprawę, bo nie pasował mi tu ani trochę. Dlatego sam film był dla mnie doświadczeniem naprawdę męczącym.
-
milczacy_krytyk
2013/05/08 21:00:30
Blacque M.
Nie, monotonna nie jest, to na pewno. Dzieje się tu wiele i bardzo szybko, ale właśnie przez to miałem wrażenie, że dzieje się aż za wiele i przerysowana historia zamiast być pozytywnie zwariowaną stała się dla mnie nieznośnie chaotyczna i odpychająca.
-
milczacy_krytyk
2013/05/08 21:10:05
Michał
No sam nie wiem, przez seans musiałem się przecierpieć, w połowie myślałem nawet, że z niego zrezygnuję (co zdarza mi się niezmiernie rzadko), ale mając nadzieję, że ta opowiastka się jakoś jeszcze ciekawie rozwinie, przetrwałem do końca. Satysfakcji z seansu nie miałem jednak prawie żadnej. Tylko irytacja, trochę zniesmaczenie i poczucie naprawdę straconego czasu, bo nic mi ten film w sumie nie dał.

Podobały mi się tu przede wszystkim zdjęcia, bardzo żywe, oraz chwilami Mikkelsen w roli pastora, ale to naprawdę wszystko. Krzywe zwierciadło zabiło dla mnie tę opowieść, bo zamiast wgłębić się w bohaterów i w to jak na siebie oddziałują i jak zmieniają się z czasem, miałem wrażenie, że sensem całości stało się coraz większe udziwnianie tej opowieści i wprowadzanie do niej coraz większego chaosu. I nie, nie chciałbym grzecznego, religijnego filmu, nawet gdyby główny bohater się nie nawrócił, a ksiądz stracił wiarę, taki rozwój wypadków by mi nie przeszkadzał. To co mi się tutaj gryzło, to ten wszechobecny absurd i czarny humor. Ani trochę tego nie kupiłem