Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Niemożliwe

oczywiste

Niemożliwe

Niemożliwe (2012) Hiszpania

reżyseria: Juan Antonio Bayona
scenariusz: Sergio G. Sánchez
aktorzy: Naomi Watts, Ewan McGregor, Tom Holland, Samuel Joslin, Oaklee Pendergast, Marta Etura, Sönke Möhring, Geraldine Chaplin, Ploy Jindachote, Douglas Johansson, Nicola Harrison
muzyka: Fernando Velázquez
zdjęcia: Óscar Faura
montaż: Bernat Vilaplana, Elena Ruiz

 (6/10)

W 2004 roku w wybrzeże Tajlandii uderzyło potężne tsunami niszcząc wszystko co napotkało na swojej drodze, odbierając życie tysiącom istnień.  Film ten jest prawdziwą historią jednej rodziny, która znalazła się w samym centrum tego koszmaru.  Historią z naciskiem na prawdziwą, jak podwójnie informują napisy początkowe.  Spektakularny temat, dlatego ciekawe, że za film do którego potrzebny był ogromny rozmach realizacyjny, nie odpowiada wcale wielka hollywoodzka wytwórnia.  "Niemożliwe" nie jest bowiem produkcją amerykańską, to film hiszpański, zagrany w języku angielskim, do którego zostali zaangażowani znani na całym świecie aktorzy.  Sporo mniejszy budżet nie jest tu jednak wcale odczuwalny.  Gdy trzeba film ten jest bliski i kameralny na typowo europejski sposób, a i sceny kataklizmu w niczym nie odstają od tych, które zwykle można oglądać w produkcjach wysokobudżetowych.  I to nawet mało powiedziane, bo scena w której woda wdziera się w ląd wbija w fotel i wywołuje ciarki na ciele, a wszystkie sceny rozgrywające się pod wodą aż wysysają powietrze z płuc.  W ich trakcie aż chce się łapczywie zaczerpnąć powietrza. 

I niestety w dużej mierze tylko dla tych kilku spektakularnych momentów (jak oni to nakręcili?) warto wybrać się do kina na film Bayona, bo prócz zapierających dech w piersiach chwil ukazujących potęgę żywiołu, "Niemożliwe" jest filmem raczej typowym, zwyczajnym i niczym szczególnym się nie wyróżniającym.  To spojrzenie przede wszystkim na chaos panujący tuż po kataklizmie.  Na panikę, totalną dezinformację i tysiące ludzi szukających swoich bliskich wśród nielicznych ocalałych.  Spojrzenie przeprowadzone oczami członków rozdzielonej przez żywioł rodziny, którzy starają się odnaleźć po ustaniu fal.  W czasie seansu pojawiają się więc łzy cierpienia i szczęścia, jest też krew i głębokie rany, jest niecierpliwe oczekiwanie i wreszcie ulga, gdy kolejne dramatyczne sytuacje kończą się dobrze.  Problem jednak w tym, że tak jest, tak miało być, ale oczywistość tych chwil odbiera im całą ich moc.   Nie sposób się nie wzruszyć, gdy muzyka uderza w tony rozrywające serce, zdjęcia pokazują najbardziej wzruszające obrazy, a aktorzy walczą z płaczem malującym się na ich twarzach.  Wielokrotnie jednak jest to wzruszenie na siłę.  Choćbyśmy się bronili i nie chcieli rozkleić, łzy i tak zaczynają cieknąć, bo muszą, choć bardziej z powodu udanie przeprowadzonego zabiegu, niż naszej szczerej chęci.  A przez to seans mija raczej spokojnie i niewiele na dłuższą metę po nim pozostaje.  Może tylko większa świadomość jak straszne i niemożliwe do opisania było to przeżycie.

Całkiem zaskakujące w tym filmie jest za to rozłożenie akcentów pomiędzy poszczególnymi bohaterami tej opowieści. Wydawać by się mogło, że skoro w obsadzie pojawiają się dwa bardzo znane nazwiska , to właśnie one będą tu przewodzić i zajmować najwięcej czasu ekranowego.  Nic bardziej mylnego, bo pierwsze skrzypce grają tutaj świetni młodzi aktorzy: Tom Holland (wcielający się w postać najstarszego syna Lucasa) oraz młodszy od niego, choć wcale nie gorszy, Samuel Joslin czyli filmowy Thomas.  To oni w tej opowieści są najważniejsi, to na nich w dużej mierze opiera się ta produkcja, spychając McGregora oraz Watts na drugi plan.  A jeśliby już porównywać tę dwójkę, to występ McGregora, choć krótszy, dostarcza jednak więcej emocji (rozmowa przez telefon) i przy całej mej sympatii do Naomi, którą uwielbiam i której występy śledzę na bieżąco, starając się nie przegapić żadnego filmu z jej udziałem, zupełnie nie rozumiem nominacji do Oscara za jej rolę.  Już prędzej widziałbym to wyróżnienie przy nazwisku McGregora.  Ale nie od dziś wiadomo, że wybory Akademii bywają dyskusyjne.

wtorek, 29 stycznia 2013, milczacy_krytyk

Polecane wpisy