Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Raj: Miłość

hakuna matata

Raj: Miłość

Raj: Miłość (2012) Austria, Francja, Niemcy
 
reżyseria: Ulrich Seidl
scenariusz: Ulrich Seidl, Veronika Franz
aktorzy: Margarete Tiesel, Peter Kazungu, Inge Maux, Dunja Sowinetz, Helen Brugat, Gabriel Mwarua, Carlos Mkutano
zdjęcia: Edward Lachman, Wolfgang Thaler
montaż: Christof Schertenleib

 (7,5/10)

Pierwszy z trzech filmów Ulricha Seidla o cnotach, połączonych wspólnym tytułem: Raj.  Miłość, Wiara (którą miałem okazję obejrzeć na tegorocznym All About Freedom Festival), oraz Nadzieja, która dopiero doczeka się swojej premiery.  Historia rozpoczyna się w Austrii.  Poznajemy wtedy Teresę, około pięćdziesięcioletnią kobietę, samotną matkę nastoletniej córki, na co dzień pracującą przy opiece nad upośledzonymi.  Co stało się z mężem, tego nie wiemy.  Teresa szykuje się do wyjazdu, jedzie na wyczekiwany urlop do Kenii.  Córka w tym czasie będzie mieszkać u jej siostry (bohaterki „Raj: Wiara” - ciekawe więc, czy nastolatka będzie w związku z tym bohaterką „Raj: Nadzieja”).  Bohaterka jedzie do tego afrykańskiego kraju by wypocząć, by zobaczyć zupełnie inny świat, by poleżeć na plaży, przeżyć prawdziwe lato, pooddychać zupełnie innym powietrzem.  Dzięki poznanym na miejscu wczasowiczkom prócz tych przyjemności posmakuje jeszcze jednej atrakcji tego kraju - seksturystyki.

Jak się bowiem okazuje, i co Teresa ma okazję zobaczyć już pierwszego dnia, młodzi mężczyźni, w pokaźnej liczbie, stoją całymi dniami na plaży, niczym zombie bez ruchu, czekając aż któraś z odpoczywających na leżakach kobiet do nich podejdzie.  Wtedy proponują coś do kupienia: ręcznie robiony breloczek, tradycyjny naszyjnik, wycieczkę po lokalnej wiosce, lub rejs łódką nad rafę koralową.  Takie spotkanie najczęściej przeradza się we wspólnie spędzony dzień, który kończy się w hotelu, bądź też mieszkaniu danego mężczyzny, a właściwie chłopaka, bo większość z nich jeszcze niedawno była nastolatkami.  Świetnie zbudowani, dobrze wyglądający.  Prawiący komplementy na lewo i prawo, poświęcający cały swój czas dla turystek, i co najważniejsze, dający kobietom poczucie ponownej młodości.  Dla nich są piękne mimo nie młodego już ciała, dla nich są najważniejsze, choć tylko przez chwilę.  Nie narzekają, nie robią wyrzutów, ani awantur, przypominają o lepszych latach, lub wcielają w życie to, co dotąd było nieosiągalne.

Ci chłopcy to pokusa, której trudno nie ulec, przyjemność na wyciągnięcie ręki, która z dala od domu, w rajskim otoczeniu, nie wydaje się niczym złym, ot atrakcyjnym dodatkiem do pięknego wypoczynku.  Dodatek nie za darmo, bo choć bezpośrednio za seks się tu nie płaci, wymiana pieniędzy za usługę jednak następuje.  Bo emocjonalnie przywiązane kobiety brane są na litość: przecież jak mogłyby nie pomóc biednemu chłopakowi, wspomóc jego rodzinę, chorego ojca, samotną siostrę, lub brata w szpitalu, którego nie stać na ubezpieczenie.  Zapłata na lepsze życie, teoretycznie nie za usługę.  Takie są reguły gry, tak działa ten biznes.  Chwila zainteresowania, upojna noc, za pomoc pieniężną, by żyło się lepiej.  Tych reguł gry Teresa jednak nie rozumie, a przynajmniej z początku ma z nimi problem.  Choć miłe są dla niej komplementy, piękne słowa, i niespodziewane zainteresowanie ze strony młodych, silnych chłopaków, chciałaby czegoś więcej. Pragnie miłości.

Teresa w przeciwieństwie do koleżanek z plaży myli chwilowe spełnienie, zwyczajną transakcję, z rodzącym się uczuciem.  Chciałaby aby jej kochanek spojrzał jej głęboko w oczy i ponad zniszczonym ciałem zobaczył jej duszę, jej wnętrze, to kim tak naprawdę jest.  By nie dotykał jej szybko, mechanicznie, jak kolejną z rzędu kobietę, ale by robił to delikatnie, z prawdziwym uczuciem, charakterystycznym dla stanu zakochania, a nie zwykłego zaspokajania fizycznych potrzeb.  Dlatego instruuje swoich kochanków, mówi im co mają robić, dlatego każde spotkanie pozostawia w niej uczucie niedosytu, niespełnienia i pustki.  Bo pragnie miłości, szuka tego uczucia tam gdzie go nie ma.  Inaczej niż inne turystki, dłużej korzystające z tych egzotycznych uciech, które dokładnie już wiedzą jak wyglądają reguły gry i się do nich stosują, nie pragnąc niczego więcej niż tylko prostej fizyczności.  By przez to seksualne zainteresowanie móc znów poczuć się młodymi, potrzebnymi, atrakcyjnymi, robiąc rzeczy, których nigdy wcześniej nie robiły lub nie miały na nie odwagi.

Seidl tak samo jak w "Raj: Wiara" w którym nie pokazywał prawdziwej wiary, a raczej jej brak, tak również i w "Raj: Miłość" nie ukazuje tytułowego uczucia.  Co najwyżej jego ogromne pragnienie.  I nie chodzi tu jedynie o brak miłości w tym rajskim miejscu, w którym jest ona równoznaczna z pieniędzmi, a uczucie zastępuje tu zwykły seks, ale brak miłości w ogóle, co pokazuje relacja między wypoczywającą na wakacjach matką, a nastoletnią córką, która została w Austrii.  Ta nie odpowiada na smsy, nie odbiera ani nie oddzwania na telefony, nie pamięta o urodzinach matki, nie kontaktuje się z nią by złożyć jej życzenia.  Relacja przepełniona chłodem i potworną obojętnością.  Relacja pozbawiona jakiejkolwiek bliskości, troski o drugą osobę, zainteresowania.  Stan w którym każdy żyje oddzielnie, wyłącznie dla siebie, w oddaleniu od drugiego człowieka.

Reżyser podobnie jak i w "Raj: Wiara" z niezwykłą bliskością, niczym dokumentalną dokładnością obserwuje bohaterkę, jej potrzebę uczucia, oraz jej ogromną samotność.  Bo film ten choć początkowo zdaje się być przede wszystkim spojrzeniem na seksturystykę, tak naprawdę mówi o samotności, potwornym uczuciu wszechogarniającej pustki i smutku, które bohaterka próbuje zagłuszyć wpierw wyjazdem w ciepłe kraje, a później przygodami z młodymi Afrykanami.  Jednak jak pokazuje reżyser tej pustki nic nie jest w stanie zagłuszyć, ani najcudowniejsza noc z kolejnym kochankiem, ani najpiękniejsze widoki.  To tylko chwilowe pocieszenia, przyjemne środki dzięki którym bohaterka, jak i pozostałe kobiety, są w stanie przez chwilę się rozerwać, ale które gdy się kończą, przynoszą za sobą jeszcze większą rozpacz i ból.  Smutny to film, bez jakiegokolwiek pocieszenia, pozbawiony nadziei na lepszy los (dla obu stron).  Aż strach się bać jaka będzie "Raj: Nadzieja", jeśli Miłość i Wiara tytułowych uczuć były całkiem pozbawione.

sobota, 29 grudnia 2012, milczacy_krytyk
Tagi: dramat

Polecane wpisy