Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Atlas chmur

everything is connected

Atlas chmur

Atlas chmur (2012) Hongkong, Niemcy, Singapur, USA

reżyseria i scenariusz: Tom Tykwer, Lana Wachowski, Andy Wachowski 
aktorzy: Tom Hanks, Halle Berry, Jim Broadbent, Hugo Weaving, Jim Sturgess, Doona Bae, Ben Whishaw, Keith David, James D'Arcy, Xun Zhou, David Gyasi, Susan Sarandon, Hugh Grant
muzyka: Reinhold Heil, Johnny Klimek, Tom Tykwer
zdjęcia: John Toll, Frank Griebe
montaż: Alexander Berner

na podstawie: powieści Davida Mitchella

 (9/10)

"Atlas chmur" to bez wątpienia najbardziej odważny, pomysłowy i ryzykowny film tego roku, jeśli nawet nie ostatnich kilku lat.   Czy jeden z najlepszych, tego powiedzieć na razie nie mogę, bo pojedynczy seans tej produkcji to zdecydowanie za mało by w pełni docenić jej złożoność i wielkość, a ponadto zdaje mi się, że jest to jeden z tych filmów, który będzie zyskiwać z każdym kolejnym obejrzeniem, przy każdym następnym seansie prezentując się z trochę innej niż poprzednio strony, odkrywając wcześniej niewidoczne obrazy, treści i znaczenia.  Bo nie sposób wychwycić wszystkich szczegółów, w pełni zrozumieć aż sześciu opowiadanych tu historii, ogarnąć tę wielką, skomplikowaną, ale ani przez chwilę nie przytłaczającą czy przesadnie rozbuchaną całość.  Bo co niezwykłe, choć ten projekt nie miał prawa się udać, choć powstał na podstawie książki niemożliwej do zekranizowania, jakimś cudem jednak zadziałał.  Właśnie dlatego jest z pewnością jednym z najważniejszych i najbardziej wartych obejrzenia obrazów tego roku. Nawet jeśli się nie spodoba, własne zdanie o nim wyrobić sobie warto.

Sześć różnych czasów i miejsc.  Różne postaci, choć grane przez tych samych aktorów.  Rok 1849, Pacyfik i historia Adama Erwinga i jego rodzącej się przyjaźni z pewnym niewolnikiem, który towarzyszy mu na statku.  Rok 1936, Edynburg i opowieść o młodym kompozytorze Robercie Frobisherze, który pracując jako asystent sławnego kompozytora, ma nadzieję wkrótce sam napisać swoje własne dzieło.  Rok 1973, amerykańska reporterka Luisa Rey i jej dochodzenie w sprawie spisku, mającego ukryć niebezpieczeństwo związane z mogącym niedługo ulec awarii reaktorem jądrowym.  Teraźniejszość - sześćdziesięciopięcioletni Timothy Cavendish w wyniku splotu nieszczęśliwych okoliczność trafia do domu starców, z którego planuje jak najszybciej uciec.  Rok 2144, Seul, jeden z klonów na co dzień służący konsumentom zyskuje świadomość i staje się przyczynkiem do zmiany istniejącego świata.  I wreszcie ostatnia czasoprzestrzeń - odległa przyszłość i jeden z ocalałych, zmagający się z wyrzutami sumienia po śmierci bliskiej dla siebie osoby, a już wkrótce mający okazję poznać prawdziwą przyczynę końca świata, jaki nastąpił wiele lat wcześniej.

Oczywiście przez swoją nietypowość "Atlas chmur" nie jest obrazem, który spodoba się wszystkim, nie każdy odnajdzie się w tym galimatiasie przeplatających się historii.  Tym bardziej, że każda z nich reprezentuje trochę inny gatunek, każda opowiedziana jest w trochę odmiennej tonacji.  Kostiumowe kino spisane jako dziennik, kameralny dramat miłosny, kryminał i sensacja w jednym, optymistyczna komedia nieporadności, widowiskowe kino sci-fi i plemienna przygoda naznaczona przeszłością i wyrzutami sumienia.  Co ciekawsze i być może dla niektórych bardziej utrudniające seans, te poszczególne wątki nie są oddzielnymi nowelami, przechodzącymi jedna w drugą, tak, że gdy skończy się jedna dopiero wtedy zaczyna kolejna.  One przeplatają się nieustannie, co chwila zmieniając czas i miejsce, w jednej sekundzie będąc przy wielkim okręcie rozwijający żagle na Oceanie, sekundę później przenosząc się do Neo Seulu, świata dalekiej przyszłości, by moment później pojawić się w teraźniejszości.  I tak przez cały czas trwania seansu.

Drogi widzu nie obawiaj się jednak.  Cierpliwości.  Bo jak też mówi w jednym z pierwszych zdań jeden z bohaterów, w tym szaleństwie jest metoda, a ten skomplikowany, wydawać by się mogło zbyt przekombinowany koncept, funkcjonuje tu perfekcyjnie.  Bo co niezwykłe, choć oglądamy sześć różnych historii (z których każda posiada swój własny początek, rozwinięcie i zakończenie), choć różnią się one wszystkim, choć przeskakujemy nieustannie od jednej do drugiej, to pasują one do siebie idealnie, a sposób ich łączenia jest tak naturalny, tak oczywisty, że trudno sobie wyobrazić by można było go przeprowadzić jakoś inaczej.  Dlatego "Atlas chmur" choć mógł stać się niestrawnym gigantem, ogląda się niesamowicie dobrze, nieprawdopodobnie lekko i przyjemnie.  To cud, że z tak wielkiego, skomplikowanego materiału udało się nie stworzyć sieczki, produkcji, która przygniatałaby samą siebie.  Być może sukces tkwi w tym, że nie można rozpatrywać tego obrazu jako połączenia oddzielnych historii, tylko jedną, wielowątkową, bardzo nietypową, ale jednak całość.

Być może to poczucie jedności i nierozerwalności poszczególnych czasoprzestrzeni udało się uzyskać dzięki prostemu ale jakże genialnemu pomysłowi by w poszczególnych opowieściach występowali Ci sami aktorzy, wcielający się w różne postaci.  Postaci różniące się wiekiem, kolorem skóry, płcią, a nawet narodowością.  Różniące się tak bardzo, że chwilami aż nie sposób poznać w jakiej postaci ukrył się który aktor, kto kogo tym razem gra.  Niesamowicie atrakcyjne jest to wyszukiwanie członków obsady, najważniejszych aktorów w poszczególnych historiach, to wpatrywanie się w pojawiające się na ekranie twarze w poszukiwaniu dotąd znanych rysów i wielokrotnie odnajdywanie ich w postaciach, które nijak nie przypominają swoich poprzednich wcieleń.  Dzięki temu zabiegowi film ten stał się po pierwsze bardziej zaskakujący, a po drugie bliższy, bardziej kameralny i w przedziwny sposób łatwiejszy do przyswojenia.  Bo widząc tylko kilka, a nie kilkadziesiąt obcych twarzy łatwiej się tu odnaleźć, łatwiej wciągnięcia w kolejne fragmenty tej wielkiej całości.

"Atlas chmur" to film przede wszystkim mówiący o wolności jednostki.  O walce jaką musi stoczyć by poznać prawdę, by mieć możliwość życia jakie pragnie wieść.  O walce o możliwość podejmowania własnych wyborów, świadomego wpływania na swój los.  Walce wobec systemu, władz, innych ludzi, narzucających swoje poglądy, wierzenia, zmuszających do życia według z góry ustalanych reguł, ograniczających wolność każdego z osobna.  To przede wszystkim, ale na tym się nie kończy, bo film Wachowskich i Tykwera to obraz z którego można czerpać długo i wiele.  To spojrzenie na życie jako takie.  Na zlepek poszczególnych momentów, które tworzą życie każdego z nas.  Na sytuacje, które się wydarzały, które stale się dzieją, i które dopiero będą się rozgrywać. Choć niby tak różne, ale jednak tak bliźniaczo do siebie podobne.  Bo historia się powtarza.  W różnych epokach, za sprawą różnych ludzi, ale w kółko, stale dzieje się ciągle to samo.  Czy spojrzeć na początki, czy wybiec daleko w przyszłość, ludzie zawsze przeżywali i będą przeżywać bliźniaczo podobne chwile.  Spotykali podobnych do siebie, zmagali z podobnymi problemami, przeżywali podobne rozterki jak i radości. 

Narodziny, życie, śmierć.  Przyjaźń, miłość, nienawiść, zazdrość.  To pojęcia tak uniwersalne, że istnieją od początków i istnieć będą aż po sam kres.  Niezwykłe siły, które determinują kierunki naszego życia.  Niezliczone postawy: tchórzostwo, odwaga, zakochanie, gniew, zemsta, współczucie, strach, wiara i zwątpienie, które kreują naszą przyszłość, zawsze związaną z drugim człowiekiem.  Bo nic nie dzieje się w próżni, wszystko oddziaływuje na nas samych i nasze otoczenie.  Czyny i akcje, uczynki dobre jak i złe, które mają wpływ na to co teraz, ale również i to co później.  Wpływ bezpośredni na ludzi nam najbliższych i ten już niedostrzegalny, ale również istniejący, oddalony o lata.  Życia i historie połączone wspólną osobą, bądź niepozornym detalem.  Chaos z którego wyłania się harmonia, całkowita przypadkowość, która stanowi perfekcyjny plan.  Oddzielne wątki, przeplatające się wzajemnie, zachodzące na siebie, zależne bardziej lub mniej, tworzące większy obraz.  Dotykające tajemnicy życia.  Wzruszające, pełne uczucia, nadziei i zachwytu nad cudownością stworzenia.  Piękny film.

sobota, 01 grudnia 2012, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: pandorcia, *.dynamic.chello.pl
2012/12/01 22:14:58
Wiedziałam, że się Ci spodoba :) To jeden z tych filmów, po których obejrzeniu na sali kinowej pozostaje przez dłuższą chwilę cisza. Coś niesamowitego, pięknego <3

Idę na seans w poniedziałek, ponownie <3
-
milczacy_krytyk
2012/12/02 15:11:15
Ja się trochę obawiałem przed seansem, że za długo czekam na ten film i mi się aż tak bardzo nie spodoba, że pozostanie mi po nim jakiś niedosyt. I mniej więcej do połowy myślałem, że tak niestety będzie, bo brakowało mi w nim trochę emocji, ale na szczęście od pewnego momentu, i właściwie nawet nie wiem od kiedy, wzięło mnie na całego. A końcówka wzruszyła mnie już potwornie. Gdybym miał więcej czasu z pewnością wybrałbym się do kina ponownie. A tak, dla przypomnienia, słucham ciągle soundtracku. Bo po obejrzeniu filmu podoba mi się jeszcze bardziej.

Pozdrawiam
-
Gość: Paweł, *.tvkdiana.pl
2012/12/02 17:19:55
O tak "Atlas chmur" to piękny film. Świetny scenariusz, ujmująca muzyka, można powiedzieć, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Pozdrawiam i zapraszam do zapoznania się z moją recenzją "Atlasu chmur" :)