Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Skyfall

with pleasure

Skyfall

Skyfall (2012) Wielka Brytania, USA

reżyseria: Sam Mendes
scenariusz: Neal Purvis, Robert Wade, John Logan
aktorzy: Daniel Craig, Judi Dench, Javier Bardem, Ralph Fiennes, Naomie Harris, Bérénice Marlohe, Albert Finney, Ben Whishaw, Rory Kinnear, Ola Rapace, Helen McCrory, Nicholas Woodeson
muzyka: Thomas Newman
zdjęcia: Roger Deakins
montaż: Stuart Baird

 (8,5/10)

To nie będzie dobra recenzja.  Nie będzie, bo "Skyfall" jest nad wyraz udanym filmem, zaskakująco perfekcyjną produkcją, nieprawdopodobnie dobrą kontynuacją.  A w przypadku tak satysfakcjonujących filmów, każde pisemne zestawienie myśli, w porównaniu do wrażeń wyniesionych z kina, jest zawsze niedoskonałe, niewystarczające, ani odrobinę nie oddające wyjątkowości doświadczonego seansu.  A chwalić jest naprawdę co, bo Bond Sama Mendesa, jest z całą pewnością najlepszym Bondem z Craigiem i jednym z najlepszych w całej serii.  Poważny, mroczny, nowoczesny, ale jednocześnie nie zapominający o tradycji, zabawny, zgrabnie dowcipny, pełen klasy i wdzięku.  Choć poprzeczka zawieszona tym razem była niezwykle wysoko, a jej przeskoczenie nie było wcale takie pewne.  Bo premiera tej części przypadała na pięćdziesiątą rocznicę obecności 007 na wielkim ekranie, a takie rocznice zawsze zobowiązują (przesadzić ze świętowaniem wszak nie trudno).  Bo za reżyserię odpowiadać miał reżyser dotąd z kinem akcji niezwiązany, a takie eksperymenty nie zawsze się udają.  Tym razem jednak tak, bo wszystko, ale to naprawdę wszystko w tym obrazie zagrało perfekcyjnie.  Od przemyślanej reżyserii i interesującego scenariusza, przez aktorów i postacie przez nich wykreowane, po zniewalające zdjęcia Rogera Deakinsa, od których nie sposób oderwać oczu - majstersztyk!

Niesamowite, ale "Skyfall" choć z jednej strony jest filmem niesamowicie bondowskim, chyba najbardziej ze wszystkich odcinków serii, w których występował Craig, jest jednocześnie obrazem do Bonda niepodobnym.  To zupełnie inny film, choć perfekcyjnie osadzony w znanym od pięćdziesięciu lat świecie.  Aż trudno to wytłumaczyć, bo i oglądając ten obraz ciężko zrozumieć, jak to się dzieje, że produkcja ta może być jednocześnie tak inna, i tak podobna do poprzednich filmów o Agencie Jej Królewskiej Mości.  Jak to się dzieje, że to rozdarcie nie sprawia wrażenia dwóch niepasujących do siebie rozwiązań, dwóch dróg, którymi poprowadzić można tę historię, a stanowi jedno, świadome, niesamowicie pomysłowe i udane spojrzenie. Świetna jest tu również wyraźnie widoczna, i wielokrotnie zauważalna świadomość poprzednich filmów z serii.  Pamiętanie o tym jak wyglądały, jakie były ich silne i przede wszystkim słabe strony, jak wiele się od tamtego czasu zmieniło.  Jednoczesne poszanowanie dla wcześniejszych dokonań i krytyczne spojrzenie na elementy, które obecnie już by nie przeszły. 

Co ciekawe w "Skyfall" znajduje się właściwie wszystko, co składa się na filmy o Bondzie.  Klasyczny drink, konkretny samochód, dwie partnerki, w jakiś sposób zdeformowany fizycznie przeciwnik, celne komentarze, nienaganne maniery w każdej sytuacji (zmiana przedziałów w pociągu!).  I tak dalej i tym podobne.  Stałych motywów jest tu bez liku, aż chwilami można mieć wrażenie, że film ten nie powstał teraz, tylko kilkanaście, kilkadziesiąt lat temu, bo klimat dawnych lat jest tu tak wyraźnie wyczuwalny.  Jednak choć łączników z poprzednimi filmami jest tu wiele, nadal podane są one w atmosferze nowego podejścia, tego poważniejszego, bardziej realistycznego, co daje niesamowite połączenie.  Przez to "Skyfall" to obraz, który jest jednocześnie kwintesencją Bonda, ale który przez poprowadzenie tej historii w zupełnie niespodziewanym kierunku, zdaje się nie mieć z nim nic wspólnego, będąc jednak oddzielnym dziełem.  Nie hybrydą, nie inną wersją konkurencyjnych agentów, tylko czymś innym.  Jakby rozwinięciem, zdecydowanym krokiem naprzód, wyniesieniem tej znanej i powtarzanej w różnych układach i konfiguracjach historii, na zupełnie inny poziom.  Spojrzeniem, które jak nigdy dotąd przybliża do bohaterów i przedstawia ich ludzką stronę.

Bo w gruncie rzeczy dwudziesty trzeci Bond jest filmem bardzo kameralnym i niezwykle osobistym.  Niewiele tu scen akcji (ale te, które są zapierają dech w piersiach), niewiele tu również typowej bondowskiej intrygi.  To obraz skupiony na trzech postaciach: agenta 007 (zdecydowanie najlepszy występ Craiga z trzech dotychczasowych), M, oraz głównego przeciwnika, niejakiego Silvy (świetny Bardem, opętany jedną myślą, nieprzewidywalny, nieobliczalny, pod koniec przypominający odrobinę Jokera Ledgera, gdy świat wokół niego zaczyna płonąć).  Pojedynek niezwykle osobisty, bo tym razem stawką nie są ani losy świata, ani nawet losy samej Anglii, a życie jednej, niezwykle ważnej osoby.  Właśnie przez ten kameralny wymiar pojedynku zbliżamy się do samego Bonda, poznajemy bardziej jego postać, jego przeszłość, jego samego.  Rozwinięta tu zostaje również fascynująca, niesamowicie silna więź między Bondem a M, ta pełna wielu znaczeń matczyna relacja.  Dlatego ten obraz jest tak inny.  Skupiony na bohaterach, starający się pogłębić tę opowieść.  Ukazujący głównego bohatera jako skomplikowaną postać, już nie drapieżnika gotowego na wszystko, ale człowieka z misją, za którym stoi bolesna przeszłość, brutalnego, zdecydowanego, ale który i zapłakać potrafi.  Inny, bo najbardziej znaczącą, najbardziej rozwiniętą postacią żeńską tym razem nie są piękne dziewczyny 007, tylko jego szefowa, niezwykła M.

"Skyfall" jest również pojedynkiem starego z nowym, tego co było z tym co jest, nowoczesności z tradycją, młodości z wiekiem, przeszłości z teraźniejszością i nadchodzącą przyszłością.  To ukryty komentarz do obecnej sytuacji w jakiej znalazła się seria, na rozdrożu między tym co było, a tym co nadejdzie.  Bond się już opatrzył, nie jest już tak sprawy, zaskakujący jak kiedyś.  Wiele przeszedł, ale niektórzy sugerują mu zasłużoną emeryturę, ustąpienie młodszym.  Dlatego musi się zmienić, powstać na nowo.  Pamiętając o tym kim był, o swoich charakterystycznych cechach, by nie zatracić się wśród konkurencji, ale dopasować do nowoczesnej rzeczywistości, która go otacza.  Zmiana, choć niezwykle ryzykowna, jak najbardziej udana.  Świetny film, aż trudno sobie wyobrazić jak można by lepiej uhonorować pięćdziesiąt lat tej serii.  Z jednej strony z pełnym poszanowaniem dla przeszłości, z drugiej strony, ze śmiałym i świadomym spojrzeniem w przyszłość, którą wytyczać zaczęli dwaj poprzedni reżyserzy.  Jednocześnie zataczając koło (cudowne zakończenie), powracając do początków, ale śmiało spoglądając w zupełnie nowym, odmiennym kierunku.

piątek, 02 listopada 2012, milczacy_krytyk
Tagi: sensacyjny

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: szymalan, *.swietochlowice.vectranet.pl
2012/11/02 20:54:46
Zgadzam się ze wszystkim poza pierwszym zdaniem :P ale fajnie, że w nawale zajęć udało Ci się znaleźc czas na seans, i że się podobało ;) Ja nie pamiętam kiedy ostatnio wyszedłem z kina taki zadowolony, nie mam Skyfallowi nic do zarzucenia, zresztą nawet mi się nie chce szukać jakichś dziur czy pomyłek. Po co w sumie, czego chcieć więcej od kina rozrywkowego, które jest tak dobrze zrobione.
No i, jeżeli istnieje jakaś sprawiedliwość, to Deakins powinien skasowac Oscara za zdjęcia. Chociaż pewnie nawet nominacji nie dostanie :/ Jak dostane ten film na blu ray to będę się gapił w te sceny w Szanghaju aż mi zbrzydnie, o!
pozdrawiam!
-
milczacy_krytyk
2012/11/03 18:41:18
Haha, miło mi ;)
Na Bonda, od momentu gdy gra go Craig czas znajdę zawsze. Z resztą teraz przez najbliższe tygodnie szykuje się istny wysyp ciekawych filmów, więc nie ma innej możliwości jak właśnie znaleźć na nie czas, by nie przegapić tych, które obejrzeć trzeba/wypada.
Do czasu Oscarów członkowie Akademii pewnie już nie będą pamiętać o tych cudownych zdjęciach, no chyba, że ktoś się uprze i kandydaturę Deakinsa będzie mocno promować. Byłoby świetnie, bo naprawdę facet jest nieprawdopodobnym zdjęciowcem i mało komu, jak właśnie jemu statuetka się należy. Majstersztyk, wgapiać się można w nieskończoność, a i wtedy będzie mało. Ja bym sobie z chęcią jakieś tapety porobił. Tylko pewnie miałbym mega problem z wyborem zdjęcia, za wiele genialnych było :)

Pozdrawiam
-
maethi
2012/11/03 21:20:39
"A chwalić jest naprawdę co, bo Bond Sama Mendesa, jest z całą pewnością najlepszym Bondem z Craigiem i jednym z najlepszych w całej serii."

Dokładnie! Choć mnie strasznie razi koniec - zbyt "bombowy".

"Poważny, mroczny, nowoczesny, ale jednocześnie nie zapominający o tradycji, zabawny, zgrabnie dowcipny, pełen klasy i wdzięku."

Idealne podsumowanie na początku!

Podobnie myślałem :)
-
milczacy_krytyk
2012/11/03 23:15:16
Co masz na myśli pisząc o zbyt bombowym końcu?
-
Gość: Kih, *.dynamic.chello.pl
2012/11/09 11:52:36
Za kryminałem bondowskim nigdy nie przepadałem. Jakoś mnie drażni oderwanie tego wszystkiego od rzeczywistości, kiepskie dialogi, tandeta hollywodzka. Obecny bond ma się zapowiadać na najlepszy w historii wszechświata, więc może chociaż filmowa muzyka do niego użyta będzie ciekawsza niż sama fabuła. Fajne zestawienie filmweb ostatnio zrobił, właśnie z muzyką ze wszystkich bondów. To chyba była najmocniejsza strona tych produkcji...
-
milczacy_krytyk
2012/11/10 01:08:00
To zależy co rozumiesz pisząc o muzyce w Bondach. Jeśli chodzi Ci o tytułowe piosenki, to faktycznie ta do "Skyfall" jest jedną z najlepszych jakie powstały. Rewelacyjnie prezentuje się oddzielnie, świetnie brzmi przy napisach początkowych. Za to sam soundtrack skomponowany przez Thomasa Newmana jest raczej średni. Tzn. w filmie spisuje się dobrze, ale poza nim jest raczej nieciekawy.
Nie wiem czy widziałeś dwa poprzednie Bondy z Craigiem, ale one się już mocno różnią od tego czym kiedyś był Bond. Mniej fajerwerków, gadżetów i tandety na rzecz właśnie świetnych dialogów i ciekawych historii i bardziej realistycznego spojrzenie na wydarzenia i bohaterów. Choć to nadal jest bajka, ale jakżeby mogło być inaczej jeśli jest to kino czysto rozrywkowe.

Pozdrawiam