Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Bestie z południowych krain

no crying

Bestie z południowych krain

Bestie z południowych krain (2012) USA

reżyseria: Benh Zeitlin
scenariusz: Lucy Alibar, Benh Zeitlin
aktorzy: Quvenzhané Wallis, Dwight Henry, Levy Easterly, well Landes, Pamela Harper, Gina Montana, Amber Henry, Jonshel Alexander, Nicholas Clark, Joseph Brown, Henry D. Coleman, Kaliana Brower, Philip Lawrence
muzyka: Benh Zeitlin, Dan Romer
zdjęcia: Ben Richardson
montaż: Affonso Gonçalves, Crockett Doob

 (5/10)

Objawienie tegorocznego festiwalu Sundance.  Film, który zachwycił krytyków jak i widzów.  Poważny kandydat do przyszłorocznych Oscarów, jeśli wierzyć wszystkim tym zaoceanicznym zachwytom.  W szczególności wychwalającym dwójkę głównych aktorów, żeby było ciekawiej debiutantów: Dwighta Henry'ego oraz kilkuletnią Quvenzhané Wallis.  Prosta historia opowiadająca o grupie osób, które po huraganie, który zniszczył miasta i okolice (nasuwają się skojarzenia z huraganem Katrina), wbrew zarządzeniom władz przeprowadzających ewakuację zalanych i zniszczonych terenów, pozostały tam gdzie dotąd mieszkały.  Wiodąc całkowicie wolne życie na zgliszczach dawnego świata.  Żywiąc się tylko tym co złowią lub upolują, korzystając ze wszystkiego, co uda im się znaleźć.  Na to miejsce, te wydarzenia patrzymy oczami kilkuletniej dziewczynki, która wraz z porywczym ojcem mieszka w tym miejscu, wyjętym niczym z innej szerokości geograficznej, lub nawet innej rzeczywistości.  Walcząc niczym wściekłe bestie o każdy kolejny dzień.

Przykro mi bardzo, ale niestety nie dołączę się do chóralnych głosów wychwalających ten obraz, bo najzwyczajniej w świecie nie zrobił on na mnie żadnego wrażenia, nie porwał ani odrobinę.  Tak, to ładnie nakręcona produkcja (szczególnie początek jest całkiem urokliwy), opatrzona przyjemną muzyką, jak na debiutantów dobrze zagrana, ale to jednocześnie potwornie powierzchowna i niepotrzebna powtórka z rozrywki, nie mówiąca właściwie nic na jakikolwiek temat, pomijająca obserwacje i sprawy, które poruszyć byłoby warto.  Bagatelizująca problemy, nie przekonująca do swoich spostrzeżeń, traktująca przez to właściwie o niczym.  I tak oczywiście, to tylko opowieść prowadzona przez dziecko, widziana jego oczami, opatrzona jego komentarzem, więc nie ma co wymagać pogłębionych obserwacji (choć w gruncie rzeczy czemu nie) ale nie znaczy to od razu, że musi być tak nudna i powierzchowna.  Bo "Bestie" to naiwne spojrzenie dziewczynki na straszną rzeczywistość, rzeczywistość w gruncie rzeczy z wyboru (a więc nie budzącą współczucia), które każe pamiętać o tym by zawsze być optymistycznym, nawet w najgorszych sytuacjach.  Walczyć z problemami, nie poddawać się, nie załamywać.  I to tyle.  Tylko tyle.  Bo to co więcej, to kilka bolących uszy zdań na temat świata, życia, ludzi, tak banalnych, że nie będących w stanie pozostać na dłużej w pamięci.

Samo założenie na ten obraz nie było wcale takie złe.  Obserwacja brutalnego świata oczami dziecka już nie raz się w kinie pięknie udawała.  Problem jednak w tym, że tym razem brakuje tej opowieści porywającej magiczności oraz ważności.  Bo ani ta historia nie jest zaskakująca czy wciągająca, ani istotna, ani nawet odrobinę pouczająca.  Co gorsza trochę przez przypadek wychodzi z niej w pewnej chwili nawet pochwała nieróbstwa i pijaństwa.  A przecież (mam nadzieję) nie o to tu chodziło.  Zawodzi również typowa w takich produkcjach chęć uświadomienia widzom konieczności większego doceniania własnego życia, które nie jest takie złe w zderzeniu z problemami z jakimi muszą borykać się sami bohaterowie.  A to dlatego, bo ani ich obserwacje na życie jako takie nie są tak zachwycające, by ten zachwyt mógł udzielić się i nam, ani ich sytuacja nie jest tak jednoznaczna i bezwzględnie wołająca o współczucie, by własna wydała się lepsza.  Coś tu wyraźnie nie gra, coś tu jest nie tak, co widać najbardziej w chwili gdy wreszcie bohaterowie spotykają się z cywilizacją, a nam bliżej wtedy do anonimowych lekarzy, tej "złej" cywilizacji", niż do postaci z którymi przebywamy od samego początku.  Wtedy wychodzi, że ten zachwyt wolnością, naturą i dziką krainą jest tu potwornie wymuszony.

czwartek, 18 października 2012, milczacy_krytyk
Tagi: dramat

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: przynadziei, *.159.44.75.static.cdpnetia.pl
2012/10/19 09:47:58
zaskoczyłeś mnie tą oceną... "jednocześnie potwornie powierzchowna i niepotrzebna powtórka z rozrywki, nie mówiąca właściwie nic na jakikolwiek temat, pomijająca obserwacje i sprawy, które poruszyć byłoby warto. Bagatelizująca problemy, nie przekonująca do swoich spostrzeżeń, traktująca przez to właściwie o niczym."
W filmach szukam nie tylko tego, żeby było "konkretnie o problemie" i żeby odkrywać za każdym razem jakieś ważne odpowiedzi...
Na tym polega magia kina, że czasem otrzymuje się bajkę. I to tez ma urok. Jaka jest np. wartość Artysty?
-
milczacy_krytyk
2012/10/19 14:45:29
Dla mnie kino to emocje (o czym co jakiś czas zgrabnie przypomina Danuta Stenka w Legalnej Kulturze), i to emocji szukam w filmach najbardziej. Na "Bestiach" wynudziłem się okrutnie, zupełnie mnie ten film nie porwał. I nie, wcale nie oczekuję od każdego obrazu, że będzie odkrywać dla mnie jakieś ważne myśli, bajki i papki czasem obejrzeć też można, a nawet i się nimi zachwycić. Tylko, że o ile taki przywołany przez Ciebie "Artysta" był piękną zabawą z formą, nostalgicznym i niezwykle pomysłowym wspomnieniem filmów których już nie ma, ożywiającym na nowo magię kina niemego (plus bardzo zgrabną opowieścią o akceptacji zmieniającego się świata), tak "Bestie" choć miały możliwości poruszenia wielu różnych tematów, bo aż krzyczą one zza kadru by o nich coś powiedzieć, tak nie poruszają właściwie żadnego. A sęk w tym, że "Artysta" nie udawał, że jest czymś więcej niż tylko radosną zabawą, a "Bestie" mają ambicje na coś więcej. Tylko, że to coś więcej ot tak samo się nie pojawi, potrzebna jest do tego jednak jakaś treść. A tu mi jej było zdecydowanie za mało.

Pozdrawiam
-
Gość: przynadziei, *.adsl.inetia.pl
2012/10/19 19:03:13
większość z Twoich zarzutów idzie w taką stronę - mógł o czymś opowiedzieć, o jakichś ważnych problemach, ale nie opowiada wiec rozczarowanie. A ja powtarzam swoje zdanie - filmy nie muszą zawsze niczym rewolucjonista na barykadzie czy też profesor, który coś tłumaczy. Czasem wystarczy, że są niczym opowiadacz bajek. I ja ten film tak traktuję. Może dlatego, że nie miałem wielkich oczekiwań pozostała spora przyjemność. Nie wiem ile będę pamiętał po roku, czy dwóch, ale ileż takich filmów jest, które się nam podobają, poruszają na chwilę i nie zawsze z tego powodu warto je skreślać. Rzadko kiedy zdarza mi się obejrzec film któremu bym postawił tak niską notę - po prostu takie omijam szerokim łukiem.
Może to kwestia podejścia, nie tylko gustów filmowych, ale i nastawienia, nastroju. Mnie np. strasznie rozdrażniało Drzewo życia, którym pamiętam Ty się zachwycałeś...
ja również pozdrawiam
-
milczacy_krytyk
2012/10/20 09:27:30
Tak, masz rację, filmy nie mają obowiązku za każdym razem podejmować ważnych tematów, wgłębiać się w istotne sprawy, i nie ma w tym nic złego. Tylko, że różnica polega na tym, ze niektóre tego nie chcą i nie robią, bo od początku widać, ze są lekką i raczej pustą rozrywką, a "Bestie" choć mają ogromny potencjał na kino nie tylko magiczne, ale i ważne, jakby z lenistwa poprzestają tylko na wstępnym pomyśle. Moje rozczarowanie wynika właśnie z tej zmarnowanej szansy, z niewykorzystania tematu, bo naprawdę tu się aż prosi o szersze spojrzenie. I nie byłoby ono wcale wymuszone, bo wymuszone jest właśnie nie spoglądanie na tematy, które czuć ale których tu nie widać. I nie chodzi mi wcale o zmianę klimatu tego obrazu, o zrobienie z niego przytłaczającego, brudnego dramatu, a jedynie sygnalizację, krótkie ale widoczne wspomnienie, że twórcy wiedzą o tych wszystkich pobocznych, ale jakże istotnych kwestiach, że nie zapominają o nich, i przedstawiają je nam ku rozwadze. Bez tego ten obraz jest dla mnie mocnym rozczarowaniem.
-
Gość: Beci, 199.67.203.*
2012/10/22 10:50:14
Zgadzam się z Twoją recenzją w stu procentach! Na film trafiłam przez przypadek, na tajemniczym pokazie przedpremierowym w Kinotece. Nawet nie wiedziałam, czego się spodziewać, bo dosłownie dwa dni wcześniej mi jedynie gdzieś mignął plakat filmu. W ogóle nie jest to moja stylistyka, jedyne, co mnie w filmie zachwyciło, to muzyka - rewelacyjna, folkowa, na pewno do niej wrócę. A sundance'owych zachwytów nad "Bestiami" nie rozumiem.