Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
6.AAFF - Na zawsze Laurence

 6.AAFF / Na zawsze Laurence

Na zawsze Laurence

Na zawsze Laurence | melodramat | Francja Kanada | 2012
reż. i scen. Xavier Dolan

 (8+/10)

Jest rok 1989.  Laurence niedługo skończy 35 lat.  Od dwóch lat jest związany z Fred.  Tworzą szczęśliwą parę, pasują do siebie, kochają szczerze, rozumieją prawie bez słów.  Laurence ma jednak pewien sekret, tajemnicę, która męczy go od wielu lat, właściwie od młodości, której nie wyjawił jak dotąd nikomu, ale która wreszcie będzie musiała ujrzeć światło dzienne.  Bo dusząc ją w sobie, nie przyznając się do niej przed innymi, jak i przed samym sobą, nie jest w stanie normalnie żyć.  Bo jak sam mówi, umrze, jeśli będzie ją dalej ukrywać.  Laurence czuje się kobietą, zawsze się tak czuł, a po tylu latach życia w więzieniu swego ciała chce wreszcie przejść przemianę i być tym, kim jest się naprawdę.  Co ani dla niego, ani dla jego bliskich nie będzie łatwe, bo żyje w czasach, w których transseksualność była jeszcze uznawana za chorobę psychiczną.

Z najnowszym filmem Xaviera Dolana jest tak - wszyscy Ci, którym podobały się dwa poprzednie dokonania tego młodego twórcy: debiutanckie, ale piekielnie dobre "Zabiłem moją matkę" oraz interesujące, choć odrobinę przestylizowane "Wyśnione miłości", odnajdą się i w tym obrazie.  Dla pozostałych widzów seans tego filmu może być trochę problematyczny.  Przedłużony, zalatujący telenowelą, chwilami zbyt mocno przypominający teledysk, jakby powierzchowny, wykrzyczany, dziwny spektakl kolorów, kostiumów, miejsc.  Ale taki jest Dolan, takie są jego filmy.  Za to wszystko można je uwielbiać, za to wszystko można je nienawidzić.  Dla jednych będzie to zachwyt, dla pozostałych nudny przerost formy.  Ale tak to już jest w przypadku twórców tak wyrazistych, tak innych, mających tak zdecydowane i charakterystyczne spojrzenie na siebie i filmy, które chcą tworzyć.

"Na zawsze Laurence" to obraz typowo Dolanowski.  Od pierwszych scen, od razu czuć to już charakterystyczne spojrzenie, to zainteresowanie do detali, to wystylizowanie rzeczywistości i świata filmowego.  Pełno tu tej gadżeciarskości charakterystycznej dla kanadyjskiego reżysera: pięknych kostiumów, zwolnionych scen, przedłużonych spojrzeń, perfekcyjnie dobranej muzyki.  Wszystko to, co tak zachwycało i irytowało w jego poprzednich dokonaniach znajduje się i w tym obrazie.  Z resztą czemu miałoby tego nie być, jeśli taki jest jego styl?  Tym razem jednak rozciągnięte do bardzo długiej formy, ponad dwóch i pół godzin, które chwilami dłużą się odrobinę, chwilami są przesadnie przedłużone, ale można to zrozumieć, skoro akcja tego obrazu rozgrywa się na przestrzeni ponad dziesięciu lat.  Dlaczego by więc i nam ten czas w kinie miał przelatywać niezauważalnie, skoro dla bohaterów stanowi tak pokaźny kawałek życia?

Tym razem jednak, mam wrażenie, bardziej widoczny jest w tej produkcji podział między kameralnością i scenami niezwykle mocno skupionymi na bohaterach i ich często bardzo ożywionych rozmowach, a efektownymi pokazówkami w zwolnionym tempie, w czasie których nie padają prawie żadne słowa, bo najważniejszy wtedy jest dźwięk i obraz.  Co ciekawe jednak choć ta granica jest widoczna, te dwa sposoby prezentacji pasują do siebie, idealnie się uzupełniają, przeplatając się na zmianę.  Jedno nad drugim nie góruje, ani wolniejszych momentów nie ma tu za wiele, ani te wystylizowane fragmenty nie trwają przesadnie długo.  Z resztą oglądanie ich to czysta przyjemność, bo Dolan ma świetne ucho do muzyki i potrafi perfekcyjnie łączyć obraz z dźwiękami, podporządkowywać kolejne sceny konkretnym piosenkom, tworząc magiczne, zachwycające sytuacje, niczym teledyski, ożywione obrazem dźwięki.

Sprawdza się jednak również jak twórca przy scenach pozbawionych jakichkolwiek ozdobników, w których występują sami aktorzy.  W których liczą się przede wszystkim słowa i wykrzykiwane emocje, choć i cisza się tu zdarza (genialna scena pierwszego dnia w szkole).  Nie przestaje mnie zadziwiać jak fenomenalnie u Dolana grają wszyscy aktorzy, na jak wysokie poziomy wynoszą swoje role.  Coś wprost niebywałego.  Świetny Melvil Poupaud, rewelacyjna Suzanne Clément.  To dzięki nim takie sceny jak wybuch w barze są tak nieprawdopodobnie szczere i przepełnione emocjami.  To również dzięki nim ten obraz nie zatrzymuje się tylko na temacie przemiany bohatera, zmiany płci, mocno poszerzając ten wątek.  Bo "Na zawsze Laurence" to prócz tego film o miłości, przywiązaniu i przyjaźni, o poszukiwaniu szczęścia i spełnienia, o potrzebie akceptacji, wsparcia i samorealizacji. W piękny sposób ukazujący jak ważny jest dla każdego drugi człowiek, bratnia dusza, szczere wsparcie.  Świetny film.

6.AAFF

poniedziałek, 22 października 2012, milczacy_krytyk

Polecane wpisy