Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
W drodze

home I'll never be...

W drodze

W drodze (2012) Brazylia, Francja, USA, Wielka Brytania

reżyseria: Walter Salles
scenariusz: Jose Rivera
aktorzy: Garrett Hedlund, Sam Riley, Kristen Stewart, Amy Adams, Tom Sturridge, Danny Morgan, Alice Braga, Elisabeth Moss, Kirsten Dunst, Viggo Mortensen, Marie-Ginette Guay, Steve Buscemi, Terrence Howard, Giovanna Zacarías, Rocky Marquette, Matthew Deano, Larry Day, Joey Klein
muzyka: Gustavo Santaolalla
zdjęcia: Éric Gautier
montaż: François Gedigier

 (7=/10)

Ameryka, późne lata czterdzieste.  Młody pisarz Sal Paradise szuka inspiracji do książki, którą ma nadzieję niedługo napisać.  Po niedawnej śmierci ojca czuje, że życie które do tej pory wiódł umarło i by na nowo się w nim odnaleźć, musi wyrwać się z odrętwienia w które wpadł.  W Nowym Jorku, wraz ze swoim dobrym znajomym Carlo spotyka Deana Moriarty'ego - przystojnego zawadiakę, fascynującego włóczęgę, psa na kobiety, szalonego optymistę, który niedawno poślubił dość mroczną i bardzo bezpośrednią, szesnastoletnią Marylou.  Choć teoretycznie głównym bohaterem tego filmu jest Sal, on również jest jego narratorem, na pierwszy plan wielokrotnie i przede wszystkim wybija się jednak Dean.  Przyczyna większości późniejszych zdarzeń.  Od którego rozpoczęła się droga bohatera, od sformułowania pierwszego słowa w trzymanym zawsze przy sobie notatniku, po ostatnią kropkę postawioną w nim kilkadziesiąt miesięcy później.  Na którym, ta opowieść się również zakończy. 

Paradoksalnie Sal, jest chyba najmniej wyrazistą postacią tego filmu.  To obserwator, komentator, uczestnik zdarzeń, ale niczym narrator wielokrotnie wtapiający się w tłum, niezauważalny, jakby przezroczysty.  Pierwsze skrzypce gra tu nie potrafiący usiedzieć w jednym miejscu, szalony, wiecznie imprezujący Dean.  Inspiracja i przyczyna problemów, człowiek któremu nie można się oprzeć, który przyciąga, ale z którym zawsze związane będzie rozczarowanie.  Dlatego choć obaj będą się żegnać wielokrotnie, choć ich droga będzie się rozchodzić wiele razy, po czasie znów się nie raz spotkają.  W drodze po Stanach, ze wschodu na zachód, z zachodu na wschód, i znów na zachód, by dojechać na południe i wrócić tam, skąd się zaczęło, choć nie będzie to powrót do początku.  Podobnie przychodzić i odchodzić będą w życiu Deana kobiety oraz jego znajomi.  Przyciągnięci uśmiechem, pewnością siebie, na przekór świadomości o prędzej czy później nadchodzącym rozczarowaniu.  Kto by pomyślał, że tak magnetyczną rolę, tak wypełniającą ekran, zagra Garrett Hedlund, tak okrutnie drewniany w zeszłorocznym "Tron: Dziedzictwo".  Tu tak wyrazisty, tak wieloznaczny, tak przyciągający uwagę.  Fantastyczna rola.  Przy każdym jego pojawieniu się na ekranie film ożywa, nabiera prędkości, niczym samochód, którym Dean pędzi na złamanie karku przez Stany, łamiąc wszystkie możliwe przepisy.  Żyjąc pełnią życia, tak jednorazową, na dłuższą metę tak niesatysfakcjonującą.  Bo dającą tylko chwile szczęście, momenty chwilowego zaspokojenia.  Nie mogąc usiedzieć w jednym miejscu, z drugiej strony tęskniąc za stabilizacją, normalnością i spokojem, który w dłuższym okresie czasu jednak go nudzi.

Trochę dziwny to film, bardzo fragmentaryczny, właściwie donikąd nie dążący, błąkający się niczym bohaterowie, bez planu i ustalonego celu podróży.  Nudny, długi, potwornie długi, a jednak mimo swej bezcelowości, przypadkowości, dziwnie wciągający, interesujący, nawet odrobinę hipnotyzujący.  Choć wymagający cierpliwości, spokoju i dyscypliny.  Urozmaicony odrobinę przez zaskakujące występy drugoplanowe.  Postacie, które przewijają się po drodze, znani aktorzy, wielkie nazwiska, pojawiające się nagle, zupełnie znienacka.  A to zza kadru wyłoni się aktorka grająca w jednym z najlepszych seriali jakie kiedykolwiek powstały, a to za zmierzwioną fryzurą kryje się kiedyś zaczarowana księżniczka później siostra zakonna, a to drzwi bohaterom otworzy niegdysiejsza ukochana Spider-mana.  Te małe niespodzianki bardzo urozmaicają ten obraz.   Obraz niby odległy, niby niewiele wnoszący, ale jednak czy to przez aktorów, czy to przez dawny klimat, czy kryjące się tu gdzieś dość bolesne ale prawdziwe spojrzenie na życie jako takie - wieczną tułaczkę, w której zaznamy tyle szczęścia i radości, ile sami jej sobie stworzymy – na dłużej pozostający w pamięci.

czwartek, 27 września 2012, milczacy_krytyk
Tagi: dramat

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Klapserka, *.dynamic.chello.pl
2012/10/16 11:09:55
Film dopiero w planach, ale dobrze wiedzieć, że wymaga cierpliwości. Czasem sami siebie (i film) skazujemy na porażkę, podchodząc do oglądania z niewłaściwym nastawieniem, na szybko, oczekując gotowych, jasnych albo przynajmniej niezbyt skomplikowanych schematów.
-
milczacy_krytyk
2012/10/17 09:17:40
Dlatego najlepiej do każdego filmu zasiadać bez jakichkolwiek oczekiwań. Wtedy jest szansa na to, że przyjmiemy go takim jaki jest, a nie takim jaki myśleliśmy, że będzie ;)
-
Gość: Klapserka, *.dynamic.chello.pl
2012/10/17 15:59:18
Żeby to jeszcze takie łatwe było...:)
-
milczacy_krytyk
2012/10/17 16:20:30
Łatwe to to faktycznie nie jest, ale wykonalne jak najbardziej :)