Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Muppety

it's time to play the music, it's time to light the lights...

Muppety

Muppety (2011) USA

reżyseria: James Bobin
scenariusz: Jason Segel, Nicholas Stoller
aktorzy: Jason Segel, Amy Adams, Chris Cooper, Rashida Jones, Alan Arkin, Bill Cobbs, Zach Galifianakis, Ken Jeong, Jim Parsons, Emily Blunt, Whoopi Goldberg, Selena Gomez, Neil Patrick Harris, Judd Hirsch, John Krasinski, Rico Rodriguez
głosy: Steve Whitmire, Eric Jacobson, Dave Goelz, Bill Barretta, David Rudman, Matt Vogel, Peter Linz
muzyka: Christophe Beck
zdjęcia: Don Burgess
montaż: James M. Thomas

 (7/10)

"Muppety" były chyba najbardziej intensywnie promowanym film ubiegłego roku.  Ich kampania promocyjna, rozpoczęła się na długo przed realizacją samego obrazu.  Była równomiernie rozłożona, i niezwykle pomysłowo zaplanowana.  Bo świetnie stopniująca napięcie, bo obecna w różnych środkach przekazu, bo z przymrużeniem oka i ogromnym dystansem promująca nadchodzący film.  Zaczynając od przezabawnych clipów pojawiających się na profilu filmu na facebook, później prezentując pierwsze zwiastuny z zaskoczeniem ujawniające, że bohaterami filmów będą Muppety (ge-nial-ne!), kończąc na kolejnych zapowiedziach parodiujących nadchodzące hity filmowe, takie jak "Green Lantern" czy "Dziewczyna z tatuażem".  Fenomenalna akcja promocyjna, która trwała również w czasie obecności filmu w kinach.  Byleby przyciągnąć przed ekrany jak najwięcej widzów.  I wcale nie dziwne, że była tak intensywna, skoro miała na celu przypomnieć o fenomenie sprzed lat, który wydawało się na dobre przeszedł już do historii.

Całe szczęście mistrzowska promocja to nie jedyne czym mogą pochwalić się najnowsze "Muppety", bo sam film wypada nadspodziewanie dobrze.  Fantastycznym pomysłem było rozpoczęcie go od przedstawienia sytuacji w jakiej właściwie obecnie znalazły się Muppety.  Od momentu gdy właściwie nie pamięta o nich już prawie nikt.  Pozostały po nich tylko wyłącznie wyblakłe zdjęcia i gdzieś pochowane filmy z dawnych występów.  Teatr w którym występowały stał się ruderą, nikt nie odwiedza już parku rozrywki, który był im poświęcony, a poszczególni członkowie zespołu, porozjeżdżali się po świecie, starając się w pojedynkę ułożyć sobie życie.  Ale przez jednego fana, który od zawsze marzył o ich poznaniu, zbiorą się razem jeszcze jeden raz, by po latach, w zupełnie innej rzeczywistości, dać jeszcze jedno Show.  Choć wydawać by się mogło, że obecne, cyfrowe i trójwymiarowe czasy to nie miejsce dla rozśpiewanych i obdarzonych absurdalnym poczuciem humoru pacynek.

I choć nowe Muppety nie są takie jak kiedyś, choć do dawnego poziomu brakuje wiele, bo nie są już tak zabawne, pomysłowe i zabójczo oryginalne jak za dawnych lat, to i tak ogląda się je dobrze.  Bo na dzień dzisiejszy to chyba najlepsze Muppety, jakie mogliśmy otrzymać.  W dużej mierze dlatego, że zostały zrealizowane przez osoby, które się na nich wychowały, które od dzieciństwa je uwielbiały i z sentymentu do dawno niewidzianych bohaterów postanowiły o nich przypomnieć.  I cudownie, że to zrobiły, bo miło znów na ekranie zobaczyć Kermita, Piggy, Fozziego i wszystkich pozostałych.  Choć od razu chciałoby sie jeszcze więcej, bo te ledwo trochę ponad półtorej godziny, to zdecydowanie za mało by w pełni móc nacieszyć się nimi wszystkimi.  Ale i tak trzeba przyznać, że twórcom udaje się niezwykle sprawnie wspomnieć o dawnych znajomych, przypominając chyba wszystkich najważniejszych bohaterów.  Nawiązując przy okazji do dawnych skeczy, niegdyś śpiewanych piosenek, czy stałych punktów programu, tak charakterystycznych dla starych odcinków tego show.

To co najbardziej przeszkadza w tym filmie, to zbyt wielkie nagromadzenie musicalu.  Tak, Muppety od zawsze były rozśpiewane, ale dlatego, bo w gościnnych występach pojawiali się znani piosenkarze, którzy w programie wykonywali swoje najpopularniejsze piosenki (lub robiły to same Muppety, gdy zapraszani byli aktorzy).  Były to małe scenki, niewielkie występy, często traktowane z przymrużeniem oka, przedstawiane z niezwykłym poczuciem humoru, jakby w odrobinę krzywym zwierciadle, ale na tym śpiewanie się właściwie kończyło.  Tu sporo jest wstawek typowo musicalowych, gdy nagle (ludzcy) bohaterowie podrywają się z miejsc, zaczynają tańczyć, śpiewać, a tłum przypadkowych ludzi się do nich oczywiście przyłącza.  Z jednej strony ten musical jest tu zrozumiały, bo gdyby nie on, nie byłoby tu za wiele muzyki (wszak goście specjalni nie są piosenkarzami, a aktorami), ale osobiście nie cierpiąc musicali te fragmenty tego obrazu przeżyć było mi najtrudniej.  Rewelacyjnym pomysłem było za to nadanie tej produkcji samoświadomości - bohaterowie wiedzą, że grają w filmie i wielokrotnie mówią o tym wprost, wspominając o pokaźnym budżecie, podpowiadając widzom co się zaraz zdarzy, lub podróżując po mapie, jak to tylko w filmach można.

Całość jest zabawną, niezwykle lekką i przyjemną opowieścią o tym jak ważna jest przyjaźń i ludzie z którymi możemy dzielić życie, każdy kolejny dzień.  To opowieść o powrotach do tego co się straciło, co rozmyło się przez życie, bo czasem tak bywa, że niegdyś udane znajomości i przyjaźnie, nagle rozmywają się w codzienności, nie wiedzieć nawet dlaczego i kiedy.  To historia o akceptowaniu samego siebie, o dorastaniu do bycia sobą, i poszukiwaniu tego kim chciałoby sie być.  Bo najważniejsze to polubić samego siebie i uwierzyć we własne możliwości.  Tylko wtedy można osiągnąć wiele.  Do tego to historyjka chwilami niezwykle wzruszająca, szczególnie dla tych, którzy pamiętają stare Muppety, te półgodzinne odcinki przepełnione genialnymi, absurdalnymi ale wcale nie głupimi pomysłami i zabójczym humorem, które prócz bawienia potrafiły przy okazji powiedzieć też coś istotnego, wpleść niezauważalnie niewinną ale wartą zapamiętania lekcję, wynosząc tę nieskrępowaną rozrywkę na zupełnie inny poziom.  Przemiły powrót do dzieciństwa.

P.S.  Polskie tłumaczenie tego filmu (nie, wcale nie dubbing, a napisy!) woła o pomstę do nieba.   Jak można było napisać tak potwornie kiepskie żarty?  Koszmar!

niedziela, 02 września 2012, milczacy_krytyk

Polecane wpisy