Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Merida Waleczna

change your fate

Merida waleczna

Merida Waleczna (2012) USA

reżyseria: Mark Andrews, Brenda Chapman
scenariusz: Brenda Chapman, Irene Mecchi, Mark Andrews, Steve Purcell
muzyka: Patrick Doyle
montaż: Nicholas C. Smith
reżyser dubbingu pl: Wojciech Paszkowski
dialogi pl: Jakub Wecsile
głosy pl: Dominika Kluźniak, Andrzej Grabowski, Dorota Segda, Antonina Girycz, Mieczysław Morański, Sylwester Maciejewski, Cezary Kwieciński, Krzysztof Kiersznowski, Jan Bzdawka, Joanna Węgrzynowska-Cybińska, Jacek Braciak, Krzysztof Cybiński 

 (8,5/10)

Po zeszłorocznej nieudanej kontynuacji "Aut" studio Pixar wraca do dobrze znanej formy, którą utrzymywało przez wcześniejsze lata.  Choć nie zapowiadały tego zwiastuny, a i sam seans początkowo na to nie wskazywał.  Bo "Merida waleczna" rozpoczyna się niczym zwykła animacja, ot bajkowa (i całkiem rozśpiewana!) historia pewnej księżniczki, która nie chce iść w ślady matki, za nic ma tradycję, ustalone od pokoleń reguły, bo pragnie podążać obraną przez siebie ścieżką, samemu tworząc własną przyszłość.  I ta opowieść o różnicy zdań, konflikcie między tym co właściwe i słuszne, a upragnione i zgodne z głosem serca, toczy się dość zwyczajnie, aż do momentu gdy bohaterka odwiedza pewną emerytkę w małym domku w głębi lasu.  Wtedy to animacja ta nabiera zadziorności i magii, rozpędza się należycie i staje się coraz bardziej nieprzewidywalna.  Od tego momentu ze zwykłej animacji przeradza się w kolejny pomysłowy, zaskakujący i czarujący film studia z lampką w logo, w którym wszystko jest możliwe.  I choć w gruncie rzeczy ta opowieść zbudowana jest z dobrze znanych elementów, choć nie ma w niej nic rewolucyjnego, to przez błyskotliwy, niezwykle lekki i sprawny sposób jej poprowadzenia, a w szczególności przez jeden niezwykle pomysłowy zwrot akcji, ogląda się ją jednym tchem.

Zadziwiająca jest ta lekkość, to niezwykłe wyczucie z jakim twórcy "Meridy" opowiadają jej historię.  To, że nawet proste, oczywiste i po wielokroć poruszane prawdy potrafią ubrać w tak ładne słowa, tak zgrabne sytuacje, że ogląda się je niczym coś odkrywczego, prawdziwie odświeżającego.  Przez trochę postrzelone podejście, ta opowiastka z nudnawego wykładu, kolejnej poprawnej i przewidywalnej lekcji, zamienia się w pasjonującą, wzruszającą i porywającą przygodę.  Film zabawny, ciepły, radosny, trzymający w napięciu i poruszający.  To zgrabna opowieść o potrzebie wzajemnego zrozumienia, istotności i konieczności kompromisów, poznawania potrzeb i pragnień osób sobie najbliższych, a nie ślepego forsowania wyłącznie własnych zdań.  Opowieść o szukaniu własnej drogi w życiu, podążaniu za swoim przeznaczeniem i własnym jego wytyczaniem, ale ostrzegająca jednocześnie by bardzo ostrożnie wybierać życzenia i marzenia na przyszłość, bo być może kiedyś się one spełnią.  Mówiąca o sile matczynej miłości, która choć chwilami może niezrozumiała, pragnie dla swego dziecka tylko tego co najlepsze.  To wszystko niby zwykłe banały, ale podane w tak ładnej formie, że nie sposób z nimi nie popłynąć, nie sposób nie dać się im zaczarować.  I co ciekawe, wnioski płynące w dużej mierze bardziej do rodziców niż ich pociech, co w animacji dla najmłodszych chyba się jeszcze nigdy wcześniej nie zdarzyło.

"Merida waleczna" jest przy okazji chyba jak dotąd najdoskonalszą animacją Pixara.  Bo choć postaci są dość kanciaste i przypominają bardziej bohaterów konkurencyjnego studia DreamWorks (co z resztą bardzo pasuje do ich charakterów, bo to jednak dość grubą i prostą kreską nakreślone osoby), tak całe ich otoczenie, szkockie krajobrazy, są tak doskonałe, tak dopieszczone w najmniejszych nawet szczegółach, że chwilami aż zapomina się, że zostały stworzone tylko w komputerze, że nie są realne.  Wielokrotnie aż dech zapiera.  Perfekcyjnie prezentują się również włosy głównej bohaterki, ta burza rudych loków, która zachowuje się nieprawdopodobnie wręcz naturalnie.  I właściwie nie ma się w tej produkcji nawet za bardzo do czego przyczepić, bo ogląda się ją świetnie, bo wszystko jest tu na swoim miejscu: zaczynając od wymieszanych w odpowiednich proporcjach trzech elementów (humor, wzruszenie i napięcie), przez niezbyt nachalne i przesadnie częste pojawianie się humorystycznych postaci drugoplanowych, aż po gładko wyłożone i nie wpychane na siłę i za wszelką cenę, końcowe wnioski.  I nawet trochę niespodziewany jak na produkcję Pixara klimat animacji dla całej rodziny, nie jest tu na tyle lekki i rozluźniający, by był czymś co osłabiałoby wrażenia z seansu.  Teraz pozostaje sobie jeszcze tylko życzyć, by naprawdę był to powrót do właściwej formy studia, a nie tylko chwilowa zwyżka.

wtorek, 21 sierpnia 2012, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
maethi
2012/08/21 23:06:02
To jedna z produkcji, któych najbardziej oczekiwałem w tym roku. Po recenzji widzę, że się chyba nie rozczaruje :)
-
milczacy_krytyk
2012/08/22 00:39:29
To zależy czego oczekujesz. Jeśli tego co pokazywały zwiastuny, to uważaj, bo sam film ma z nimi o dziwo niewiele wspólnego. I chyba właśnie dlatego mi się tak spodobał, bo po trailerach nie byłem przekonany do tej produkcji. A tu taka miła niespodzianka.

Pozdrawiam!
-
samozdrowie24
2012/08/22 19:23:13
podoba mi się
-
maethi
2012/08/23 21:11:08
Czego oczekuje? Dobrej zabawy! Trailer, tak czuje, nie pokazał wszystkiego. Wierzę, że w filmie jest masa humoru! :)
-
milczacy_krytyk
2012/08/24 00:53:13
Trailery pokazały bardzo niewiele, właściwie sam wstęp do tej historii. I teraz w zależności, czy to co wydarza się później (a co jest inne niż można by przypuszczać ze zwiastunów) wyda Ci się zaskakujące i ciekawe, czy za bardzo familijne, to będziesz albo bawił się świetnie, albo tylko dobrze. Życzę tego pierwszego ;)
Pozdrawiam