Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Mroczny Rycerz powstaje

the legend ends

Mroczny Rycerz powstaje

Mroczny Rycerz powstaje (2012) USA, Wielka Brytania

reżyseria: Christopher Nolan
scenariusz: Jonathan Nolan, Christopher Nolan
aktorzy: Christian Bale, Gary Oldman, Tom Hardy, Joseph Gordon-Levitt, Anne Hathaway, Marion Cotillard, Morgan Freeman,  Michael Caine, Matthew Modine, Alon Aboutboul, Ben Mendelsohn, Burn Gorman, Daniel Sunjata, Aidan Gillen, Sam Kennard, Aliash Tepina, Nestor Carbonell, Brett Cullen,
muzyka: Hans Zimmer
zdjęcia: Wally Pfister
montaż: Lee Smith

 (9-/10)

Trochę smutne jest to, że jakkolwiek dobry nie byłby to film, nie miał nawet najmniejszych szans by dorównać poprzedniej części, o jej przewyższeniu nawet nie wspominając.  Bo "Mroczny Rycerz", mimo swych wad, był obrazem niemal idealnym, z łatwością, pod każdym względem przewyższającym „Batman: Początek”, i wynoszącym poprzeczkę dla ostatniej części do takich wysokości, że nawet Nolanowi nie mogło udać się ponowne osiągnięcie takiego poziomu.  Stąd pojawiające się po seansie uczucie niedosytu, niespełnienia, może nawet i trochę rozczarowania, jest jak najbardziej oczywiste, choć niezwykle niesprawiedliwe i kompletnie niepotrzebne.  Bo "Mroczny Rycerz powstaje" (co za idiotyczny tytuł) to fenomenalne kino, zapierające dech w piersiach, gigantyczne ale jednocześnie niesamowicie bliskie i kameralne gdy trzeba.  Perfekcyjnie poprowadzone przez co choć rozwija się bardzo powoli, to gdy nabiera już prędkości, nic nie jest w stanie go zatrzymać, a każda z pojawiających się tu postaci jest istotna i zauważalna.  To godne zakończenie jednej z najlepszych trylogii jakie kiedykolwiek powstały, podniosłe, zgrabnie wiążące wszystkie rozpoczęte na przestrzeni poprzednich obrazów wątki.  Emocjonujące, wzruszające, przyspieszające bicie serca i będące czymś znacznie więcej, niż tylko ekranizacją komiksu. 

  

Można by wiele napisać o tym filmie, wymieniać wszystkie jego silne strony (zdjęcia! muzyka!), chwaląc poszczególne sceny, kolejne rozwiązania i pomysły.  Bo jest to świetnie pomyślana, wielowątkowa i niezwykle wciągająca opowieść.  Historia o stracie, radzeniu sobie z bolesną przeszłością, opowieść o dojrzewaniu do ról, które powinno się spełniać.  Opowieść o wściekłości, żalu, gniewie, pielęgnowanej przez lata zemście, rozgoryczeniu, a także o jakże bolesnej i zwodniczej nadziei.  Nie tylko odnosząca się do bohaterów, ale i komentująca naszą rzeczywistość, zahaczająca o czasy w których żyjemy, problemy jakie ich dotyczą.  Choćby nawiązując do rozgoryczenia spowodowanego nierównościami, niesprawiedliwościami przez które niektórzy mają tak wiele, a inni tak mało.  I tak można by wymieniać niemal bez końca, bo ten obraz to znacznie więcej niż tylko udane domknięcie wielkiej trylogii, to coś znacznie więcej niż  tylko świetne kino rozrywkowe i fantastyczna ekranizacja komiksu.  To produkcja wykraczająca daleko poza to, broniąca się bez najmniejszego nawet problemu jako… film.  Po prostu.  Film, który mam wrażenie powinno się obejrzeć przynajmniej jeszcze raz, by ocenić go na spokojnie, by w pełni go docenić.

I tak, oczywiście, zdarzyło się tu kilka zbyt wielkich naciągnięć, chwilami jedne sytuacje zbyt łatwo wynikają z poprzednich, chwilami zbyt wiele tu szczęśliwych zbiegów okoliczności, ale mój Boże, jak dobrze się to ogląda, jak idealnie tu wszystko do siebie pasuje!  Przy okazji od razu pojawia się też pytanie, czy te uproszczenia, czy te pójścia na łatwiznę, są tylko lenistwem scenarzystów, czy nie są może w jakimś stopniu celowym zabiegiem?  Takim puszczeniem oka do komiksowego widza, właśnie poprzez te schematy, które bardzo mocno przypominają o źródłach pochodzenia tej historii.  Niedosyt po sobie pozostawić może tu również odrobinę inny klimat, trochę odmienne podejście do całości w stosunku do poprzednich filmów, choć ta zmiana jak najbardziej wpisuje się w to, jak do tej trylogii podszedł Nolan.  Tworząc spójną całość, filmy układające sie w jedną, wielką historię, ale znacznie się od siebie różniące.  Rozpoczynając od najbardziej rozrywkowego ze wszystkich "Początku", przechodząc przez absolutnie nieobliczalnego "Mrocznego Rycerza" i kończąc na najbardziej mrocznym i chyba z nich wszystkich najspokojniejszym "Mroczny Rycerz Powstaje".  Nie dziwne, że każdy z nich może podobać się inaczej, bo ciężko je nawet ze sobą porównać, tak odmiennie się prezentują. 

  

Mam też wrażenie, że trochę tej produkcji zaszkodziła jej promocja, zwiastuny w szczególności, które choć nie wydawało się by zdradzały zbyt wiele, bo nie układały się odruchowo w gotowy obraz, to jednak z ich znajomością, oglądanie tej części stało sie zdecydowanie mniejszą przyjemnością, takim trochę łączeniem kolejnych zapamiętanych wcześniej scen i dialogów, a nie całkiem wolnym od oczekiwań poznawaniem rozwoju wydarzeń.  Całe szczęście, że nie zdradziły one przynajmniej jak ważną i nieprawdopodobnie charakterną postacią będzie grana przez Anne Hathaway Selina Kyle (ani razu nie nazwana tu Catwoman).  Jest ona zdecydowanie najjaśniejszym punktem z całej obsady, jak również chyba największym szczęściem jakie mogło przytrafić się tej produkcji.  Bo z całą pewnością film ten straciłaby wiele ze swojej zadziorności, nieprzewidywalności, gdyby właśnie nie obecność Anne.  Ogromne zaskoczenie, w życiu bym się nie spodziewał, że tak dobrze poradzi sobie z tą rolą.  Pociągająca, nieprzewidywalna, intrygująca, kąśliwa, dowcipna, ożywiająca każdą scenę w której się pojawia.  Cudowny występ.

sobota, 28 lipca 2012, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
mierzwiak
2012/07/28 23:49:48
Na temat filmu nie chce mi się wypowiadać po raz nie wiem już który, więc tylko 9/10.

Ale totalnie nie zgadzam się w kwestii zwiastunów - patrząc na to co pokazały (włącznie ze spotami TV!) po obejrzeniu filmu, można stwierdzić, że w zasadzie nic.

Dla porównania taki Prometeusz zdradził dokładnie wszystko, a to czego nie pokazał, można było sobie dopowiedzieć bez najmniejszego wysiłku.
-
Gość: Kyś, *.internetdsl.tpnet.pl
2012/07/29 12:56:21
Ode mnie tylko tyle po pierwszej walce Bane`a i Batmana, człowiek powinien sobie zadać jedno, bardzo ważne pytanie : kim właściwie był ten Joker ? BANE, KUR*A, TO JEST TO! :D

Nie no, oboje są genialni (nie rozumiem tych porównań i narzekań, czy ludzie serio myślą, że Nolan zrobiły dwie części z tym samym Villainem ? raczej nie) i no moim zdaniem arcydzieło, lepsze od poprzednich części, aczkolwiek w moim odczuciu, końcowe 20 minut psuje całe wrażenie i robi się z tego moda na sukces trochę. A kobieta kot - genialna, naprawdę.
-
milczacy_krytyk
2012/07/29 19:30:47
Z samej historii faktycznie nic nie powiedziały, idąc do kina faktycznie trudno było powiedzieć o czym opowiadać będzie ta część, jak się rozwinie, pod tym względem tak jak piszesz "Prometeusz" poległ całkowicie, bo w zwiastunach opowiedział praktycznie cały seans. Tylko, że już samo oglądanie najnowszego Batmana, znając te niewiele mówiące fragmenty ze zwiastunów, trochę odebrało mi frajdę z seansu, bo wielokrotnie, w czasie konkretnych scen, przypominałem sobie o migawkach ze zwiastunów, czy one linerach w nich wypowiadanych i już wiedziałem co zaraz nastąpi. Nie wiem czemu tak się stało, zwykle o trailerach zapominam na długo przed seansem, tu było jednak inaczej. Może przy drugim seansie, znając tym razem już cały film, dam się porwać historii i nie włączy mi się taki tryb składanie w myślach tego co już wcześniej widziałem.

Pozdrawiam!
-
milczacy_krytyk
2012/07/29 19:36:33
Trudno porównywać ze sobą Jokera i Bane'a bo do dwa zupełnie różne czarne charaktery. Ten pierwszy to uosobienie chaosu, człowiek silny w mowie, mieszaniu, knuciu i podstępie, ten drugi to uporządkowany, sprytny inteligentny mięśniak, przerażający z samego wyglądu, pierwsze prawdziwe zagrożenia dla Batmana jeśli chodzi o przewagę w sile.
Obaj świetnie zagrani, obaj idealnie pasujący do swych filmów. Choć ja jednak odrobinę bardziej lubię Jokera, właśnie za jego nieprzewidywalność i nieobliczalność.

Zakończenie nie byłoby takie złe, gdyby nie ta przesadnie spokojna i urocza scena w kawiarni. Gdyby nie była tak bajkowa, byłoby świetne.

Pozdrawiam
-
kaczy_mike
2012/07/30 02:10:43
Jak już wiesz - zgadzam się z Twoją opinią w całości, łącznie z zarzutami, które nieśmiało tu podrzuciłeś. Myślę sobie też, że sztuką jest stworzyć film, który mimo pewnych niedociągnięć, jest w stanie wciągnąć widza do takiego stopnia, że wybacza te uchybienia i bawi się na tyle świetnie, że z końcem seansu ma ochotę zakrzyknąć: Ja chcę jeszcze raz! A Nolanowi udaje się to po raz kolejny! Za to należą mu się wielkie brawa! :)

Akapit o Hathaway - so true! Aha - no i masz rację - rzeczywiście słowo Catwoman nie pada. Ciekawe. :) Ogólnie nowe postaci są na tyle interesujące, że z chęcią oglądałbym je na ekranie jeszcze dłużej. :)

A tekst czytało się wyjątkowo dobrze. Na tyle, że kiedy nadeszło ostatnie zdanie, byłem zawiedziony, że to już finał. (Chyba, że po prostu za bardzo przyzwyczaiłem się do długiej formy, jaką zaprezentowali recenzenci Hataka, których czytałem z "zawodowego" punktu widzenia). ;) Niemniej - z chęcią poczytałbym więcej na temat Twojej opinii o filmie. :) Na szczęście - od czego są komentarze? :D

Pozdrawiam! :D
-
milczacy_krytyk
2012/07/31 23:20:33
Dokładnie tak. Mimo tych kilku potknięć, większych czy mniejszych, ten obraz i tak ogląda się jednym tchem, trzy godziny mijają jak z bicza strzelił i właśnie co niezwykłe od razu ma się ochotę na powtórkę z rozrywki. Rzadko, który blockbuster może pochwalić się takim osiągnięciem. Już za samo to należą się brawa.

Mi było trochę tylko mało Bane'a. Hardy fantastycznie wcielił się w tę postać, ale jednak rozwiązanie tej postaci pozostawia po sobie odrobinę niedosytu. Przez to, że nie okazuje się on być aż tak wielkim czarnym charakterem jak początkowo się myślało (choć twistu z Mirandą domyślałem się od początku, bo na długo przed premierą słyszałem plotki o tym, że będzie ona powiązana z dawnym czarnym charakterem), a i jego pozbycie się dzieje się zdecydowanie za szybko. No ale co zrobić, przy tak długim metrażu nie można mieć wszystkiego.

A wpis krótki, bo po pierwsze o tym filmie można by pisać notki i cztery razy dłuższe, a i to byłoby za mało, ale wtedy pewnie mało komu chciałoby się to czytać, a i ostatnio staram się zawierać myśli w jak najkrótszej i najbardziej zwartej formie. Jedna strona, 4 tysiące znaków i starczy. Choć nie zawsze mi to jeszcze wychodzi, bo czasem nie sposób się z rozpędu jednak nie rozpisać ;)

Pozdrawiam ;)
-
Gość: Klapserka, *.dynamic.chello.pl
2012/08/02 14:18:06
Ja również nie zgodzę się co do zwiastunów. Według mnie to był majstersztyk - zaintrygować, sprawić, że odbiorcy będą powtarzać sobie pojedyncze kwestie i wspominać obrazy, jakby je widzieli naocznie, zbajerować, że chodzi tylko o bałagan, który robi jakiś gość w masce, a tu przecież Selina, a tu przecież Miranda, przecież bomba, przecież studnia...

Dla mnie najspokojniejszy z kolei był Początek, ale zgadzam się co do tego umownego podziału na rozrywkową jedynkę, nieobliczalną dwójkę i mroczną trójkę.

Co do Bane'a natomiast - mnie również zdobyło to, że to wreszcie przeciwnik równy (a może czasem odrobinę lepszy?) Batmanowi. Joker był cwaniakiem i pracował głównie mózgiem i bronią, gołymi rękami by Batmanowi nie dał rady. A Bane? Widzieliście to jak Batman z całej siły go leje, a ten nic? jakby nic nie dostał? Tak naprawdę Bane zatrząsł się dopiero, gdy Batman dołożył mu w jego piętę achillesową, czyli maskę. I to było zatrważające - ten Batman, który wszystkich dotychczas rozwalał, nie daje Bane'owi rady i to dwukrotnie - najpierw przed studnią, a potem w kulminacyjnej scenie, o wyjściu Mirandy (jest zupełnie bezbronny). Niesamowite.
-
milczacy_krytyk
2012/08/03 01:26:08
Mi się promocja do trzeciego Batmana nie podobała prawie wcale. Nie przekonał mnie pierwszy teaser, nie przekonał pierwszy zwiastun, nie podobały mi się plakaty, logo z rozpadającym się budynkiem, ani nawet sam tytuł tej części do mnie nie trafia (nie tylko w polskiej wersji, ale również i oryginalny wydaje mi się niezbyt pomysłowy). Dopiero jeden z ostatnich zwiastunów, w którym po raz pierwszy widzimy walące się mosty, a w tle słyszymy delikatne plumkanie fortepianu, zachęcił mnie do seansu - choć oczywiście nawet gdyby ten obraz nie miał żadnej promocji i tak bym się na niego wybrał.

Tak, to się Nolanowi naprawdę udało. Po "Mrocznym Rycerzu" trudno było sobie wyobrazić by mógł pojawić się równie ciekawy i groźny czarny charakter co Joker, a tu proszę. Co prawda nie ma tego szaleństwa i tylu rewelacyjnych one-linerów, ale jest po raz pierwszy prawdziwe zagrożenie fizyczne i postać, na którą aż strach patrzeć, bo zabija samym spojrzeniem.

Pozdrawiam!
-
maethi
2012/08/06 14:14:20
Ja po seansie "Dark Knight Rises" wcale nie czułem niedosytu. Raczej poczucie spełnienia, bo film był po prostu świetny.

I trudno go porównywać do "Dark knight" bo to zupełnie inna produkcja, z innym wrogiem i z innym celem. "Dark knight" to chaos, destrukcja, a "Dark knight rises" wyrafinowana i zaplanowana rewolucja.

Jak piszesz "godne zakończenie"!

Wpływ dobrego marketingu i promocji filmu był chyba dość dobry. Zwiastuny enigmatyczne, zdjęcia z planu niesamowite, durne plakaty, ale udział fanów i tajemnica nowych postaci!

Moja recenzja: koziolkuj.pl/recenzja-mroczny-rycerz-powstaje-ekstremalny-poziom-zajebistosci/
-
Gość: szymalan, *.swietochlowice.vectranet.pl
2012/08/10 16:25:56
Ja trochę unikałem, a trochę nie tej promocji do nowego Batmana. Zatrzymałem się chyba na 3 zwiastunie (tym z rozwalanymi mostami przy fortepianie z początku), który zresztą siłą rzeczy widziałem parę razy w kinie i potem odpuściłem sobie wszystkie klipy, trailery, opisy fabuły i making ofy. W sumie miałem dużo zaskoczeń, obejrzałem potem 4 trailer i tam jest zespoilerowane moim zdaniem najpiękniejsza wizualnie scena z całego filmu (nocny pościg za batmanem z mnóstwem radiowozów). Ale ogólny przebieg fabuły dla mnie raczej tajemnicą (pierwsze 30-40 minut było raczej oczywiste, jak się pamięta końcówke TDK).
A z filmu jestem bardzo zadowolony. Jak napisałeś: może nie ma tej inteligencji i przebiegłości TDK (co tłumaczy jednak zmiana konwencji z chaosu na rewolucję, jak pisze maethi), ale ogląda się i wchłania właściwie jednym tchem. No i Bane jest straszny! 9/10
-
milczacy_krytyk
2012/08/11 18:42:16
Ja też zatrzymałem się na tym zwiastunie. Klipów żadnych nie oglądałem, z resztą nigdy tego nie robię, więc doleciało do mnie tylko to co ukazane było w teaserze i w kinowych zapowiedziach. Ale i tak trochę za wiele tego było.
O tak, Bane jako przeciwnik Batmana wyszedł tu fantastycznie. Hardy świetnie wcielił się w tą postać, już sam jego wzrok mrozi krew w żyłach.

Pozdrawiam!