Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Giganci ze stali

stal i serce

Giganci ze stali

Giganci ze stali (2011) Indie, USA

reżyseria: Shawn Levy
scenariusz: John Gatins
aktorzy: Hugh Jackman, Dakota Goyo, Evangeline Lilly, Anthony Mackie, Kevin Durand, Hope Davis, James Rebhorn, Marco Ruggeri, Karl Yune, Olga Fonda, John Gatins
muzyka: Danny Elfman
zdjęcia: Mauro Fiore
montaż: Dean Zimmerman

 (7/10)

Swego czasu polski dystrybutor mocno pokrzyżował mi plany, wprowadzając ten film do kin wyłącznie w polskiej wersji językowej.  Dlatego niestety nie dane mi było obejrzeć "Gigantów ze stali" na wielkim ekranie, choć ochotę miałem na to całkiem sporą.  Bo w produkcji tej wystąpił jeden z moich ulubionych aktorów, jakim od czasu "Źródła" jest Hugh Jackman, a i sama historyjka tu opowiadana wydawała się posiadać całkiem spory potencjał.  Poza tym za realizację tego obrazu odpowiedzialne było studio DreamWorks, któremu przez lata udawało się uniknąć większych wpadek i zwykle wypuszczać filmy, co najmniej warte uwagi, więc i ten mógł wypaść całkiem dobrze.  I taki też jest.  „Real Steel" to bardzo zgrabny film familijny, który choć nie jest niczym rewolucyjnym czy niespotykanym, to ogląda się go bardzo przyjemnie.  To ciepła,  nawet całkiem wzruszająca, i co ważne nie przesłodzona, opowieść o odzyskiwaniu wiary we własne możliwości, o potędze marzeń, które czasem się spełniają, oraz o dorastaniu do ról, jakie stawia przed nami życie, a przed którymi czasem chcielibyśmy uciec, bo wydają się zbyt trudne do podjęcia.  Opowiedziana w bardzo lekki sposób, starająca się unikać zbyt prostych zagrań, czy uderzać w najbardziej oklepane tony. 

Akcja "Gigantów ze stali" rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, w świecie który nie różni się wielce od naszego, z jednym znaczącym wyjątkiem.  Są nim sporty walki, które od dłuższego już czasu nie są uprawiane przez ludzi, a przez... roboty.  Specjalnie do tego zaprojektowane, tworzone by jak najlepiej wypaść na ringu.  Wyparły ludzkich zawodników, bo rządna krwi publika z większą chęcią oglądała spektakle zniszczenia prowadzone między dwoma maszynami, walczącymi aż do destrukcji jednej z nich, niż tradycyjne pojedynki między zawodnikami z krwi i kości.  Dotychczasowi bokserzy z ringu przenieśli się więc za pulpity sterujące maszyn, nadzorując każdą walkę.  Jednym z takich emerytowanych bokserów jest Charlie.  Zajmuje się renowacją starych robotów, wystawia je w kolejnych nierzadko nielegalnych walkach.  Ponieważ jest zdecydowanie zbyt pewny siebie, a kolejne pojedynki nie idą mu najlepiej, coraz bardziej zapożycza się u ludzi, z którymi z całą pewnością zadzierać nie powinien.  Pewnego dnia niespodziewanie dowiaduje się, że ma syna - jedenastoletniego Maxa.  I choć początkowo nie będzie chciał mieć z nim nic wspólnego, w końcu weźmie go w trasę, jeżdżąc od jednych zawodów do kolejnych.  I tak powoli między nim a chłopakiem, między ojcem a synem, zacznie się wytwarzać coraz mocniejsza nić porozumienia.

Największym minusem tego obrazu jest niestety jego całkiem spora przewidywalność.  Może cała historia nie rozwija się dokładnie tak, jak można by to od razu przewidzieć, ale już poszczególne sceny dzieją się dokładnie tak, jak można by się tego spodziewać.  Dlatego przyjemność z oglądania tego filmu jest niestety trochę mniejsza niż mogłaby być, gdyby udało się dorzucić do niego trochę więcej zaskoczeń.  Największą zaletą są natomiast aktorzy, którzy bardzo dobrze czują się w swoich rolach, dodając sporo życia i energii do tej opowieści, przez co naprawdę chce się ją oglądać, a cały seans choć dość oczywisty, nie jest wcale nudny czy męczący.  Co ciekawe pierwszych skrzypiec nie gra tutaj Hugh Jackman (któremu o dziwo przyszło grać rolę całkiem sporego palanta), a młody, bo trzynastoletni Dakota Goyo, który swoją naturalnością i niezwykłą energicznością skradł dla siebie cały film.  Ciekawe jak potoczą się dalsze losy tego młodego aktora, oby jak najlepiej.  Na plus zaliczyć można również bardzo ładne (nominowane do Oscara) efekty specjalne, choć w dzisiejszych czasach stają się one juz coraz bardziej zwykłą oczywistością, a nie punktem wyróżniającym jedną produkcję ponad inną.

wtorek, 19 czerwca 2012, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Agniecha, *.ip.netia.com.pl
2012/06/22 12:21:54
Oj Giganci...
szczerze mówiąc do tej pory mam mieszane uczucia co do tego filmu. Obrazy o boksie nigdy za specjalnie mnie nie kręciły. Tutaj na szczęście jest Jackman, zarąbczaste roboty i trochę tej walki. Masz rację... bardzo przewidywalny. Tak bardzo, że aż frustruje. Poza tym mnie już coś trafia z tym filmem, bo mój mąż za każdym razem jak odnajdzie ten film na kompie puszcza na okrągło sam finał. Ech...

Pozdrawiam :*
-
2012/06/22 17:34:39
ja obejrzałem z dubbingiem, nawet nie był taki zły. A film lubię, owszem jest przewidywalny, ale jednocześnie bardzo ciepły i krzepiący. Czasami potrzebuję takich filmów.
-
milczacy_krytyk
2012/06/24 17:53:14
do Agniecha:
Haha, to finał znasz już pewnie na pamięć ;)
Ja też filmów o boksie nie lubię, a przynajmniej za nimi nie przepadam, ale tu tych walk o dziwo nie ma aż tak wiele, do tego toczone przez roboty nie wyglądają tak źle, więc spokojnie można było je przetrwać. Swoją drogą to ciekawe, że choć zwiastuny zapowiadały film wypakowany po brzegi akcją i pojedynkami, w dużej mierze nie dzieje się tu aż tak wiele, dopiero końcówka trochę przyspiesza.

Pozdrawiam!
-
milczacy_krytyk
2012/06/24 17:58:20
michal.broniszewski
Nigdy w życiu bym się nie odważył podejść do tego filmu w wersji z dubbingiem. Jedyny dubbing jaki toleruję to ten w filmach animowanych i tylko do nich powinien być stosowany. Podkładanie głosów pod aktorów to zbrodnia na dziele filmowym, której naprawdę powinno się zakazać.
Pozdrawiam