Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Gdzie mieszkają dzikie stwory

little thing

Gdzie mieszkają dzikie stwory

Gdzie mieszkają dzikie stwory (2009) Australia, Niemcy, USA

reżyseria: Spike Jonze
scenariusz: Dave Eggers, Spike Jonze
aktorzy: Max Records, Catherine Keener, Mark Ruffalo, Steve Mouzakis, Pepita Emmerichs
głosy: James Gandolfini, Lauren Ambrose, Catherine O'Hara, Forest Whitaker, Paul Dano, Chris Cooper, Michael Berry Jr.
muzyka: Carter Burwell, Karen O
zdjęcia: Lance Acord
montaż: James Haygood, Eric Zumbrunnen

na podstawie: książki Maurice Sendaka

 (7/10)

Max ma kilkanaście lat.  Mieszka wraz ze starszą siostrą i mamą w niewielkim domu, gdzieś na obrzeżach miasta.  Co stało się z jego ojcem, tego nie wiemy, bo ani się on nie pojawia, ani nikt o nim nigdy nie wspomina.  Chłopak jest samotny, nie ma przyjaciół, a dni spędza na zabawach, których scenariusz podsuwa mu jego nieograniczona wyobraźnia.  Ona jest jego kompanem, jego pocieszycielem w trudnych chwilach.  Maxa roznosi energia, roznosi również wściekłość, której źródeł możemy się tylko domyślać.  I w tych chwilach, gdy chce mu się krzyczeć z bólu, z bezsilności, ze smutku, zakłada na siebie szary kostium wilka i zaczyna szaleć.  Wyje, biega, skacze, by wyrzucić z siebie wszystko to, co nagromadziło się przez dzień.  I tak któregoś razu, buntując się przeciwko wszystkiemu i wszystkim, wybiega z domu i pędząc przed siebie, trafia w końcu na niewielką łódkę, opuszczoną gdzieś na brzegu.  Na jej pokładzie chłopak zawinie na niewielką, bezludną wyspę, miejsce, gdzie mieszkają dzikie stwory.

"Where The Wild Things Are" to opowieść o zwykłym chłopcu i jego świecie.  O marzeniach, rozczarowaniach, strachach, radościach, łzach i uśmiechach, które przeplatają się zamiennie.  To taki powrót do dzieciństwa, do patyków, przekopów w śniegu, zabawy na dworze, do czasów wielkiej i niczym nieskrępowanej wyobraźni.  Dlatego dzieje się tu teoretycznie niewiele i o niewiele niby chodzi.  Na pierwszy rzut oka o wybudowanie wielkiego szałasu i wspólną zabawę z nowymi przyjaciółmi.  Ale szukając głębiej, o akceptację, o potrzebę bycia dla kogoś istotnym i zauważonym.  Wszystko przedstawione bardzo prosto ale ani przez chwilę nie dziecinne, i gdzieś w głębi skrywające potwornie wielkie zasoby smutku.  I nie tylko po stronie świata rzeczywistego z którego uciekł mały Max, ale i po stronie stworów.  To ciekawe, że ten wymyślony, alternatywny, inny świat, bo właściwie do końca nie wiadomo czym on jest, wcale nie jest idealny, wcale nie jest optymistycznym pocieszeniem dla małego chłopca.  Bo i w nim pojawiają się niedocenienie, niespełnione marzenia, zranione serca i wszystkie inne smutki, tak znane z prawdziwego życia.

Pewnie właśnie dlatego, choć film ten przez występujące w nim postaci i mające w nim miejsce wydarzenia, na pierwszy rzut oka wygląda na urokliwą baśń, to jednak bajkowej magii zawiera zadziwiająco niewiele.  Bo choć krainę w której znalazł się chłopiec zamieszkują dziwne stwory, to jej sposób funkcjonowania nie różni się wiele od zwykłego życia i nie jest ona wcale wolna od jego problemów.  Bo i tu o grupę, o rodzinę dbać trzeba i walczyć, bo przez odpuszczenie sobie, przez zbytnie spojrzenie na ‘ja’, tak łatwo może się ona rozpaść.  I choć brakuje tu magii, to uroku tej opowieści dodają kreacje samych stworów, całe szczęście nie stworzonych przy pomocy komputerów, a naturalnych, włochatych kostiumów, widocznych naprawdę.  Taki wygląd stworów, nie perfekcyjny, trochę koślawy, dodał wiele naturalności temu filmowi, dzięki niemu ta historia stała sie bliższa, bardziej przytulna, bardziej pasująca do wrażliwości całego obrazu.  Choć nadal, pomimo niej, nie jest to wcale film dla dzieci.  Zdecydowanie bardziej dla dorosłych, a przynajmniej tych, którzy jeszcze pamiętają swe dzieciństwo i siebie w nim.

wtorek, 08 maja 2012, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: przynadziei, *.159.44.75.static.crowley.pl
2012/05/09 08:53:59
widziałem... ciekawe, choć rzeczywiście mało "familijne" a przynajmniej nie wtym słodkim stylu do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni...
-
countersv
2012/05/09 15:14:43
Dziś w nocy zmarł Maurice Sendak, autor książki, na podstawie której nakręcono ten film. Taki zbieg okoliczności.
-
milczacy_krytyk
2012/05/10 00:33:14
do przynadziei:
Dokładnie tak, z przyjemnymi, optymistycznymi filmami familijnymi ten obraz ma niewiele wspólnego. Ale to nawet i dobrze, zawsze to coś innego od tego co już tyle razy widzieliśmy na ekranie.

do cuntersv:
Bardzo smutny zbieg okoliczności...

Pozdrawiam!
-
2013/03/04 10:38:43
Co to znaczy dziwne stwory albo, że ojciec i syn nie byli już ludźmi? Mocno naciągane jak gumka od majtek mojej babki i przypomina mi hiszpański serial "Internat". Jeszcze się okaże, że synem tej babki jest znany polityk Adam Hofman (a najlepiej Dustin Hofman :P) i teorie spiskową mamy jak na tacy :P