Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Piraci!

szynka

Piraci!

Piraci! (2012) USA, Wielka Brytania

reżyseria: Peter Lord
scenariusz: Gideon Defoe
reżyser dubbingu PL: Marek Robaczewski
dialogi PL: Bartosz Wierzbięta
głosy: Waldemar Barwiński, Grzegorz Kwiecień, Karol Wróblewski, Izabella Bukowska, Robert Jarociński, Mariusz Krzemiński, Monika Węgiel, Aleksander Mikołajczak, Paweł Szczesny, Artur Pontek, Monika Pikuła
muzyka: Theodore Shapiro
zdjęcia: Frank Passingham, Charles Copping

na podstawie: książki Gideona Defoe

 (6/10)

Najnowsza animacja brytyjskiego studia Aardman, które swego czasu stworzyło tak genialne produkcje jak "Uciekające kurczaki" czy nieśmiertelnych "Wallace i Gromit".  Opowiadająca historię jakby odrobinę spóźnioną, bo na pierwszy rzut oka próbującą wypłynąć na ogromnej fali sukcesów "Piratów z Karaibów", która teraz jest już zdecydowanie bardziej w odwrocie, niż w szczytowej formie.  Choć może to tylko przypadek, i nie można jej traktować jak chęci odcięcia kawałka tortu dla siebie, bo oparta o książki Gideona Defoe, mówiące o pewnej niezaradnej załodze piratów, dowodzonej przez Kapitana Pirackiego.  Nieporadnego, naiwnego i trochę pechowego pirata, który ma poczucie, że niczego w życiu nie osiągnął, do niczego wielkiego nie doszedł.  Dlatego z niezwykłym uporem od lat uczestniczy w corocznym konkursie na Pirata Roku.  A ponieważ jak dotąd ani razu nie udało mu się wygrać tej nagrody, sądzi, że w tym roku los się do niego wreszcie uśmiechnie i złota statuetka powędruje w jego ręce.  Ale by to się stało, musi pokonać swoich niezwykle widowiskowych konkurentów, i wykazać się zdobytymi łupami.  Tych jednak jak na złość z nikąd zagarnąć mu się nie udaje, bo stale trafia na nieodpowiednie okręty i wzbogacić się nie może.  Ale już niedługo na jego drodze stanie pewien naukowiec , który wskaże sposób w jaki będzie mógł się stać bogaty.  Ale, żeby nie było tak łatwo, i on sam też będzie próbował ugrać coś dla siebie.

Niby wszystko, co w każdej porządnej animacji powinno się znaleźć, pojawia się w tej produkcji.  Są nietypowi bohaterowie drugoplanowi: małpka komunikująca się z otoczeniem za pomocą karteczek i przerośnięta papuga, która wcale papugą nie jest.  Są pomocni współbohaterowie przygody, którzy od czasu do czasu rzucają kolejnymi żartami.  Jest i główny bohater, nie zdający sobie sprawy ze swojej nieporadności i dlatego tak gładko wychodzący z każdej opresji.  Jest demoniczny czarny charakter: z całego serca nienawidząca piratów królowa, która najchętniej własnoręcznie by wszystkich wybiła, i jak się okaże, nie zawaha się tego uczynić w finale.  Są żarty sytuacyjne jak i słowne, jest humor dla najmłodszych jak i dla dorosłych, który przedstawia znane postaci w nietypowym świetle i wyśmiewa wszystko co wyśmiać można.  Jest dynamiczna, spektakularna i szybka przygoda, są i nietypowe, zwariowane pomysły na kolejne wydarzenia i sytuacje.  Wszystko to tu występuje, ale jakby jakoś tak na pół gwizdka.  Punktów wyjścia do czegoś większego jest od groma, ale żadne nie są rozwijane tak jakby być mogły, żadne nie są w pełni wykorzystywane i niestety niewiele z nich tak naprawdę wynika.  Niby wszystko tu jest, ale całość nie działa tak jak działać powinna, nie zaskakuje, nie wciąga, nie funkcjonuje w pełni.

Przykro jest to pisać, ale w animacji tej potwornie brakuje magii.  Takiej iskry, życiodajnej energii, dzięki której ta prosta historyjka by porywała, zachwycała i bawiła na całego.  Wszystko jest tu strasznie wyliczone, przeanalizowane, nastawione na konkretne reakcje.  Brakuje spontaniczności, takiej trudnej do opisania lekkości, dzięki której obraz ten napędzałby się sam, wciągał w swój świat i zarażał swoim optymizmem i klimatem.  Tym razem niestety nie udało się to co dobre przekuć w to co rewelacyjne.  Nie udało się z tych teoretycznie niezawodnych i dobrych elementów stworzyć filmu, który oglądałoby się z przyjemnością, który dostarczałby wielkiej dawki pozytywnej energii.  Poszczególne elementy nie składają się na zachwycającą całość.  Dlatego choć sporo tu akcji, jakoś niespecjalnie ona obchodzi, choć pomysły nietypowe się trafiają, to jakoś tego absurdu nie czuje się na tyle, by się nim zachwycać, choć sporo tu żartów, rzadko które śmieszą.  Pytanie jeszcze czy to wina nieciekawego tłumaczenia, które utemperowało brytyjski ostry dowcip i dlatego wyszło tak nieciekawie, czy już sam oryginał nie był na tyle ostry, by mógł rozbawić do żywego?  Dobrze choć, że tym razem nie eksperymentowano już tak z formą, jak w przypadku "Wpuszczonego w kanał" i powrócono do tradycyjnej plasteliny, tylko otoczenie wspomagając komputerem.  Ale i tak ten film jest niczym więcej, jak tylko pierwszym rozczarowaniem tego roku.

sobota, 21 kwietnia 2012, milczacy_krytyk

Polecane wpisy