Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.
Punktacja

10 - rewelacja!
9 - koniecznie
8 - warto
7 - dobry
6 - można obejrzeć
5 - OK
4 - da się obejrzeć
3 - beznadziejny
2 - kijem nie tykać
1 - dno dna
fgdfgd





fgdfgd


fgdfgd







abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Spadkobiercy

paradise

Spadkobiercy

Spadkobiercy (2011) USA

reżyseria: Alexander Payne
scenariusz: Nat Faxon, Jim Rash, Alexander Payne
aktorzy: George Clooney, Shailene Woodley, Amara Miller, Nick Krause, Beau Bridges, Robert Forster, Judy Greer, Matthew Lillard, Mary Birdsong, Rob Huebel, Matt Corboy, Patricia Hastie, Milt Kogan, Tom McTigue, Laird John Hamilton
zdjęcia: Phedon Papamichael
montaż: Kevin Tent

na podstawie: powieści Kaui Hart Hemmings

 (6/10)

"Spadkobiercy" to spokojny, przyjemny, chwilami ciepły, chwilami całkiem wzruszający film o tym, że w każdym miejscu na świecie, w każdej chwili, dzieje się życie.  I nawet w tak pięknych, idyllicznych miejscach jak Hawaje, w tym raju na Ziemi, bywa ona czasem gorzkie, trudne i rozczarowujące.  Bo nigdzie nie ma taryfy ulgowej, wszędzie dzieje się coś.  A w życiu głównego bohatera ostatnio zdarza się wyjątkowo dużo.  Jego żona, po nieszczęśliwym wypadku, zapadła w śpiączkę, z której może się już nigdy nie wybudzić.  Dlatego też Matt musi na pełen etat zacząć opiekować się swoimi dwoma córkami, bo jak sam mówi, dotąd był jedynie rodzicem pomocniczym.  Uczy się więc co robić z dziesięciolatką i próbuje złapać kontakt z odrobinę zbuntowaną siedemnastolatką.  W między czasie jego kuzyni naciskają go do sprzedaży ogromnej powierzchni ziemi, która od lat należy do rodziny, a żeby tego jeszcze było mało, przez przypadek dowiaduje się, że jego żona od jakiegoś czasu go zdradzała.  I z tym wszystkim, z tym codziennym życiem, w tak niecodziennym miejscu, będzie musiał się jakoś uporać.

"Spadkobiercy" to zwyczajna - niezwyczajna historia.  To film, który toczy się bardzo powoli, opowiada niby zwykłą historię ale w całkiem przyjemny sposób.  A ponieważ to bardzo prosta, nieskomplikowana opowieść, jest przez to również mocno przewidywalna. Dlatego też o to jak rozwiną się wydarzenia, kolejne wątki, już na samym początku, domyślić się nie trudno.  Choć całe szczęście nie o zaskoczenia tu chodzi, nie o same rozwiązania, a o klimat, o przeżycie atmosfery i ogrzanie się w jej cieple.  Chodzi o dzianie się, o to co jest, a niekoniecznie o sam cel tej podróży i jej rozwiązania.  Szkoda tylko, ze to obserwowanie zwyczajności jest takie nienadzwyczajne, takie mało konkretne.  Czegoś w tej historii wyraźnie jednak brakuje, czegoś by się chciało tutaj więcej.  Mało w tej produkcji pogłębienia, mocniejszego skupienia się na opowieści, mocniejszego wgłębienia się w bohaterów, silniejszego zarysowania problemów jakie czekają na Matta.  W obecnej postaci wydaje się to wszystko potraktowane trochę jakby po łebkach, zbyt ogólnikowo i nieśmiało.

To co jednak wybija się w tej produkcji to dwa, bardzo dobre występy aktorskie, które przyciągają do ekranu i zaciekawiają na tyle, że miło i przyjemnie ogląda się ten obraz do samego końca.  Pierwszy z nich to występ George’a Clooney’a, który stworzył tu jedną z lepszych swych ról i jako starszy facet, który musi odnaleźć się w nowej sytuacji, wypada nad wyraz naturalnie i przekonująco.  Na potrzeby tego występu pozbył się całe szczęście swej lekkiej, zabawnej maniery, która nie do końca pasowałaby do tej opowieści.  Drugi występ, to ogromne zaskoczenie, niespodziewane objawienie, w postaci młodziutkiej Shailene Woodley, grającej tu starszą córkę Alexandrę.  Ta młoda aktorka perfekcyjnie wcieliła się we wkurzoną nastolatkę, nie przesadzając ani razu, nie wpadając choćby odrobinę w schemat.  Jest wprost idealna, kradnie każdą scenę dla siebie, nawet te, w których występuje razem z Clooneyem, a to osiągnięcie już naprawdę spore.  Ciekawie jak potoczy się jej dalsza kariera, bo potencjał ma ogromny.  Oby jak najlepiej!

czwartek, 23 lutego 2012, milczacy_krytyk
Tagi: dramat komedia