Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Idy marcowe

win-win

Idy marcowe

Idy marcowe (2011) USA

reżyseria: George Clooney
scenariusz: George Clooney, Grant Heslov, Beau Willimon
aktorzy: Ryan Gosling, George Clooney, Philip Seymour Hoffman, Paul Giamatti, Evan Rachel Wood, Marisa Tomei, Jeffrey Wright, Max Minghella, Jennifer Ehle, Gregory Itzin, Michael Mantell
muzyka: Alexandre Desplat
zdjęcia: Phedon Papamichael
montaż: Stephen Mirrione

na podstawie: sztuki "Farragut North" Beau Willimona

 (7,5/10)

"Idy marcowe" to bardzo solidne kino.  Zagrane na wysokim, wyrównanym poziomie, ciekawie napisane i bardzo sprawnie wyreżyserowane.  Kameralne i na pierwszy rzut oka niezwykle spokojne, choć nie pozbawione ładunku emocjonalnego.  Bo wciągające, interesujące, zastanawiające.  Umiejętnie poprowadzone, w odpowiednich momentach oferujące kolejne, niemałe zwroty akcji.  Bo choć na pozór nic wielkiego tu się nie dzieje, to dzieje się jednak wiele.  A im dalej, tym coraz bardziej dramatycznie, bo z każdą kolejną decyzją bohaterów, sprawy coraz mocniej się komplikują.  "Idy marcowe" to trzymająca w napięciu historia Stephena Meyersa, doradcy gubernatora Morrisa, który kandydujące w prawyborach prezydenckich partii demokratycznej.  Morris jest kandydatem wręcz idealnym, który chce zmieniać kraj, ma nowoczesne poglądy, pragnie za wszelką cenę grać fair, nie zniżać się do poziomu konkurentów.  Najważniejszy w tej opowieści jest jednak nie gubernator, a Stephen, ledwo trzydziestolatek, który jak sam mówi, ma doświadczenie znacznie przewyższające swoich rówieśników.  Który całym swoim sercem wierzy w gubernatora i jego zwycięstwo.  Jednakże przez jeden błąd jaki popełni, pewną wpadkę, zacznie przesuwać granice tego, co możliwe, właściwe i dozwolone.  Zacznie posuwać się do zagrań o których wcześniej nawet by nie pomyślał.  A co najgorsze, i najbardziej dla niego bolesne, straci wiarę w znaczenie i uczciwość pracy dla Morrisa.

Tym samym odbierze od losu bardzo gorzką lekcję.  Pełną rozczarowań, bólu i sytuacji, które wpłyną nie tylko na całe późniejsze jego życie, ale i losy ludzi również biorących udział w kampanii.  Lekcję, w czasie której spojrzy inaczej na spostrzeżenia i rady, jakie dawały mu osoby nie związane tak mocno z kampanią, patrzące na nią i jej kandydata w mniej idealistyczny sposób.  I choć produkcja ta nie jest wielce odkrywczym spojrzeniem na temat polityki i jej ciemnych stron, to z całą pewnością jest lekcją ciekawą.  Jeśli zapomnieliście (lub nie byliście jeszcze do końca świadomi) jak pełnym układów, fałszywych uśmiechów i chęci realizacji wyłącznie własnych interesów, jest to świat, to produkcja ta przypomni o tym z całą swoją mocą.  Po cichu, na bardzo prostym ale jakże wyrazistym przykładzie.  Jeśli natomiast całkiem dobrze zdawaliście sobie sprawę z tego jak może wyglądać polityczny świat, to i tak warto zobaczyć jak widzi go sam Clooney, tu nie tylko aktor ale i reżyser oraz współscenarzysta.  By wysłuchać kilku świetnie napisanych rozmów i zobaczyć jak w tym poważnym obrazie spisała się plejada aktorów, przewijających się przez ekran, chwilami pojawiających się dosłownie na kilka minut: Hoffman, Giamatti, Tomei, Wood i Clooney na drugim planie i Gosling na pierwszym.  Bo to film, który się po prostu dobrze ogląda, którego zdecydowane tempo świetnie napędza bardzo udana, wpadająca w ucho kompozycja Alexandre Desplata, jedna z jego ciekawszych na przestrzeni ostatnich kilku lat.  Warto.

sobota, 04 lutego 2012, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
agna83
2012/02/07 21:56:30
Niby wszystko zapięte na ostatni guzik, aktorstwo jest na poziomie, a wszystko wśród mrocznego świata układów, spisów i szantaży - dla mnie było za bardzo wykalkulowane. Młody człowiek, pełen ideałów zaczyna dostrzegać i poznawać mniej przyjemną stronę. To jakiego wyboru dokonał spłynęło po mnie jak po kaczce. "Idy marcowe" nie wnoszą niczego nowego.

Co nie znaczy, że to jest zły film. Po prostu spodziewałam się czegoś, co mnie zaskoczy lub da pożywkę do przemyśleń. Już "Wszyscy ludzie króla" z Pennem zrobili na mnie większe wrażenie.