Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Artysta

with pleasure!

Artysta

Artysta (2011) Belgia, Francja

reżyseria i scenariusz: Michel Hazanavicius
aktorzy: Jean Dujardin, Bérénice Bejo, John Goodman, James Cromwell, Penelope Ann Miller, Missi Pyle, Beth Grant, Ed Lauter, Joel Murray, Bitsie Tulloch, Malcolm McDowell, Basil Hoffman, Beau Nelson, Dash Pomerantz
muzyka: Ludovic Bource
zdjęcia: Guillaume Schiffman
montaż: Michel Hazanavicius, Anne-Sophie Bion

 (10/10)

Ależ śmiały był to pomysł by w czasach kina cyfrowego, do złudzenia prawdziwych efektów specjalnych i coraz bardziej promowanego trójwymiaru, zrealizować film nie tylko czarno - biały, nie tylko w formacie o który zapomniała już prawie nawet telewizja (4:3), ale... niemy.  Choć, gdy chwilę się nad tym zastanowić, ten odważny pomysł był najlogiczniejszym ze wszystkich.  Bo jaki mógłby być lepszy sposób na opowiedzenie historii rozgrywającej się w czasach przemiany kina niemego w dźwiękowe, jak nie właśnie poprzez nakręcenie obrazu niemego?  Pomysł genialny w swojej prostocie, ożywczy i jakże trafiony.  Co jednak niezwykłe, i co przed seansem wydawało mi się wprost niemożliwe, tej jakże dziwnej i nietypowej formy się tu w ogóle nie zauważa.  Nawet przez sekundę nie bije ona po oczach, nie przeszkadza, nie razi, nie gryzie.  Bo ta produkcja wciąga od pierwszych scen, oczarowuje, zachwyca i zadziwia.  Całkowicie wciąga w swój świat.  Dlatego nie przeszkadza tu zupełnie mniejszy obraz, brak dialogów, czy ogólna inność tego filmu.  Wręcz przeciwnie, wszystko to zachwyca, bo to co mogło stać się wadą tego obrazu, jego słabym punktem, niezwykle zgrabnie przekute zostało w jego niezliczone atuty.

   

Ta z pozoru nieprzyjazna forma przestaje obchodzić, bo na pierwszy plan wybija się historia i zaskakujący sposób w jaki jest opowiadana.  I choć "Artysta" to obraz czarno – białym, aż bije w oczy soczystością kolorów.  Bo to pełna wdzięku, humoru i niezwykle szczerego uśmiechu opowieść o amancie kina niemego, który w 1927 roku jest u szczytu sławy.  Uwielbiany przez publiczność, rozchwytywany przez producentów, otaczany przez dziennikarzy.  Jego pięć minut niedługo dobiegnie jednak końca, bo kino zaczynie romansować z dotąd niedostępnym dźwiękiem i nie będzie to tylko przelotna znajomość, a początek jednej z największych zmian w światowej kinematografii.  Początek rewolucji za sprawą której na szczyt wybije się młodziutka aktorka, której losy będą przez najbliższe kilka lat przeplatały się z losami aktora. Niechętnego do nowej mody, niepotrafiącego przystosować się do nadchodzącej przyszłości, przerażonego nadchodzącą zmianą.  To spojrzenie na pewną relację między tą dwójką, która zmieni i jego i ją, która znacząco wpłynie na ich życie.  Spojrzenie niezwykle ciepłe, optymistyczne, bliskie i nieprawdopodobnie naturalne.

To co niezwykłe w tym obrazie, to to, że ani przez chwilę nie pozwala się on nudzić.  Nie ma tu wolniejszych momentów, niepotrzebnych zwolnień, niechcianych przystanków.  To tak mocny konkret, że więcej się z tej opowieści wydusić juz nie dało.  Bo "Artysta" to film nieprawdopodobnie pomysłowy, ciekawy i dogłębnie przemyślany.  Twórcy dwoją się i troją by jak najbardziej urozmaicić nam ten seans, zaskoczyć, zadziwić, oczarować.  Dlatego, choć dialogów nie ma tu prawie wcale, ani przez chwilę ich nie brakuje.  Bo zastępują je, aż z nadmiarem, świetna gra aktorów, w pełni zrozumiałe gesty, czytelna mimika, i niosący ze sobą ogrom informacji uśmiech.  Chwilami (choć naprawdę nieczęsto) pojawiają się również tablice z wypowiedziami aktorów, choć co zaskakujące, wielokrotnie są one zbędne, bo wielu zdań domyśleć się można samemu.  Czy to czytając z ruchu warg, czy obserwując sytuacje, czy po prostu domyślając się jakie słowa mogły paść w danej scenie.  Jednak choć nawet te tablice są czasem zbyt oczywiste, choć czasem niepotrzebne, to nie można im odmówić jednego: pomysłowości.  Bo są napisane w dowcipny, lekki sposób, bardzo często posiadając zabawny podtekst, jak chociażby już pierwsza z nich, pojawiająca się chwilę po pierwszym spojrzeniu na głównego bohatera, oznajmiająca, że ten nie odezwie się do nas ani jednym słowem.  Wyborne.

Ale żeby tego było jeszcze mało, twórcy z niezwykłą lekkością i nieograniczoną fantazją, stale bawią się formą swego dzieła.  Jak chociażby w genialnej i oszałamiającej scenie w której główny bohater z przerażeniem uświadamia sobie co może znaczyć dla jego kariery pojawienie się dźwięków w filmach.  Rewelacyjny pomysł, genialny w swojej prostocie, aż dech zapiera z zachwytu.  A takich zabaw z formą, wynikających z możliwości współczesnego kina jest tu znacznie więcej, dzięki czemu ten film nie jest tylko przyjemny, zabawny, ale i chwilami naprawdę zaskakujący, a takiej cechy spodziewać się po nim chyba nie można było.  Jednak to co bezsprzecznie jest w nim najniezwyklejsze, to co wybija go na sam szczyt, to to, że udaje mu się pokazać magię niemych filmów i spowodować, żeby zaistniała ona na nowo.  Całkowicie zaczarować seans i przenieść nas w czasy kina niemego.  W dzisiejszym, cyfrowym świecie pokazać, dać odczuć, jak magiczne, niezwykłe i cudowne było to kino.  Pozwolić się nim prawdziwie zachwycić.  Bo choć bez dźwięku, bez koloru, jakichkolwiek bajerów, to pełne życia, energii i uczuć.  I taki też jest ten obraz.  Radosny, zaskakujący, magiczny, wzruszający i zabawny.  Wprost idealny.

   

Fantastycznie w tej perfekcyjnej produkcji odnajdują się aktorzy i to wszyscy bez wyjątku.  Wyróżnić najmocniej trzeba jednak oczywiście odtwórców głównych ról: rozbrajającego Jean Dujardina i olśniewającą Bérénice Bejo, którzy idealnie prezentują się osobno, ale równie dobrze i przekonująco wypadają jako para.  Bezbłędnie wyczuwają zamysł reżysera, grając z manierą charakterystyczną dla aktorów kina niemego, ale z nią nie przesadzając, ani przez chwilę nie przekraczając cienkiej granicy, za którą ich występ stałby się tylko udawanym przedstawieniem, odegraną zabawą.  A dzięki fenomenalnej muzyce przez cały seans ma się jeszcze na dodatek wrażenie, że do tej opowieści przygrywa nam prawdziwa orkiestra.  Jakbyśmy przenieśli się w czasie o te prawie sto lat, oglądając premierowo najnowszy film z Georgem Valentinem i Peppy Miller, słuchając na żywo filmowej muzyki.  Bo nie czuć w tej cudownej, lekkiej i uwznioślającej kompozycji by była zaledwie soundtrackiem, podkładem napisanym na potrzeby filmu.  Ona jest sercem tego filmu, jego duszą, to ona go buduje, ożywia i prowadzi.  To żywe dźwięki bez których z całą pewnością nie byłby tak perfekcyjny.  Cudo!

wtorek, 21 lutego 2012, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: krotkoofolmie, *.sileman.net.pl
2012/02/21 21:02:19
Parę godzin po poznaniu Gorączki złota Chaplina, potrafię zrozumieć Twój zachwyt kinem niemym, nawet gdy miałem do czynienia z wersją z lektorem. Nie wiedziałem, że twórcy Artysty poszli aż tak daleko i obraz oglądamy w 4:3, ciekawe (polska tv nie do końca zapomniała, ale jest już coraz lepiej). Mam nadzieje, że zdążę na film do kina.
-
milczacy_krytyk
2012/02/21 21:11:01
Ja za kinem niemym nigdy nie przepadałem. Widziałem w nim ot takie sobie, radosne filmiki, lekkie, przyjemne ale nie zostawiające po sobie większego śladu. Ale "Artystą" zachwyciłem się całkowicie i z ogromną chęcią obejrzę ten film jeszcze nie raz. Z całego serca kibicuję mu w walce o Oscary, oby zgarnął ich jak najwięcej.
Poszli tak daleko, a nawet jeszcze dalej, bo zaskoczeń i niezwykłych pomysłów jest w tym filmie znacznie, znacznie więcej.
Obejrzyj koniecznie. Koniecznie w kinie! Wrażenie niezapomniane.

Pozdrawiam
-
Gość: przynadziei, *.adsl.inetia.pl
2012/02/21 22:06:53
popieram! co prawda 10 bym nie dał - raczej 8, ale też byłem zachwycony!
-
2012/02/21 23:47:45
czyli na razie Twój film roku??
-
milczacy_krytyk
2012/02/22 00:44:45
do przynadziei:
Ja się chwilę zastanawiałem między 9 a 10, ale już dawno żaden film mnie tak pozytywnie nie zaskoczył, tak idealnie wpasował się w mój gust i odpowiadał wszystkim zachciankom co do tego, co by fajnie wyglądało na ekranie, jak można by rozwinąć tę historię. Stąd 10, bo i z ogromną ochotą obejrzę go przynajmniej jeszcze raz.

michal.broniszewski:
Zdecydowanie tak :)

Pozdrawiam!
-
peckinpah
2012/02/22 12:11:29
Ja też bym dał 10-kę, bo ten film mnie również zachwycił i nie znalazłem w nim żadnych wad. Rewelacyjne kino i jeden z najlepszych filmów, jakie widziałem w kinie w ciągu ostatnich lat. Dawno nie wyszedłem z kina w tak dobrym nastroju, jak po obejrzeniu tego filmu. Zachwycili mnie również aktorzy Jean Dujardin i Berenice Bejo, znakomity jest scenariusz, mnóstwo świetnych pomysłów, sprawna realizacja, oprawa wizualna i muzyka także na bardzo wysokim poziomie. Ten film to coś więcej niż tylko zabawa formą kina niemego. Moja recenzja tutaj.
-
milczacy_krytyk
2012/02/22 21:36:26
No właśnie. Nie ma się w tym filmie do czego przyczepić. Jest po prostu idealny i nieprawdopodobnie pomysłowy. I tak jak piszesz, przekazuje jeszcze na dodatek tak wielki ładunek pozytywnej energii, że nawet niektóre komedie tak dobrze nie działają. Oby mu się poszczęściło na Oscarach, bardzo mu kibicuję.
Pozdrawiam
-
froasia
2012/02/26 19:08:23
U siebie dałam 8. Podobał mi się, doceniam urok, ale na kolana mnie nie powalił. Oczekiwałam więcej.
-
milczacy_krytyk
2012/02/26 23:47:29
Może właśnie dlatego na kolana nie powalił? ;)
-
2013/02/28 09:18:06
Stwórz profil Adam Hofman i napisz nim post: ten film jest genialny. Mocno nawiązuje do historii kina niemego i każdy, kto zna choć trochę tamten okres, odkryje całą mas smaczków, które sprawiają, że film jest jeszcze lepszy. Stwórz inny i odpowiedz-> do Adam Hofmant:W pełni się z tobą zgadzam. Film kryje w sobie sporo odniesień do kina niemego i jest po prostu genialny i wzruszający.