Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Sherlock Holmes: Gra cieni

nieudana partia szachów

Sherlock Holmes: Gra cieni

Sherlock Holmes: Gra cieni (2011) USA

reżyseria: Guy Ritchie
scenariusz: Michele Mulroney, Kieran Mulroney
aktorzy: Robert Downey Jr., Jude Law, Noomi Rapace, Rachel McAdams, Jared Harris, Stephen Fry, Paul Anderson, Kelly Reilly, Geraldine James, Eddie Marsan, Affif Ben Badra, Thierry Neuvic, Wolf Kahler, Jack Laskey, William Houston, Laurence Possa, Victor Carril, Alexandre Carril, Clive Russell, Joe Egan
muzyka: Hans Zimmer
zdjęcia: Philippe Rousselot
montaż: James Herbert

  (6/10)

Oj, nie udała się ta kontynuacja.  Niestety ale wszystko co ciekawego miał Guy Ritchie do pokazania i powiedzenia na temat nowego Sherlocka Holmesa, zrobił już w pierwszej części sprzed dwóch lat.  I choć tamten obraz zapowiadał nadejście pasjonującej kontynuacji przygód detektywa, pojedynku z niezwykle wymagającym przeciwnikiem, to "Gra cieni" nie spełnia danej obietnicy i jest jedynie bladą powtórką z rozrywki .  Filmem nieciekawym, przedłużonym, zupełnie nic nie wnoszącym, który jest tak zajmujący i interesujący jak czytanie poradnika upraw roślin doniczkowych dla kogoś, kto do roślin nie ma dobrej ręki.  Zabrakło tu tej lekkości, pomysłowości i zadziorności jaką charakteryzowała się pierwsza część.  Zabrakło pasjonującego dochodzenia, zaskakującej zagadki, wplątywania się bohaterów w coraz to większe tarapaty i co najważniejsze i najbardziej odczuwalne, zabrakło humoru.  Tak jak poprzedni obraz aż puchł od ilości słownych jak i sytuacyjnych żartów, tak w tej produkcji jest ich jak na lekarstwo.  Przez całe dwie godziny zaśmiałem się może ze dwa razy.  A bez humoru najnowszy Sherlock stał się obrazem nieciekawym, męczącym i zabójczo nudnym, jak na film typowo rozrywkowy.

Z pewnością byłby jeszcze bardziej męczący, gdyby nie odtwórcy głównych ról - świetny Robert Downey Jr. i dorównujący mu Jude Law, którzy tworzą jedną z najbardziej dobranych par, jaką obecnie możemy oglądać na ekranach kin.  Idealnie do siebie pasują, świetnie ze sobą współgrają, jednocześnie co chwila sobie dogryzając, podkręcając tym samym atmosferę swojej relacji.  Bez nich ten obraz umarłby już dawno, dzięki nim nawet najbardziej nieciekawe sceny i dialogi nabierają jakiegoś wyrazu.  W kontynuacji zawodzą za to pozostali aktorzy.  Rachel McAdams grająca ponownie Irene Adler pojawia się dosłownie na kilka minut, na zdecydowanie zbyt krótko by móc nacieszyć się jej obecnością.  Postać grana przez Noomi Rapace jest tak potwornie nieciekawa i niedbale naszkicowana, że nieświadomie, co rusz, zapomina się o jej obecności.  Robią to nawet sami scenarzyści wprowadzając ją na scenę, tylko gdy potrzebny jest nowy trop lub pomoc dla głównych bohaterów, a później bez mrugnięcia okiem odsuwają ją w cień.  Co jakiś czas na ekranie pojawia się także Stephen Fry, grający tu brata Sherlocka, ale jego postać została dodana tutaj całkowicie na siłę, właściwie ciężko stwierdzić po co.

Co jednak najbardziej bolesne, zawodzi główny przeciwnik Holmesa, słynny profesor Moriarty.  Co boli tym bardziej, bo został zagrany przez fantastycznego Jareda Harrisa, aktora, który już raz rewelacyjnie spisał się w roli czarnego charakteru, grając w kilku odcinkach "Fringe".  Ze swoim niesamowitym głosem, niebywałą charyzmą był świetnym materiałem na największego przeciwnika detektywa, jednak nie mógł rozwinąć skrzydeł przez nieciekawie rozpisaną rolę.  Jego przebiegły plan jest dla nas zbyt odległy by się nim chociaż odrobinę przejąć.  Poza tym jest zbyt oczywisty, brakuje w nim zagadki, zaskoczenia, które budowałoby idealnie postać Moriarty’ego, dodawało jej powagi.  Szkoda, że twórcy mając za czarny charakter człowieka o niezwykłym umyśle, skupili się przede wszystkim na ordynarnej akcji.  Szkoda, że nie ma tu więcej starć na słowa, które w efekcie przeradzałyby się w równocześnie rozgrywające się szybsze sceny. Takich pojedynków dwóch umysłów, jaki widzimy w fantastycznym finale, nad wodospadem, który zamienia się w niemożliwą do wygrania partię szachów i przechodzi w bardzo zgrabne i pomysłowe zakończenie.  Na tle tego słownego pojedynku dwóch niezwykłych umysłów wszystkie wcześniejsze bijatyki, strzelaniny wypadają niezwykle blado.

Od strony technicznej drugi Sherlock nie różni się niczym od poprzedniego.  Przyspieszenia i zwolnienia akcji nadal występują, są efektowne, choć tym razem moim zdaniem są zdecydowanie za bardzo nadużywane.  Praktycznie w każdej scenie, nawet w zwykłej bójce, która odbywa się tylko w umyśle bohatera, obraz co chwilę przyspiesza i zwalnia, aż w końcu ten trick przestaje bawić i staje się tylko uciążliwym dodatkiem, bardzo spowalniającym całą akcję.  Bo ileż razy można oglądać świat w zwolnionym tempie?  Szczególnie, że wielokrotnie nie ma potrzeby do takich zabaw i tylko w scenie ucieczki przez las, efekt ten robi jakieś wrażenie.  I chyba tylko pod jednym względem kontynuacja ta sprawdza się lepiej niż pierwsza część.  Mocniej skupia się na tym, czego tamten obraz w pełni nie zauważał: na procesie myślowym detektywa.  Wielokrotnie pokazuje jak ten kojarzy fakty, obserwuje całe otoczenie, zauważa istotne szczegóły, łączy niedostrzegalne dla zwykłych ludzi elementy w jeden, pełny obraz.  Za takie całkiem udane wejście w umysł bohatera należy się plus.  Pozostała reszta to jednak spory krok w tył w porównaniu do poprzedniej części.  A co za tym idzie, rozczarowanie.

sobota, 07 stycznia 2012, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
aniabuzuk
2012/01/07 22:50:11
Mam dokładnie takie same przemyślenia.
-
Gość: Tom Braider, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/01/07 23:17:32
Widzę, że zdania mamy podobne, acz oceny trochę różne ;). Tak czy inaczej, nowy Sherlock jest sporym zawodem, a szkoda, bo Downey i Law grają świetnie, ale scenariusz kładzie całość na glebę. Pozdrawiam
-
milczacy_krytyk
2012/01/08 00:34:25
Niestety tak. Od momentu gdy dowiedziałem się, że za scenariusz kontynuacji będą odpowiedzialne inne osoby, miałem wątpliwości czy dorówna ona pierwszej części. I niestety obawy się potwierdziły. Podobnie było w przypadku drugiej części "Iron Mana", która wypadał zdecydowanie gorzej niż pierwszy film o tym superbohaterze. Coś Robert nie ma niestety szczęścia do drugich odsłon swoich filmów. Oby trójka była krokiem naprzód.
Pozdrawiam
-
quentinho
2012/01/08 02:00:38
A ja się z Wami nie zgodzę. UWażam, że "dwójka" okazała się niewiele gorsza od brawurowej "jedynki". Po trailerach spodziewałem się efekciarskiego shitu na poziomie "Ataku Klonów"( do tej pory mam traumę po tym pseudofilmie), a otrzymałem przyjemne, lekkie kino, które znów oglądało mi się fenomenalnie.
-
Gość: Tom Braider, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/01/08 10:09:37
@milczący ja już dawno odnotowałem coś, co nazywa sie "Syndromem Roberta Downeya Juniora", bo większość filmów z nim, które oglądałem, kończy się bezczelną furtką na sequel.

@quentihno po pierwsze różne są gusta, po drugie osobiście nie jestem aż tak wielkim fanem pierwszego Sherlocka, a sequel jest gorszy
-
milczacy_krytyk
2012/01/08 13:47:15
do quentinho:
Zazdroszczę takiego odbioru tego filmu. Wg mnie kontynuacja jest bardzo przyciężkawa, chwilami nudziłem się na niej potwornie. Jedynie ucieczka przez las i finalny pojedynek w szachy mnie jakoś rozbudziły.

do Tom Braider
To jest bardziej syndrom wysokobudżetowych produkcji ;) Nierozsądnie byłoby kręcić taki obraz bez możliwości jego kontynuacji. A co do furtki, jaką sobie twórcy zostawili w tej części, to moim zdaniem zbudowana została ona całkiem pomysłowo.

Pozdrawiam
-
Gość: Tom Braider, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/01/08 23:40:51
Sama furtka pomysłowa, ale chodzi o to, że nie ma logicznej możliwości z punktu widzenia scenariusza aby miała ona nastąpić. Wkraczam tu na terytorium spoilerów, ale nie było szans, żeby Holmes przeżył. To, że miał aparacik tlenowy do oddychania to jedno, ale upadek z kilkuset metrów na skały a w najlepszym przypadku w taflę wody raczej gwarantował koniec zagadek. Książkowe przygody Holmesa właśnie tak się przecież kończyły!
-
quentinho
2012/01/09 19:45:15
Przecież u Doyle'a Holmes też przeżył! Po "Ostatniej Zagadce" Conan napisał "Pusty Dom", w którym okazało się, że Sherlock przetrwał.
-
milczacy_krytyk
2012/01/09 20:38:15
Nie czytałem opowiadań Doyle'a, więc nie mam pojęcia jak to zostało rozwiązane w książkach. Słyszałem jedynie, że Sherlock w pojedynku z Moriarty'm zginął właśnie w Szwajcarii, nad wodospadem, i dopiero w wyniku licznych próśb fanów detektywa pisarz zdecydował się kontynuować jego przygody. Ale jak uzasadnił powrót Holmesa do żywych, tego nie wiem.
Takie nawiązanie w finale filmu do wydarzenia z opowiadań bardzo mi się spodobało, choć faktycznie tak jak mówisz przeżycie takiego upadku byłoby niemożliwe. Ale nie takie rzeczy w blockbusterach już widzieliśmy ;)

Pozdrawiam
-
countersv
2012/01/11 15:14:38
A z serialowym Sherlockiem będziesz się mierzył? Drugi sezon zawitał na ekrany brytyjskich telewizorów (nieoficjalnie także do innych krajów ;) ) i moim zdaniem jest lepszy (znaczy nie drugi sezon wyłącznie, ale serial jako całość) od obu filmów, a Benedict Cumberbatch i Martin Freeman tworzą o wiele lepszą parę ekranową niż Downey/Law.
-
milczacy_krytyk
2012/01/11 15:35:45
Gdy na niego wpadnę, to pewnie obejrzę ;)
-
countersv
2012/01/12 07:20:22
Przypominam sobie właśnie pierwszy sezon tego mini-serialu i utwierdzam się w przekonaniu (to także nawiązanie do dyskusji toczonej pod następnym wpisem), że zaniżyłem serialowi ocenę, wystawiając ósemkę. Powinna być dziesiątka, bo wszystko w nim jest idealne, dopracowane, a przede wszystkim genialnie wpasowane w nasze czasy, w których Sherlock intensywnie używa komórki, internetu czy innych nowoczesnych technologii, a jednocześnie klimatem pozostaje w początkach XX wieku. Niesamowite.
-
froasia
2012/01/27 19:43:51
Wreszcie widziałam. I zgadzam się z Tobą w 100%. Zrobił się z tego totalnie nudny film. Wielka szkoda, bo potencjał był.
-
milczacy_krytyk
2012/01/28 21:11:56
Tak to niestety właśnie jest, jak za scenariusz drugiej części filmu, który odniósł nadspodziewanie duży sukces, zabierają się osoby, które się do niego nie przyczyniły. Wielka szkoda, że twórcy jedynki nie pracowali nad skryptem do kontynuacji, może wtedy byłaby ona lepsza.
Pozdrawiam
-
froasia
2012/01/29 14:58:10
A widzisz, nie zwróciłam uwagi na zmienionych autorów scenariusza, no tak, to by wiele wyjaśniało.