Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Człowiek na krawędzi

zawrót głowy

Człowiek na krawędzi

Człowiek na krawędzi (2012) USA

reżyseria: Asger Leth
scenariusz: Pablo F. Fenjves
aktorzy: Sam Worthington, Elizabeth Banks, Jamie Bell, Anthony Mackie, Genesis Rodriguez, Ed Harris, Edward Burns, Kyra Sedgwick, Titus Welliver, Afton Williamson, John Dossett, Patrick Collins, Geoffrey Cantor, Pooja Kumar, Terry Serpico, J. Smith-Cameron
muzyka: Henry Jackman
zdjęcia: Paul Cameron
montaż: Kevin Stitt

 (6/10)

"Człowiek na krawędzi" to film o którego fabule lepiej za wiele nie wiedzieć, bo radość z jego oglądania czerpie się przede wszystkim ze stopniowego poznawania kolejnych, ukrywanych przez bohaterów zamiarów i tajemnic z ich przeszłości.  Niestety już sam zwiastun zdradza odrobinę za wiele, a nawet i hasło promujące tę produkcję podsuwa zbyt dużo wskazówek co do tego, jak rozwinie się ta opowieść.  Wystarczy wiedzieć, że "Człowiek na krawędzi" to poprawny i całkiem wciągający film rozrywkowy, którego fabuła przywołuje na myśl takie obrazy jak "Telefon" lub "Negocjator", choć jest od nich niestety znacznie słabszy.  Udaje mu się jednak wykorzystać ograne motywy, znane sytuacje, powtarzane do granic możliwości rozwiązania, w tak zgrabny sposób, że ogląda się go całkiem przyjemnie i bezboleśnie.  Opowiadana w nim historia została jednak niepotrzebnie przedobrzona, bo twórcy prostą wyjściową sytuację (mężczyzna - drętwy jak zwykle Worthington - stoi na parapecie jednego z hoteli w Nowym Jorku, grożąc skokiem) skomplikowali i udziwnili, dodając do niej równoległy wątek, o którym nic więcej pisać nie będę, by za wiele jednak nie zdradzać.  Zupełnie tak, jakby nie do końca wierzyli w potencjał jaki tkwił w tym prostym pomyśle, w umiejscowieniu bohatera za oknem, na dwudziestym którymś piętrze i przyglądaniu się rozwojowi sytuacji.  Bo to co dzieje się na wysokości, samo w sobie jest już naprawdę emocjonujące, trzyma w napięciu, a dzięki świetnym zdjęciom i bardzo udanej pracy kamery, nie raz przyprawia o zawrót głowy i lęk wysokości.

Szkoda więc bardzo, że to co dzieje się obok, kilka budynków dalej, już tak zajmujące nie jest.  A to dlatego, bo ten równoległy wątek został potraktowany zbyt po łebkach i użyto w nim wiele prostych rozwiązań, niepotrzebnych naciągnięć i pomysłów, które ledwo sprawdziłyby się nawet w kolejnej części „Mission: Impossible”.  Za wiele tu rozwiązań w które nie sposób uwierzyć, nawet mocno przymykając na nie oko.  Za wiele szczęśliwych zbiegów okoliczności, nielogicznych zachowań bohaterów, dzięki którym te równoległe zdarzenia mogą się rozwijać.  Takiego pójścia na łatwiznę, by akcja mogła biec dalej, by tylko dobrnąć do zakończenia, które również pozostawia wiele do życzenia.  Bo choć szczytne, to mocno naciągane.  Najgorszy w tej równoległej nitce akcji jest jednak humor, który kompletnie nie pasuje do całości, który został wprowadzony zupełnie bez sensu, bo za każdym razem tylko burzy całkiem wysokie napięcie, jakie udaje się wykreować w scenach rozgrywających się na parapecie. Całe szczęście tempo tej produkcji bardzo dobrze dyktuje porządna muzyka, dzięki której nawet w tych gorszych momentach całość nie zwalnia zanadto.  Soundtrack jest dokładnie taki, jaki powinien być w tego typu produkcji - szybki, wpadający w ucho, nie udziwniany na siłę.  I to w większości właśnie dzięki niemu ogląda się ten obraz całkiem przyjemnie, choć jednak bez jakiegoś większego szału.  Podsumowując: obejrzeć można, choć w gruncie rzeczy nie wiem za bardzo po co – zdecydowane lepiej przypomnieć sobie jeden z dwóch filmów wymienionych w poprzednim akapicie.

sobota, 28 stycznia 2012, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
2012/02/02 18:55:52
fakt, Negocjator, a zwłaszcza Telefon dużo,dużo lepsze.