Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Szpieg

rotten apple

SzpiegSzpieg (2011) Francja, Niemcy, Wielka Brytania

reżyseria: Tomas Alfredson
scenariusz: Bridget O'Connor, Peter Straughan
aktorzy: Gary Oldman, Colin Firth, Tom Hardy, John Hurt, Toby Jones, Mark Strong, Benedict Cumberbatch, Ciarán Hinds, David Dencik, Simon McBurney, Christian McKay, Roger Lloyd-Pack, Konstantin Chabienski, Svetlana Khodchenkova, Tomasz Kowalski, Jamie Thomas King, Amanda Fairbank-Hynes, Kathy Burke
muzyka: Alberto Iglesias
zdjęcia: Hoyte Van Hoytema
montaż: Dino Jonsäter

na podstawie: powieści Johna Le Carré "Druciarz, krawiec, żołnierz, szpieg"

 (7,5/10)

Wiem, że do końca nie zrozumiałem tego filmu.  Nie udało mi się wychwycić wszystkich tropów, wskazówek zostawionych po drodze przez reżysera.  Bo tych jest naprawdę sporo, ale problem polega na tym, że są mikroskopijne i trzeba niezwykle uważnie śledzić ten obraz, by je wszystkie w porę wyłapać, by żadnej nie przeoczyć.  Bo w obrazie tym z pozoru nieistotny szczegół, niezbyt ważna scena, wydająca się jedynie ładnym łącznikiem między jednym wydarzeniem a drugim, z czasem okazuje się być kluczowym elementem całej układanki.  I chyba dlatego też strasznie zmęczył mnie ten film.  Fizycznie, psychicznie.  Dawno żadna produkcja nie zmusiła mnie do tak mocnego uczestnictwa w seansie, nie wymogła tak wielkiego skupienia, tak czynnej uwagi.  Bo "Szpieg" to film będący teoretycznie zbiorem scen.  Większych, mniejszych, robiących większe lub mniejsze wrażenie, na pozór oddzielnych, mało znaczących.  Łączących się ze sobą, ale bardzo opornie i tak naprawdę dopiero pod koniec.  Film pozbawiony długich dialogów, gładkiego przechodzenia między połączonymi scenami, co czyni go ciężkim, trudnym w odbiorze.  Bo widz musi sam jakoś poradzić sobie z tymi porozrzucanymi fragmentami, odnaleźć się w tych luźnych elementach całości.

Akcja posuwa się tu niezwykle powoli, praktycznie rzecz biorąc typowej akcji tu nie ma.  Bo "Szpieg" nie jest typowym kryminałem, czy filmem szpiegowskim.  W nim nie dzieje się wiele, w nim wiele się mówi.  Najbardziej spektakularne wydarzenia to krótka scena znajdująca się w pierwszych minutach seansu, rozgrywająca się w małej kawiarni gdzieś w Budapeszcie, oraz scena wynoszenia dokumentów z biura, z tajnych archiwów.  To wszystko.  Sceny te całe szczęście trzymają w napięciu, bardzo podnoszą ciśnienie, a i między nimi udaje się utrzymać ciekawą atmosferę.  Jednakże na dłuższą metę oglądanie tej opowieści staje się niestety męczące.  Bohaterowie spotykają się w biurze, w mieszkaniach, rozmawiają, debatują, wymieniają kilka zdań, z których pozostałość, istotę rzeczy, dopowiedzieć musimy sobie sami.  Opowiadają to co się wydarzyło w przeszłości, wspominają pewne wydarzenia i tak całość jakoś posuwa się do przodu.  Trudność w odbiorze stanowią tu również przeskoki między czasami.  Bo akcja rozgrywa się teraz i wcześniej, a film przeskakuje między tym co było, tym co jest, jak również ukazuje pewne wspomnienia niektórych postaci.  Te wędrówki są jednak bardzo niewyraźnie zaznaczone, prawie, że niewidoczne i nie trudno się zagubić w tym czasowym labiryncie.

Przez taką fragmentaryczność tego obrazu można go trochę porównać do tegorocznego "Drzewa życia" Terrence'a Malicka, które również sprawiało wrażenie opowieści skleconej z luźnych fragmentów przeszłości.  Z tymże tamten obraz uwodził niezwykłym klimatem, porywał modlitewną atmosferą, hipnotyzował niezwykłymi obrazami, przecudownymi zdjęciami, a w "Szpiegu" tego automatycznego wciągania w filmowy świat niestety brakuje.  Obraz ten jest zimny, nieprzyjazny, chwilami wręcz odpychający i dlatego samemu trzeba się starać wciągnąć w prowadzoną historię, samemu wprowadzić się w ten filmowy świat.  W innym przypadku wyda się on nam nieciekawy, nudny, nijaki.  To historia przywróconego z emerytury agenta MI6, którego zadaniem jest znalezienie kreta w szeregach własnej organizacji.  Poszukiwania jakie zacznie prowadzić będą bardzo mozolne, długie i nieefektowne, bo polegające przede wszystkim na domysłach, poszukiwaniu informacji w dokumentach, prowadzeniu rozmów z kolejnymi osobami.  Aż chwilami można zapomnieć do czego całość dąży, jaki jest cel działań bohatera, co osiągnął dotychczas i co jest jeszcze przed nim.  Co zdarzyło mi się chyba dwukrotnie, gdy pochłonięty słuchaniem rozmowy między bohaterem a nową postacią, straciłem orientację w prowadzonej materii.

Nie można tej produkcji oczywiście odmówić tego, że jest to obraz fantastycznie zagrany.  Gary Oldman jako zamknięty w sobie, samotny agent Smiley, mający dojść do prawdy, odkryć kto jest szpiegiem, jest niezwykle wyrazisty i niesamowicie przyciągający.  Jego postać jest stonowana, spokojna, ale nie nudna, nie pozbawiona wieloznaczności i w jakiś przedziwny sposób intrygująca.  Również inni aktorzy spisali się świetnie.  Czy to zaskakująco zawadiacki Colin Firth, czy pojawiający się najczęściej we wspomnieniach John Hurt jako Kontroler, czy Tom Hardy jako agent operacyjny, którego praca najbardziej przypomina zadania wykonywane przez kogoś, kogo moglibyśmy nazwać agentem.  I chyba właśnie dzięki aktorom w dużej mierze ten obraz chce się oglądać.  Choć jest potwornie wymagający, choć jest niezwykle powolny, to jednak interesuje, w pewien dziwny sposób nie pozwala z siebie zrezygnować.  Niezwykły jest w nim również chłodny klimat tamtych czasów.  Niepewność, zwątpienie, zagrożenie czające się ze wszystkich stron.  Atmosfera tamtych lat aż wylewa się z ekranu, z każdej sceny.  Wielka w tym zasługa świetnych zdjęć Hoyte Van Hoytema, dzięki którym wielokrotnie ma się wrażenie, jakby oglądało się obraz nakręcony nie w obecnych czasach, a kilkadziesiąt lat temu.

"Szpieg" to film przede wszystkim o ludziach.  Ich wyborach, zagubieniu, potwornej samotności, która jest wynikiem zawodu jaki zdecydowali się wykonywać.  To co najbardziej rzuca się w oczy w tej produkcji to to, że pokazuje bohaterów jako zwykłych ludzi.  Przeciętnych, podstarzałych facetów, zmęczonych swoim szarym życiem, wykonujących z dnia na dzień swoją pracę.  Ich życie nie układa się najlepiej, nie ma w nim chyba nic atrakcyjnego, czy pociągającego.  Nie są perfekcyjni, nie są nieomylni.  To zwyczajni ludzie, wykonujący jedynie trochę inną pracę.  Strasznie dziwny to widok, bardzo nie filmowy.  Co czyni z tej produkcji obraz niezbyt efektowny, jakby wyblakły i potwornie chłodny.  Nawet akcje jakie przeprowadzają bohaterowie zdają się być niczym robotą amatorów, szczególnie dla widza przyzwyczajonego do szybkiej akcji, perfekcyjnie przygotowanych zadań, które udają się w ostatniej chwili.  Tu do gry wchodzi prawdziwe życie, nieefektowne, mało spektakularne i przez to jakby koślawe, zwyczajne.  Dlatego też obraz ten zdaje się być nudnawy, bo takie też jest i życie, jakie wiodą bohaterowie.  Nieciekawe, samotne, powolne.  Nieatrakcyjne, bo co może być atrakcyjnego w pracy praktycznie rzecz biorąc biurowej, polegającej na gonieniu za niewidzialnym wrogiem, ograniczającej do minimum zaufanie do kogokolwiek.

Być może moje wrażenie pewnej niekompletności tego obrazu, wynika z tego, że został on zrealizowany na podstawie powieści, a przekład słowa pisanego na obraz wielokrotnie bywa zadaniem wyjątkowo trudnym w realizacji i nieczęsto udanym.  W filmie Tomasa Alfredsona wielokrotnie ma się wrażenie, że poszczególne sceny są jedynie zaznaczeniem tego, co było opisane w książce, że nie są pełne, jakby niedograne do końca.  Są jakby tylko cieniem tego co było opisane w powieści, a w filmie zostały ograniczone do koniecznego minimum.  Choć może takie odczucie jest błędne i wcale tak nie jest?  Może po prostu przerosła mnie ta produkcja i faktycznie, tak jak można o niej przeczytać w zagranicznych recenzjach, ale również i coraz częściej w polskich, jest to arcydzieło, film fenomenalny, genialny w każdym calu?  Mnie on niestety nie porwał.  Niestety ale go nie poczułem.  Choć chciałem się wciągnąć w prowadzoną akcję, nie przeżyłem tego seansu.  Ale i tak cieszę się, że obejrzałem ten film.  Co więcej, nie wiem, czy nie skusiłbym się na ponowny seans.  By znając już mniej więcej tę opowieść, być może bardziej się w nią wgłębić, wyłapać wszystko to, co przegapiłem za pierwszym razem.  Może wtedy moje odczucia co do "Szpiega" byłyby bardziej entuzjastyczne.

czwartek, 01 grudnia 2011, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Alek, *.batory.edu.pl
2011/12/21 08:58:59
Widziałem i nie żałuję, chociaż mam troszkę gorsze odczucia co do tego filmu. "Szpieg" to mocny klimat, powala na kolana scenografią i kostiumami, aktorstwo na wysokim poziomie, chociaż po Oldmanie spodziewałem się czegoś mocniejszego. Niezły Tom Hardy w drugim planie.
Pozdr
-
milczacy_krytyk
2011/12/21 19:56:34
Mi się bardzo podobała gra Oldmana. Spokojny, wyciszony, nieufny, powoli rozwiązujący zagadkę. Niełatwa rola z którą moim zdaniem poradził sobie bardzo dobrze.
Zgadzam się co do Hardy'ego, świetny aktor nam rośnie. Jestem bardzo ciekawy jak wypadnie w najnowszym Batmanie.
Pozdrawiam