Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Grindhouse: Planet Terror

krwawa papka

Grindhouse: Planet TerrorGrindhouse: Planet Terror (2007) USA

reżyseria i scenariusz: Robert Rodriguez
aktorzy: Rose McGowan, Freddy Rodríguez, Michael Biehn, Jeff Fahey, Josh Brolin, Marley Shelton, Naveen Andrews, Stacy Ferguson, Nicky Katt, Hung Nguyen, Quentin Tarantino, Michael Parks, Tom Savini, Carlos Gallardo, Electra Avellan, Elise Avellan, Bruce Willis
muzyka: Graeme Revell, Robert Rodriguez, Carl Thiel
zdjęcia: Robert Rodriguez
montaż: Robert Rodriguez, Ethan Maniquis

 (5/10)

Drugi film ze wspólnej laurki, jaką kilka lat temu Quentin Tarantino i Robert Rodriguez przygotowali kinu Grindhouse, czyli niskobudżetowym produkcjom typu exploitation.  W USA wyświetlany wraz z "Death Proof" jako jeden obraz, przedzielony zwiastunami fikcyjnych filmów, w innych krajach prezentowany jako oddzielna produkcja, co niestety odebrało trochę czaru z tego niezwykłego przedsięwzięcia.  Obraz próbujący oddać ducha tamtych filmów, na czas seansu przenieść widzów w lata siedemdziesiąte i choćby na te kilkadziesiąt minut ożywić martwy obecnie gatunek.  Gatunek filmów źle zagranych, przesadzonych, wulgarnych, chwilami obrzydliwych, wypełnionych po brzegi wymyślną przemocą i nagością.  Sięgających po najbardziej idiotyczne, zboczone wręcz pomysły, by zaszokować i zadowolić publiczność.  „Planet Terror” to obraz specjalnie podniszczony, brzydki, pełen wpadek i dziwacznych pomysłów, bryzgający sztuczną krwią na lewo i prawo.  Jednakże w porównaniu do "Death Proof" znacznie od niego gorszy.

"Planet Terror" to historia mieszkańców pewnego małego miasteczka, które nawiedza plaga zombie, powstałych z nieudanego wojskowego eksperymentu.  Opowieść o grupce przypadkowych ludzi, którzy muszą walczyć o swoje życie.  Jedną z bohaterek jest tancerka go-go Cherry, która zaatakowana pewnej nocy przez wygłodniałe żywe trupy, traci jedną nogę.  Na jej miejsce zamontowuje wkrótce karabin maszynowy.  Pomysł dziwaczny, a twórcy robią wszystko by tylko jeszcze bardziej udziwnić swój film.  Cięty montaż, brzydki obraz, liczne zanieczyszczenia na taśmie, rozjeżdżający się dźwięk, czy zmieniające się kolory to norma.  W pewnej chwili brakuje nawet jednaj ze scen, o czym informuje nas konkretny napis z przeprosinami od kierowników kina.  Dziwne jest jednak tylko to, że te liczne efekty podniszczenia, pojawiają się w większej ilości w scenach niewygodnych dla współczesnego widza, czyli tych bardziej brutalnych i mocniej rozebranych.  Wtedy obraz zaczyna wariować, ucina się, rozjeżdża, robi wszystko tylko by być jak najbardziej niewyraźnym.  Natomiast gdy akcja zwalnia, całość wraca do względnej normy.  Niestety jednak między tymi najbardziej ekscytującymi, zwariowanymi momentami, nie dzieje się tu nic.  Film Rodrigueza jest za wolny, za bardzo przegadany, po prostu nudny.  Wszystkie te wypełniacze między odjechanymi scenami najchętniej by się jak najszybciej przewinęło.

I tu właśnie wyraźne widać dlaczego "Death Proof" był tak udanym obrazem, a „Planet Terror” ogląda się dosyć ciężko.  Tarantino potrafił bowiem bardzo prostą, w większości przegadaną historyjkę o niczym, przełożyć na interesujące, wciągające i emocjonujące kino, w którym nawet jeśli bohaterowie w nieskończoność pletli od rzeczy, nic się nie działo (a nie działo się bardzo często), to jednak oglądało się tamten obraz z wielkim zainteresowaniem, czekając na to co nastąpi za chwilę.  Rodriguez niestety nie posiada takiego talentu do pisania błyskotliwych dialogów i jego film zawodzi przy każdym spowolnieniu akcji, a tych niestety jest wiele.  Nie czuć przez to w tej produkcji lekkości, takiej nieskrępowanej zabawy kinem.  I choć "Planet Terror" jest chyba bliższy kinu Grindhouse, to jednak czerpie się z niego zdecydowanie mniej frajdy niż z obrazu Tarantino.  Zdecydowanie najlepsza jest w nim końcówka, w której główna bohaterka zakłada strzelającą sztuczną nogę (szkoda, że dopiero pod sam koniec tej historyjki) oraz prolog z fantastycznym motywem przewodnim, napisanym przez samego reżysera.

wtorek, 20 grudnia 2011, milczacy_krytyk
Tagi: akcja horror

Polecane wpisy

Komentarze
peckinpah
2011/12/21 09:16:49
@ "Film Rodrigueza jest za wolny, za bardzo przegadany, po prostu nudny".

Myślę, że jednak bardziej przegadany i nudny jest "Death Proof" Tarantino. "Planet Terror" jest lepszy właśnie dlatego, że jest bliższy stylistyce i tematyce filmom grindhouse'owym.
-
milczacy_krytyk
2011/12/21 20:01:23
Tak "Death Proof" jest potwornie przegadany, ale Tarantino potrafił te rozmowy totalnie o niczym napisać i sfilmować w taki sposób, że ogląda się je bez chwili znużenia. U Rodrigueza dialogów jest zdecydowanie mniej, ale wszystkie są tak potwornie nudne i bezsensowne, że miałem ochotę je jak najszybciej przewinąć.

I tak, "Planet Terror" jest bliższy tamtej stylistyce, ale jako film, który ma oferować przede wszystkim rozrywkę, zawodzi i to bardzo. Strasznie się na nim wynudziłem. Dlatego zdecydowanie bardziej wolę "Death Proof", który z wielką chęcią obejrzałbym jeszcze raz.

Pozdrawiam
-
countersv
2011/12/22 14:21:50
Każdy film Tarantino jest przegadany. A w zasadzie nie tyle przegadany, co po prostu jest w nim dużo dialogów. Tarantino ma unikalny słuch do rozmów, pieprzenie o dupie maryni staje się u niego epicką rozmową, powtarzaną później w rozmowach w towarzystwie. Tak było w przypadku Pulp Fiction, tak było w przypadku Bękartów Wojny i każdego innego filmu. U Tarantino to akcja jest tłem do dialogów, a nie odwrotnie.
Rzeczywiście stylistycznie do grindhouse'u bliżej filmowi Rodrigueza, ale to Tarantino ponownie odkrył ten gatunek i pokazał go w nowoczesnej postaci, nawiązując tylko duchem, stylem i różnymi drobnymi smaczkami do tamtych produkcji. Rodriguez zwyczajnie zakopał się w obrzydliwościach, sprowadzając rzecz do absurdu, co nie wyszło Planecie Terroru na dobre.
-
milczacy_krytyk
2011/12/22 14:46:59
Podpisuję się pod tym co napisałeś, bo dokładnie takie samo zdanie mam na temat tych dwóch filmów ;)
Pozdrawiam
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/12/22 15:56:16
W "Pulp Fiction" i "Bękartach wojny" dialogi świetnie charakteryzowały bohaterów i zupełnie nie przeszkadzały opowiadanej historii, ale w filmach "Kill Bill" i "Death Proof" mnie irytowały i odniosłem wrażenie, że zostały wciśnięte na siłę. W filmie "Death Proof" najbardziej podobała mi się finałowa scena pościgu samochodowego - jest naprawdę świetnie zrealizowana i tylko dla tej sceny mogę obejrzeć ten film jeszcze raz.
Pozdrawiam.
-
countersv
2011/12/22 16:04:43
Nawet Tarantino nie jest w stanie za każdym razem przygotować dzieła idealnego. I tak udało mu się to więcej razy niż znakomitej większości innych reżyserów. Właśnie dlatego, że dialogi w Pulp Fiction i Bękartach są takie jak trzeba, te filmy stały się kultowe. A inne nie, bo cienka jest linia między perfekcyjnym wyważeniem, a przynudzaniem i inne produkcje tego reżysera czasem przynudzają.
-
peckinpah
2011/12/22 20:56:10
Kolejnym filmem Tarantino ma być spaghetti western "Django Unchained". Spaghetti westerny to gatunek, który cechuje się raczej minimalną ilością dialogów, więc jestem ciekaw jak Tarantino z tego wybrnie :)

PS. Ten niepodpisany komentarz jest mój :)
-
milczacy_krytyk
2011/12/24 01:17:19
do peckinpah:
A widzisz, a dla mnie np. finał był za bardzo przedłużony i gdyby trwał o kilka minut krócej wcale bym się nie obraził. A co do dialogów, to kwestia gustu i trochę też pewnie chwili w jakiej oglądamy dany film. W "Death Proof" jest sporo fantastycznych kwestii, może nie aż tak rewelacyjnych jak chociażby w "Bękartach wojny" ale tak jak napisał countersv nie ma możliwości by każdy kolejny film był równie genialny. "Death Proof" jest słabszy niż inne filmy Tarantino, choć i tak prezentuje bardzo wysoki poziom.

Pozdrawiam
-
milczacy_krytyk
2011/12/24 01:19:29
do countersv:
Nie powiedziałby aż, że przynudzają. Po prostu nie są tak zachwycająco genialne jak inne. Tak jak napisałeś, nikt tak jak Tarantino nie potrafi ględzenia o dupie Maryni napisać w tak interesujący i zajmujący sposób.

Pozdrawiam