Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Immortals. Bogowie i herosi

Łuk Epirusa

Immortals. Bogowie i herosiImmortals. Bogowie i herosi (2011) USA

reżyseria: Tarsem Singh
scenariusz: Vlas Parlapanides, Charley Parlapanides
aktorzy: Henry Cavill, Mickey Rourke, Stephen Dorff, Freida Pinto, Luke Evans, John Hurt, Joseph Morgan, Anne Day-Jones, Greg Bryk, Alan Van Sprang, Peter Stebbings, Daniel Sharman, Isabel Lucas, Kellan Lutz, Steve Byers, Stephen McHattie, Matthew G. Taylor, Romano Orzari, Corey Sevier
muzyka: Trevor Morris
zdjęcia: Brendan Galvin
montaż: Stuart Levy, Wyatt Jones

 (6/10)

Dzięki takim filmom jak "Immortals. Bogowie i herosi" jeszcze bardziej można docenić sztukę, jaka kilka lat temu udała się Zackowi Snyderowi, gdy przenosił na wielki ekran komiks "300" Franka Millera.  Zadanie teoretycznie niemożliwe do wykonania, projekt zbyt wystylizowany i napompowany, by dało się go z przyjemnością oglądać, który się jednak udał i to znakomicie, co teraz przy okazji premiery filmu Tarsema Singha, widać jeszcze wyraźniej.  Bo "300" było filmem wielkim, mocnym, wizualnie oszałamiającym, ale również emocjonującym i bliskim.  Tego samego o tej produkcji powiedzieć już niestety nie można.  Bo choć twórcy "Immortals" idą na całość jeśli chodzi o przepych i wygląd swojej produkcji - niektóre sceny wyglądają w niej wprost przecudownie - to ich film pozostaje jednak jedynie ładnym świecidełkiem, niczym więcej.  To przyciągające wzrok, pozłacane widowisko, ale strasznie puste od środka.  Przez to nudnawe, nijakie i w większości nieciekawe.  Brakuje w nim tego czegoś, takiej wewnętrznej iskry, która angażowałaby nas w opowiadaną historię, przyciągała do ekranu.  Choć może w tym momencie wymagam od niego zbyt wiele?  Faktem jest, że produkcja ta nie jest tak zła, jak mogłaby być i da się ją spokojnie obejrzeć, bez narastającego poirytowania, co samo w sobie można uznać za swego rodzaju osiągnięcie.  Aktorzy grają całkiem dobrze, a i dialogi nie są najgorsze i nie cierpną od nich uszy.

Ogólnie jednak trochę ciężko ugryźć ten film.  Niby nie jest zły, niby można go spokojnie obejrzeć, bez narastającego bólu głowy, lub ciągłego załamywania rąk, ale jednak jako obraz mający przede wszystkim zapewnić rozrywkę, sprawdza się raczej kiepskawo.  Być może dlatego, że tak naprawdę mało co się w nim dzieje.  Ciągle ma się bowiem wrażenie, że prawdziwa akcja, główne wydarzenia, dopiero nadejdą, że całość się dopiero rozwinie.  Bo nawet w tych szybszych scenach, momentach przyspieszonej akcji, brakuje takiej kropki nad i, brakuje zwieńczenia kolejnych scen, przez które byłyby one w pełni satysfakcjonujące, dzięki którym śledzilibyśmy tę opowieść z zapartym tchem.  Niby jest widowiskowo, niby na ekranie panuje jakiś ruch, ale tego nie czuć.  Ta energia zawarta na ekranie, nie przenosi się na publiczność, nie potrafi się wyzwolić.  Poza tym "Immortals" to obraz zdecydowanie za bardzo przegadany, sporo się w nim mówi o różnych sprawach, ale mało z tego tak naprawdę wynika.  Mówi się wiele o mitycznym łuku, ale w akcji widzimy go może ze trzy razy, mówi się tyle o planie króla Hyperiona (niezły Rourke), ale jest on tak prosty, że można go streścić w jednym zdaniu.  I tak jest niestety przez cały seans.  Nam pozostaje jedynie czekać na właściwe rozwinięcie, które wciąż gdzieś ucieka, gdzieś się kryje i nadchodzi dopiero w samej końcówce.  To właśnie dopiero ostatnia potyczka - ale tylko ta z udziałem bogów - jest w pełni udana.  Wielka, efektowa, szybka i ciekawa.

Jednak zanim obraz ten dotoczy się do tego wielkiego finału, musimy się razem z bohaterami jakoś przetułać przez kolejne miejsca, przemęczyć przez mało potrzebne i niewiele wnoszące do akcji przerywniki, które mają na celu jeszcze silniej unaocznić to co oczywiste jest od samego początku.  Jak złym, bezwzględnym i zdolnym do wszystkiego człowiekiem jest Hyperion, jak bardzo utalentowanym mężczyzną jest wybrany przez bogów Tezeusz, oraz jak nieomylnie przewidująca jest piękna Wyrocznia.  Tak przesuwamy się od sceny o sceny, które mają przedstawić nam tylko bohaterów w odpowiednim świetle, pożegnać mało znaczące postaci drugoplanowe i dobrnąć wreszcie jakoś do końcówki.  A gdy ta wreszcie nadchodzi, nie cieszy niestety już tak jak powinna.  Choć trzeba przyznać, że się twórcom udała i jest najjaśniejszym punktem tego obrazu.  Złote zbroje świecą w ciemności, atakujący poruszają się nadnaturalnie szybko, ofiary upadają nienaturalnie wolno, a dookoła latają odcięte ręce, nogi, głowy, części ciał oraz bryzgająca na wszystkie strony krew.  Bardzo widowiskowy to obrazek, wreszcie w pełni korzystający z możliwości trójwymiaru, który przez cały seans jest niestety szczątkowy i prawie niezauważalny.  Obrazek również wyjątkowo brutalny.  Aż dziwne, że produkcji tej przyznano "jedynie" kategorię R, bo niektóre sceny, nawet jak na takie widowisko, bywają całkiem szokujące i odważne.

czwartek, 17 listopada 2011, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
countersv
2011/11/18 08:49:57
No to jest niestety problem z filmami Singha. Jego wizje artystyczne są ukazane mistrzowsko. Każda klatka, każdy kadr to dzieło sztuki, które może być wystawiane w dowolnej galerii. Dwa jego poprzednie filmy to prawdziwa uczta dla oczu, tam każdy element dekoracji jest specjalnie dopasowany i nic nie dzieje się bez powodu.
Niestety nawet skupiając się na wrażeniach estetycznych i zachwycając kolejnymi scenami nie da się w ogólnie nie zwracać uwagę na fabułę, a tu już filmy Singha niestety wiele nie oferują, przynajmniej poprzednie dwa, bo Immortals nie widziałem, ale czytam u Ciebie, że jest podobnie.
Może specjalnie dla Singha powinno się wprowadzić stanowisko reżysera artystycznego, który będzie odpowiadał za wszelkie dekoracje i reżyserię wizualną, natomiast obok będzie drugi reżyser, pilnujący, żeby Tarsem za bardzo nie zapędzał się w swoich wizjach i nie robił sztuki dla sztuki, tylko żeby rzeczywiście był w stanie opowiedzieć ciekawą historię.
-
2011/11/20 11:56:38
Film wg mnie całkiem oglądalny i dobrze zrealizowany.tylko ten Cavill jakoś mnie nie przekonał.
-
milczacy_krytyk
2011/11/20 15:08:08
do countersv
Dopiero teraz, po Twoim komentarzu, sprawdziłem jakie inne filmy ma na koncie Singh i ze zdziwieniem zobaczyłem, że "Celę" oraz "The Fall". No to teraz stało się już wszystko jasne, dlaczego "Immortals" wygląda tak jak wygląda.
Wydaje mi się, że wystarczyłby po prostu porządny scenariusz ;)
Pozdrawiam
-
milczacy_krytyk
2011/11/20 15:09:54
do michal.broniszewski
Tak, to prawda, oglądalny, ale wg mnie za mało rozrywkowy i zupełnie nie porywający. To trochę mało.
Mnie również jakoś nie przekonał, ale może w "Supermanie" wypadnie lepiej.
Pozdrawiam