Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Contagion - Epidemia strachu

forsycja

Contagion - epidemia strachuContagion - Epidemia strachu (2011) USA, Zjednoczone Emiraty Arabskie Jedenastki 2011 - Najlepszy Soundtrack

reżyseria: Steven Soderbergh
scenariusz: Scott Z. Burns
aktorzy: Marion Cotillard, Matt Damon, Laurence Fishburne, Jude Law, Gwyneth Paltrow, Kate Winslet, Bryan Cranston, Jennifer Ehle, Chin Han, John Hawkes, Sanaa Lathan, Demetri Martin, Anna Jacoby-Heron, Elliott Gould, Enrico Colantoni, Larry Clarke, Armin Rohde, Monique Gabriela Curnen
muzyka: Cliff Martinez
zdjęcia: Steven Soderbergh
montaż: Stephen Mirrione

 (7=/10)

Ten film spisuje się świetnie jako informacja poglądowa.  Przypomnienie, ostrzeżenie, unaocznienie.  Zwraca uwagę na rzeczy, z których nie do końca zdajemy sobie sprawę, które w zabieganej codzienności uchodzą naszym oczom, a zdecydowanie nie powinny.  Bo kto by pomyślał, że tylko w ciągu jednego dnia dotykamy swojej twarzy ponad dwa tysiące razy, ułatwiając wszelakiego rodzaju mikrobom dojście do naszego organizmu?  W międzyczasie mamy jeszcze kontakt z przekaźnikami czyli klamkami od drzwi, poręczami, zwykłymi przedmiotami, które dotykają również inne osoby, zostawiając na nich swój ślad, tworząc tym samym błyskawiczną, trudną do wyśledzenia drogę dla wirusów, bakterii.  I takie zwrócenie uwagi na to niewidzialne zagrożenie, udaje się filmowi Soderbergha perfekcyjnie.  Jego obraz zwiększa naszą świadomość, otwiera nam oczy, uwidacznia to co niewidzialne, wręcz zmusza by od razu, po zakończonym seansie, czym prędzej pobiec do toalety i dokładnie umyć swoje ręce.  By zastosować się do kilku wskazówek, pojawiających się w trakcie seansu.

 

„Epidemia strachu” to obraz podsuwający pewne wątpliwości, nie mówiący wprost, ale spoglądający krytycznym okiem na przemysł farmaceutyczny.  Który jest czystym biznesem, wykorzystującym nadarzające się okazje.  A jaka może być większa okazja, niż światowa epidemia, rozprzestrzeniająca się w błyskawicznym tempie po kolejnych kontynentach?  To film sugerujący, że potencjalne miliony zarobione na szerzącej się epidemii będą (są) znacznie ważniejsze od milionów ludzkich istnień.  Bo przemysł ten, jak każdy inny, kieruje się przede wszystkim chęcią zysku, korzyściami finansowymi.  Jest zależny, skomplikowany,  stojący w poprzek innych, alternatywnych sposobów leczenia, odrzucających nowoczesną medycynę, zwracających się w kierunku tradycji, natury.  Wychodzący z założenia, że skoro nie można na czymś wystarczająco dobrze zarobić, to nie może być to skuteczne.  Stąd też orędowników alternatywy najlepiej byłoby jak najszybciej uciszyć, by nie przeszkadzali, nie podsuwali wątpliwości.

"Contagion" to film rozpoczynający się niezwykle szybko i bardzo mocno.  W ciągu zaledwie kilku pierwszych minut, na naszych oczach, umiera pierwsza osoba.  I to nie byle jaka, bo grana przez Gwyneth Paltrow kobieta, która właśnie co wróciła z biznesowej podróży z Hong Kongu.  I nie jest to wcale spoiler, bo o tym, co się z nią stanie, informował nas już bardzo dobry zwiastun.  Jednak, dosłownie chwilę później, umiera ktoś jeszcze.  Ktoś zdecydowanie bardziej nietykalny w amerykańskich produkcjach: dziecko.  I to już jest nie lada szok, bo takie sytuacje w kinie nieczęsto mają miejsce.  W dalszej części filmu, umierają kolejne osoby i tak naprawdę nikt nie może czuć się bezpieczny.  Reżyser tym pierwszym zgonem, daje nam jasno do zrozumienia, że każdy może się zarazić.  Choć obsada jest tu naprawdę imponująca, prawie każdą postać gra rozpoznawalny aktor, ale gdy wejdzie już w kontakt z wirusem, wkrótce zniknie z ekranu.  Bez znaczenia, jak znane nazwisko nosi. 

 

Szkoda jednak, że po tak dobrym rozpoczęciu, obraz ten coraz bardziej się rozmywa.  Aby pokazać postawę przemysłu farmaceutycznego, kolejnych organizacji, a także rządu, szybko (już tak gdzieś w połowie seansu) na horyzoncie pojawia się możliwe wybawienie -  szczepionka.  I dokładnie wtedy całe napięcie drastycznie siada.  Bo tak jak początkowy strach o to co przyniesie przyszłość, widmo paniki i zagłady, świetnie podkręcały napięcie, tak późniejsza, co prawda daleka, ale jednak, istniejąca szansa ratunku powoduje, że kolejne wydarzenia nie są już tak emocjonujące.  Źle oddziałuje na ten obraz również globalny zasięg rozgrywającej sie akcji.  Z jednej strony dzięki takiemu całościowemu spojrzeniu, otrzymujemy obraz tego co dzieje się w wielu miejscach na świecie, śledząc kolejne postaci i ich losy.  Ale właśnie przez to, obraz ten coraz mocniej oddala się od osobistych dramatów.  Kolejne zgony nie są już tak szokujące, historia przestaje być bliska.  Co prawda nadal jest ciekawa, ale daleko jej do początkowego napięcia.

Niezbyt dobrze wypada w tym obrazie również zakończenie.  Jak na taki film, zdecydowanie zbyt optymistyczne, lekkie, za bardzo ugrzecznione.  Zupełnie jakby zostało wyjęte z trochę innego obrazu, a nie z produkcji opowiadającej o epidemii wirusa, na który umierają miliony ludzi na całym świecie.  Szczególnie razi scena rozgrywająca się wieczorem w domu bohatera, którego gra Matt Damon.  Cały film niestety bardzo mocno podąża za standardowym schematem charakterystycznym dla tego typu produkcji, składającym się z kilku faz: zakażenie, rozprzestrzeniający się wirus, obserwacja zachowań społeczeństwa, poszukiwania szczepionki, dzięki której trochę później, niż prędzej, udaje się opanować sytuację.  Szkoda, że Soderbergh nie zdecydował się na zerwanie z tym schematem, na pójście trochę inną drogą.  Kłopotliwe dla reżysera okazuje się również tak szerokie spojrzenie na zaistniałą sytuację.  Nie udaje mu się bowiem pozamykać wszystkich wątków: niektóre co prawda całkiem zgrabnie kończy, inne jednak zostawia samym sobie, jakby o nich zupełnie zapominając.

 

To, co najlepsze można powiedzieć o tym obrazie, to to, że jest… interesujący.  Tylko tyle i aż tyle.  To wieloosobowe spojrzenie na hipotetyczną sytuację.  Taki żywy eksperyment, symulacja, ukazująca co by było gdyby.  Wykonana jednak w niezbyt szczegółowym zakresie, wyciągająca i skupiająca się jedynie na pewnych aspektach takiej sytuacji.  Historia opowiedziana ze sporym dystansem, chłodna, jakby wycofana.  Przedstawiająca kolejne wydarzenia jakby z oddali, bez przesadnych emocji, dramatyzowania.  By uniknąć zbyt laboratoryjnego i zimnego klimatu, z pomocą przychodzi całe szczęście świetna muzyka Cliffa Martineza - bardzo dobry rok dla tego kompozytora.  Proste brzmienia, rytmiczne melodie, nieskomplikowane zapętlające się elektroniczne motywy, które zapamiętuje się w mig i które świetnie podkręcają ten bardzo spokojny obraz.  Dzięki muzyce nawet najnudniejsze momenty, najbardziej spokojne chwile nabierają odpowiedniego charakteru, zyskują wiele.  Świetny soundtrack.

sobota, 29 października 2011, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
agna83
2011/10/30 17:47:00
Czaję się na filmów z różnych powodów - i tych płytkich i tych czysto filmowych. Twoja recenzja trochę mnie uspokoiła. Taki natłok nazwisk zazwyczaj wzbudza podejrzenia co do jakości filmu. Łatwiej chyba wcisnąć chwytające nazwiska niż dopracować scenariusz.

Lubię interesujące filmy, więc na razie mi wystarczy.
-
milczacy_krytyk
2011/10/31 00:57:07
Różnie to bywa, czasem taki natłok znanych aktorów w jednym filmie, świadczy o tym, jak dobre będzie to dzieło, czasem jest ogromną zagadką, gdy okazuje się, że film był kiepski i nie wiadomo za bardzo jak udało się nakłonić tyle znanych osób, do występu w takiej produkcji. Tym razem jest tak gdzieś po środku, ale raczej bliżej tej pierwszej sytuacji.
Pozdrawiam
-
Gość: Alek, *.batory.edu.pl
2011/11/03 14:21:06
"Contagion" to świetnie zrobione kino moim zdaniem. Uporządkowane, przemyślane, świetnie się ogląda. No i naprawdę mocny Jude Law w roli drugoplanowej :)
Pozdrawiam
-
Gość: krotkoofolmie, *.sileman.net.pl
2011/11/04 21:29:57
Jeśli mycie rąk ma się odbyć w publicznej toalecie, polecam otwieranie drzwi za pomocą buta. Dotknięcie klamki może być gorsze od samej wizyty...
Pierwsze słyszę o tym filmie, chętnie zobaczę.
-
milczacy_krytyk
2011/11/06 19:38:45
do Alek
To prawda, Jude Law, bardzo dobrze wypadł w swojej roli. Jedna z najmocniejszych postaci w tym filmie. Tylko co on ma z tymi zębami?? :o

krotkoofilmie
Tak też najczęściej robię ;)
Zaskoczyłeś mnie tym, że nie słyszałeś o tym filmie. W multiplexach od kilku miesięcy co chwila lecą zwiastuny go reklamujące, już nawet nie wiem ile razy je widziałem.

Pozdrawiam
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/11/06 20:34:13
Nie pamieta ktos czasem nazwy tego co jude law uznal za skuteczne lekarstwo?
-
milczacy_krytyk
2011/11/06 20:52:47
!! Spoiler !!

Jest w tytule notki - forsycja ;)
Pozdrawiam