Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
O północy w Paryżu

in love with a fantasy

O północy w ParyżuO północy w Paryżu (2011) Hiszpania, USA

reżyseria i scenariusz: Woody Allen
aktorzy: Rachel McAdams, Owen Wilson, Marion Cotillard, Adrien Brody, Michael Sheen, Carla Bruni, Kathy Bates, Léa Seydoux, Gad Elmaleh, Alison Pill, Tom Hiddleston, Kurt Fuller, Mimi Kennedy, Corey Stoll, Nina Arianda, David Lowe, Daniel Lundh, Sonia Rolland, Marcial Di Fonzo Bo, Adrien de Van, Yves Heck, Yves-Antoine Spoto, François Rostain, Laurent Claret, Emmanuelle Uzan, Olivier Rabourdin,
zdjęcia: Darius Khondji, Johanne Debas
montaż: Alisa Lepselter

 (8/10)

Woody Allen kontynuuje rozpoczęte kilka lat temu sporządzanie pocztówek znanym europejskim metropoliom.  Po Londynie, Barcelonie przyszedł czas na Paryż - miasto zakochanych i marzeń, jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie.  I trzeba powiedzieć, że wizyta nowojorskiego reżysera bardzo się udała, bo „O północy w Paryżu” jest najładniejszą pocztówką ze wszystkich, jakie przygotował w ostatnich kilku latach.  To bardzo zgrabna, dowcipna, nieprzegadana i ładnie spuentowana opowiastka, której udaje się choć trochę uchwycić czar tego niezwykłego miasta.  Pozbawiona okropnego narratora, niepotrzebnie odzywającego się zza kadru, oraz irytującego zwracania się bohaterów wprost do kamery.  Przez to najbardziej filmowa z ostatnich stworzonych laurek, ale jednocześnie najbardziej baśniowa, fantazyjna i sentymentalna.  Rozpoczynająca się dość powoli, w trochę nudny, zbyt omówiony sposób, ale całe szczęście później coraz bardziej się rozkręcająca, z każdą kolejną minutą coraz lepsza.  Choć mam wrażenie, nadal przeznaczona przede wszystkim dla tych, którzy kino Allena lubią, lub wręcz uwielbiają, bo zbudowana w typowy dla tego reżysera sposób, posiadająca zalety jak i wady jego poprzednich filmów, przez co może okazać się nie do przejścia, dla tych widzów, którym do gustu nie przypadły poprzednie laurki.

„O północy w Paryżu” to urocza, ciepła opowieść o tęsknocie za czasami, które dawno już minęły, za przeszłością, która teraz wydaje się być wyjątkowo piękna i urzekająca.  A jest taka, bo jest tak odległa, w wyobraźni bardziej perfekcyjna od teraźniejszości, nudnej rzeczywistości.  Bo jak zgrabnie pokazuje reżyser, tęsknota za minionymi czasami rozciąga się w nieskończoność.  Bo każde czasy ze względu na swoją teraźniejszość wydają się być niedoskonałe.  Trwając stają się życiem, które z natury jest ułomne, nudnawe.  Pociągające jest natomiast to, co było kiedyś.  Jednakże tylko jako wyobrażenie, bo to zawsze jest piękne.  Bo tak naprawdę nie istnieje coś takiego jak idealny czas, perfekcyjna epoka.  Bo każda, w momencie gdy trwa, wydaje się gorsza niż poprzednia, bo wszędzie dobrze gdzie nas nie ma.  A gdy bardziej się przyjrzeć, na chwilę zatrzymać, zauważy się, że czasy w których przyszło nam żyć są również perfekcyjne, na swój nietypowy, unikalny dla siebie sposób.  I wkrótce przyszłe pokolenia będą również za nimi wzdychać z rozmarzeniem, bo taka jest kolej rzeczy. Dobrze jednak zdać sobie z tego sprawę odpowiednio wcześnie, a nie żyć przeszłością, bo życie ma to do siebie, że mija stanowczo za szybko. 

Taką małą, skromną myśl prezentuje nam Allen w swoim najnowszym filmie i właśnie tego najbardziej brakowało mi w jego poprzednich produkcjach.  Pewnej głównej myśli, można by rzec po prostu morału, który spinałby całą opowieść ładnym podsumowaniem.  I choć nie jest to oczywiście wniosek wielce odkrywczy, czy zaskakujący, bo już od pierwszych zdań przewija się w rozmowach jakie między sobą prowadzą bohaterowie, to jednak nie jest to myśl głupia, a dla niektórych pewnie będzie nawet i warta zapamiętania.  Poprzednie produkcje nowojorczyka portretowały wyłącznie nietypowych bohaterów, uchwycały pewne ludzkie postawy, przy okazji ładnie przedstawiając same miasta, w których rozgrywały się dane opowieści, ale tak naprawdę nic wielkiego na dobrą sprawę nie mówiły.  Ani o życiu, ani o ludziach, pozostając jedynie tylko pewnym jego przedstawieniem, niedyskretnym spojrzeniem, które nierzadko zostawiało widzów niestety z niczym.  Tu jest co wspomnieć i o czym pomyśleć, gdy pierwsze napisy zaczną pojawiać się na czarnym tle, co czyni z tego filmu rozrywkę zdecydowanie mniej jednorazową i bardziej wartą zapamiętania, niż ostatnie produkcje Allena.

"O północy w Paryżu" to obrazek świetnie zagrany i fantastycznie obsadzony.  Chyba najgorzej wypada niestety Owen Wilson, który w moim odczuciu w bardzo nienaturalny i niezwykle wymuszony sposób próbuje oddać neurotyczną naturę swojego bohatera, wcielając się w młodszą wersję Allenowskich postaci, co wypada niestety dość karykaturalnie i nieprzekonująco.  Pozostali aktorzy spisali się za to bez zarzutu, a najciekawiej wypadają ci drugoplanowi, wcielający się w znane postacie, żyjące w latach dwudziestych XX wieku.  Te krótkie występy to istne perełki.  Intrygujące, bezbłędne, zabawne.  Wymieniać można by długo, bo co nie postać, to mały koncert, popis umiejętności aktorskich.  Świetny jest Corey Stoll jako Hemingway, fantastyczni Alison Pill i Tom Hiddleston jako Zelda i F. Scott Fitzgeraldowie, świetna Kathy Bates jako Gertrude Stein, ale chyba i tak najlepiej z nich wszystkich wypada Adrien Brody jako Salvador Dalí.  Perfekcyjny występ.  Właśnie dzięki obecności sławnych postaci, tak świetnie zagranych przez aktorów, ta opowiastka jest chwilami tak urocza i rozweselająca.  Jej zabawność wynika również z samego przeniesienia teraźniejszego człowieka do czasów, które zawsze go fascynowały.  Wtedy zaczyna poznawać odwiedzaną epokę oraz niezwykle barwne i wielokrotnie zaskakujące osoby w niej żyjące.  A nabytą w przeszłości wiedzę, wykorzystuje do zawstydzania teraźniejszych, co również wychodzi bardzo zabawnie.

czwartek, 01 września 2011, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: krotkoofolmie, *.sileman.net.pl
2011/09/01 21:34:43
Do filmów Allena, nie jestem przekonany, nie łapie tej całej otoczki nad jego filmami. Za to recenzja pierwsza klasa, umiejętnie bawisz się w psychologa. Fajnie ująłeś co autor miał na myśli.
-
Gość: Jerry MG, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/09/02 11:18:04
Banalne jest to ciągłe krytykowanie Owena Wilsona. Przecież on gra tak jak młody Woody Allen, który także nigdy nie był wybitnym aktorem
-
milczacy_krytyk
2011/09/02 14:41:19
do Jerry MG
Ciągłe krytykowanie? A to ciekawe, bo jak na razie wszystkie opinie jakie czytałem na jego temat, były co najmniej pozytywne.
Tak, gra jak Allen i to jest oczywiste już po obejrzeniu samego zwiastuna, ale właśnie w tym tkwi problem, bo źle czuje się w takiej roli i wypada jak dla mnie potwornie nienaturalnie. Dla przykładu Larry David, który dwa lata temu zagrał u Allena również taką neurotyczną postać wypadł fantastycznie, bo po drodze było mu z takim bohaterem. Nie potrafię sobie wyobrazić by Wilson zachowywał się tak jak w "O północy w Paryżu", stąd ta krytyka.
Pozdrawiam
-
Gość: Alek, *.dynamic.gprs.plus.pl
2011/09/13 07:32:22
Właśnie sam zrecenzowałem. Naprawdę "O północy w Paryżu" to film dobry i, co u Allena rzadkie, refleksyjny. Ogląda się go świetnie - dobre dialogi i nieźli aktorzy.
A już epizod Brody'ego! Świetny!
Pozdrawiam
-
milczacy_krytyk
2011/09/15 21:05:13
Tak, epizod Brody'ego fantastyczny. Chyba najlepszy ze wszystkich jakimi zaskoczył nas ten film.
Pozdrawiam