Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Kowboje i obcy

nowoczesny western

Kowboje i obcyKowboje i obcy (2011) USA

reżyseria: Jon Favreau
scenariusz: Mark Fergus, Hawk Ostby, Roberto Orci, Alex Kurtzman, Damon Lindelof
aktorzy: Daniel Craig, Harrison Ford, Olivia Wilde, Sam Rockwell, Adam Beach, Paul Dano, Noah Ringer, Abigail Spencer, Buck Taylor, Matthew Taylor, Cooper Taylor, Clancy Brown, Chris Browning, Ana de la Reguera, Keith Carradine, Brendan Wayne, Gavin Grazer, Toby Huss, David Midthunder, Raoul Trujillo
muzyka: Harry Gregson-Williams
zdjęcia: Matthew Libatique
montaż: Dan Lebental, Jim May

na podstawie: komiksu Scotta Mitchella Rosenberga

 (7/10)

"Kowboje i obcy" będą chyba największą finansową porażką ze wszystkich tegorocznych filmów typowo rozrywkowych.  To ciekawe, bo obraz ten posiada wszystko, co wymagane jest, by stać się letnim hitem i zawojować box-office.  Są tu i znane i lubiane nazwiska w obsadzie, jest i reżyser, który ma na koncie przynajmniej jeden bardzo dobry film rozrywkowy, a jego inne produkcje zarobiły swego czasu sporo w zagranicznych kasach kin.  Ma również scenarzystów, którzy napisali w przeszłości kilka wakacyjnych hitów i wiedzą już bardziej niż mniej, jak przygotować tego typu kino.  Co więcej historia nie jest tu wymyślana od początku, bo ma oparcie w komiksie, czyli już raz sprawdzonej i przemyślanej opowieści, co jest pewnego rodzaju ułatwieniem.  Być może problemem okazał się być więc sam pomysł na tą produkcję.  Zbyt odważny, za bardzo dziwaczny, na pierwszy rzut oka wręcz idiotyczny.  No bo komu przyszłoby do głowy by wrzucić kosmitów w świat Dzikiego Zachodu?  Toż to istne wariactwo.  Szkoda, że więcej osób nie uwierzyło w ten zakręcony pomysł i nie wybrało się do kin, bo obraz Favreau to fajne, sprawnie nakręcone kino, które co prawda nie zostaje na długo w pamięci, ale które ogląda się całkiem przyjemnie.

  

Całość zaczyna się od niewielkiej zagadki, kim jest nieznajomy, którego poznajemy w pierwszej scenie, gdy budzi się leżąc pośrodku przysłowiowego nigdzie, ranny, z dziwnym urządzeniem przymocowanym do lewej ręki.  Na kilka pytań takich jak: skąd się ono wzięło, kim jest kobieta uwieczniona na zdjęciu, które leży przy mężczyźnie i jeszcze kilka innych, nie trudno jest jednak znaleźć odpowiedzi.  Z resztą twórcy sami dość szybko odkrywają przed nami kolejne tajemnice, jakby zdając sobie sprawę z tego, że nie są to zagadki nie do odgadnięcia i trzymanie ich dla siebie na dłuższą metę nie ma sensu, bo i tak sami się ich szybko domyślimy.  Twórcom od początku bardzo dobrze udaje się budować klimat tajemnicy, niewiadomej, pewnego zagrożenia, które jak się wkrótce okaże (dosłownie) wisi w powietrzu.  Nie wiadomo kto jest kim, czy spotkane osoby będą wrogami czy sojusznikami, jakie mają intencje.  W budowaniu tej świetnej atmosfery bardzo pomagają muzyka (całkiem dobry soundtrack Harry Gregsona-Williamsa z ładnie brzmiącym motywem przewodnim) oraz zdjęcia (mistrz Matthew Libatique znów nie zawiódł).  Niestety z biegiem czasu ten gęsty klimat zaczyna się za bardzo rozmywać i całość staje się coraz bardziej lekka.

Ponadto bywają w tej produkcji chwile gdy zaczyna się trochę za bardzo ciągnąć i niebezpiecznie zwalniać.  Niektóre sceny trwają zdecydowanie za długo, niektóre rozmowy można by sobie darować, bo nie zawsze wiele wnoszą, a zbyt mocno spowalniają całą historię.  Także finałowa potyczka między kowbojami a obcymi rozciągnięta jest na kilka niekończących się walk, które trwają i trwają i nie wiedzą kiedy się skończyć, bo teoretycznie nie mają już nic nowego do pokazania, a jednak wciąż się dzieją.  Chwilami, szczególnie w wolniejszych momentach rozmów między bohaterami, ma się dziwne wrażenie, że film ten jest trochę jakby zbiorem scen na pewien temat, które jako oddzielne elementy radzą sobie dobrze, ale nie za bardzo potrafią połączyć się ze sobą, gładko wynikać jedne z drugich.  Pytanie ile w tym winy scenarzystów, skryptu, który wspólnymi siłami napisali, a ile komiksu.  Być może tam już istniał taki problem i automatycznie został odziedziczony przez film.  Sporym plusem jest za to to, że twórcy nie bombardują nas na siłę efektami specjalnymi, a szybszych scen też nie ma tu zbyt wiele, co razem zamieniłoby ten film w jeden wielki, nieskładny teledysk.  Oszczędzono nam również zbędnego, wymuszonego humoru, na którym najczęściej w przeszłości wykładali się ci scenarzyści.  Przez to, całość utrzymana jest w dość poważnym tonie.  Co istotne, pomimo spoważnienia, historia nie stała się drętwa czy niezamierzenie zabawna.  Nie kieruje się też samoistnie na tory pastiszu czy parodii samej siebie.

Całkiem nieźle prezentują się w tej produkcji aktorzy.  Daniel Craig świetnie wygląda w stroju kowboja i dobrze wypada w roli człowieka nie pamiętającego skąd jest, kim był i jak się nazywa.  Równie dobrze prezentuje się Harrison 'Indiana' Ford, czyli tutaj pułkownik Dolarhyde, który utrzymuje całe miasteczko, po części nim też trochę rządząc.  To jak obaj dobrze wypadają w swoich rolach, widać świetnie w scenie, gdy przy pierwszym spotkaniu mierzą się wzrokiem.  Pozostałych bohaterów jest tutaj o dziwo całkiem sporo i każdy ma jakąś rolę do odegrania.  Mamy bowiem i szeryfa miasteczka i jego kilkuletniego wnuka.  Jest także rozwydrzony i zarozumiały syn pułkownika (znany z "Aż poleje się krew" Paul Dano), który pozwala sobie na stanowczo za wiele myśląc, ze posiada mocne plecy, oraz Indianin mający dobry kontakt z pułkownikiem.  Jest również tajemnicza kobieta (niestety najsłabsza z całej obsady Olivia Wilde), która okaże się być kimś innym niż początkowo można by sądzić, a także pastor, który po drodze wygłosi kilka ważnych słów, niezbyt odważny i niezaprawiony w bojach barman (Sam Rockwell) oraz jego żona.  Ponadto spora liczba oprychów i bandziorów, których na swojej drodze spotkają bohaterowie.  Co ciekawe nie są to postacie tak płaskie, jak to zwykle bywa w niektórych blockbusterach.  Szczególnie pod tym względem zaskakujący jest pułkownik, który początkowo wydaje się być prawie, że czarnym charakterem, a z czasem, gdy poznajemy go bliżej, ukazuje trochę inne oblicze.

  

Zaskakujące w tej produkcji jest również to, że samych obcych nie ma tu zbyt wiele, choć zwiastuny sugerowały coś zupełnie innego.  Raz pojawiają się w nocy, w scenie, która przedstawiona została w trailerach, a następnie dopiero pod sam koniec, gdy dochodzi do pojedynku.  "Kowboje i obcy" są jak się bowiem okazuje przede wszystkim westernem, w którym obcy są jedynie pewnym dodatkiem, pewną ciekawostką, co by rozruszać trochę ten zapomniany świat.  Twórcy przedstawiają nam więc i szeryfa, który panuje nad bezpieczeństwem miasta oraz jego mieszkańców, i nieznajomego, który przywędrowuje nie wiadomo skąd i sporo dobrego dla nich uczyni.  Ponadto mamy tu też zapijaczonych mieszkańców, złego bogacza, bijatykę w saloonie, Indian broniących swojego terytorium, bandziorów przeprowadzających napady, i inne typowe dla westernów elementy.  Całość została tylko trochę unowocześniona, a największym odstępstwem od reguł jest obecność stworzeń z innej planety.  Poza tym nowością jest to, że na wyprawę do obozu obcych wybierają się nie tylko mężczyźni, ale także dzieciak, kobieta (a nawet pies), a w finałowej bitwie kowboje walczą ramię w ramię z Indianami, by ochronić swoje ziemie.  A wszystko to, z tęsknoty za klasycznymi historiami, za dzikimi opowieściami, które kiedyś świeciły tryumfy w kinach, a dziś znów próbują wrócić na wielki ekran, w tak zmodyfikowanej formie.

piątek, 26 sierpnia 2011, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
ratyzbona
2011/08/26 23:27:25
Cieszę się że to jest dobra recenzja. Jutro na to idę a mam już naprawdę dość kiepskich letnich hitów
-
quentinho
2011/08/27 00:24:55
A ja (chyba) dopiero w poniedziałek obejrzę.
-
Gość: martineden, 83.142.207.*
2011/08/29 12:11:18
zachęcająca recenzja, nie miałam zamiaru tego oglądać ale może się przejdę do kina