Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Green Lantern

siła woli

Green LanternGreen Lantern (2011) USA

reżyseria: Martin Campbell
scenariusz: Michael Goldenberg, Greg Berlanti, Michael Green, Marc Guggenheim
aktorzy: Ryan Reynolds, Blake Lively, Peter Sarsgaard, Mark Strong, Angela Bassett, Tim Robbins, Geoffrey Rush, Taika Waititi, Temuera Morrison, Jay O. Sanders, Jon Tenney, Mike Doyle, Leanne Cochran, Dylan James, Gattlin Griffith, Jenna Craig, Clancy Brown, Michael Clarke Duncan
muzyka: James Newton Howard
zdjęcia: Dion Beebe
montaż: Stuart Baird

na podstawie: serii komiksów Johna Broome'a i Gila Kane'a

 (7/10)

Wśród najbardziej znaczących amerykańskich wytwórni filmowych, największe zaufanie pokładam w Warner Bros.  Gdy tylko pojawia się nowy film tego studia, mogę iść na niego w ciemno.  Rzadko kiedy zawodzą mnie jego produkcje, bo prezentują przynajmniej przyzwoity poziom.  A to w przypadku filmów typowo rozrywkowych jest osiągnięciem naprawdę sporym.  Dlatego dziwiły mnie opinie na temat "Green Lantern" jakie od dłuższego już czasu napływały zza Oceanu.  Bardzo krytyczne, zniechęcające do obejrzenia tego filmu.  I prawdę powiedziawszy Warner trochę na własne życzenie sam je na siebie ściągnął, gdy kilka miesięcy temu wypuścił pierwszy zwiastun tej produkcji.  Nieciekawy, niedopracowany, zmontowany jakby reklamował komedię, a nie film o jednym z najbardziej znanych superbohaterów.  Nie był ani śmieszny, ani efektowny, ani specjalnie zachęcający.  To od tego momentu rozpoczęła się zła prasa tej produkcji.  I choć później studio próbowało promować swój najnowszy blockbuster na różne sposoby, zalewając nas chociażby kolejnymi zwiastunami, to właśnie ten pierwszy zaważył na przyszłym życiu obrazu.  Nie jest jednak prawdą, że "Green Lantern" jest obrazem tak złym, jak o nim piszą.  To przyjemna, dobrze opowiedziana historyjka.  Co prawda nie wyróżnia się znacząco na tle innych opowieści opartych na powieściach graficznych, ale niczym też specjalnym nie grzeszy.  Ot, przyjemny obrazek na którym nie trzeba specjalnie myśleć ale co ważne, nie ogłupia, nie każe na początku seansu wyłączyć nam myślenia, bo w przeciwnym wypadku oglądanie go może okazać się dla nas torturą.

Aktorzy grają tu nieźle, niektórzy trochę lepiej (Peter Sarsgaard, którego rola jest niestety trochę krótka), inni trochę słabiej ale nikt nie schodzi poniżej odpowiedniego poziomu.  To na co warto zwrócić uwagę, to to, że postaci mają za sobą jakąś przeszłość, o której dowiadujemy się w miarę rozwoju akcji.  To przez nią są ze sobą w jakiś sposób powiązani, więc ich interakcje wydają się naturalniejsze, bardziej prawdopodobne.  Po za tym wiedząc o bohaterach trochę więcej, niż to czym zajmują się obecnie, możemy się do nich zdecydowanie szybciej i łatwiej przywiązać, a to w filmie w którym w większości chodzi o akcję rzecz bardzo cenna.  Efekty specjalne nie wyróżniają się niczym specjalnym ale też i nie rażą sztucznością.  Choć osobiście trochę dziwi mnie, że to właśnie "Green Lantern" ma najwyższy budżet ze wszystkich adaptacji komiksów, jakie w tym roku pojawiły się w kinach.  Szkoda trochę, że trójwymiar jest tak naprawdę dwuwymiarowy, przestrzennych scen jest tyle co kot napłakał, a najbardziej widoczne są polskie napisy pojawiające się przed aktorami.  Nie ma w "Green Lantern" co prawda wielu scen bardzo widowiskowych, w gruncie rzeczy pojawiają się tylko te, które mogliśmy zobaczyć w zwiastunach, w trochę tylko dłuższych wersjach.  Co ciekawe pomimo tak niewielkiej ilości szybszych scen nie ma się wrażenia, że film ten jest skromny, czy niewiele się w nim dzieje.  Twórcy po prostu nie przesadzają z ilością wielkich scen i rozmieszczają je równomiernie w całej swojej produkcji, przez co nie jest ich ani za mało, ani zbyt wiele.

Choć za scenariusz "Green Lantern" odpowiedzialne były aż cztery osoby (a tak spora liczba piszących nigdy nic dobrego nie wróży), historia opowiedziana jest w tym filmie w całkiem ciekawy i logiczny sposób.  Jedno prowadzi do drugiego, kolejne wydarzenia wynikają z tych, które przed chwilą widzieliśmy.  Nie ma zbyt wielu dziur w scenariuszu, ani idiotyzmów czy nielogiczności, przez które trzeba by było załamywać ręce.  Ponadto opowieść ta jest naprawdę nieźle prowadzona, nie ma tu specjalnych zwolnień, wypełniaczy czy naprawdę niepotrzebnych scen.  No może prócz tej z przyjacielem Hala, przed którym chwali się on swoim kostiumem  - choć i tak wypada ona lepiej niż jej zapowiedź, widoczna w pierwszym zwiastunie.  Ogólnie rzecz biorąc ogląda się ten obrazek nadspodziewanie dobrze, co prawda bez specjalnej ekscytacji, ale też bez znudzenia.  Po prostu dobrze.  "Green Lantern" to opowieść o zdawaniu sobie sprawy ze strachu, który w nas tkwi i konieczności pokonania go, stawieniu mu czoła.  Opowieść o przeszłości, z którą trzeba sobie jakoś poradzić, bo odłożona na potem, zaczyna zatruwać życie.  A także o sile wyobraźni, własnej woli, dzięki której możemy tworzyć cuda, dokonywać rzeczy niezwykłych.  Na plus trzeba koniecznie zaliczyć jedną, bardzo pomysłową i zabawną scenę, która odnosi się do wszystkich ekranizacji komiksów.  W scenie tej Carol po raz pierwszy spotyka Hala jako Zieloną Latarnię i zachowuje się dokładnie tak, jak zachowałby się normalny, myślący człowiek. Świetne! 

Przyczepić się w tym filmie jeśli już, można do dwóch rzeczy.  Po pierwsze twórcy przez bardzo długi czas, a właściwie prawie do samego końca, nie potrafią się zdecydować do kogo tak naprawdę kierują swoją produkcję.  Do fanów komiksu, zwykłych widzów, czy dzieci?  Dlatego zdarzają się tu sceny dość poważne, skupiające się na dłużej na bohaterach, a jednocześnie serwowany jest nam przede wszystkim humor niczym z podstawówki (całe szczęście nie taki poniżej pasa).  Chwilami bohaterowie zachowują się odpowiednio poważnie, innym razem jakby występowali w jednej z wielu komedii.  Całe szczęście tych akcentów komediowych nie jest zbyt wiele i trwają krótko, więc można je przetrwać i nie psują one znacznie ogólnego wrażenia.  Drugi problem, trochę wynikający z tego pierwszego, dotyczy mocy jaką Hal zaczyna wykorzystywać.  Jego twory wyobraźni nie pasują do filmu, wyglądają w nim sztucznie i nieprzekonująco.  Zdecydowanie lepiej sprawdzałyby się w kreskówce, czy bajce skierowanej bezpośrednio do dzieci, a nie w blockbusterze o wielomilionowym budżecie, w którym da się obecnie pokazać juz chyba wszystko i który przeznaczony jest do trochę starszego widza.  Hal materializuje tak nieciekawe rzeczy jak tor wyścigowy, karabiny, dziwaczne katapulty, czy nawet gigantyczne sprężyny, wyjęte jakby z powiększonego łóżka.  Wygląda to chwilami strasznie komiksowo i śmiesznie.  Choć może tak właśnie miało być?

sobota, 30 lipca 2011, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
ratyzbona
2011/07/30 13:18:10
Ciekawe, że tak wysoko oceniłeś ten film. Ja rzadko jestem bardzo krytyczna ale Zielona Latarnia to dla mnie produkcja strasznie nie udana. Co więcej mówisz, że nie ma dziur w scenariuszu ale mi się wydaje, że tam nie za bardzo jest scenariusz. W każdym razie ja się strasznie zawiodłam i muszę powiedzieć, że to jeden z gorszych filmów o superbohaterze jaki kiedykolwiek wiedziałam.
-
milczacy_krytyk
2011/07/30 15:58:18
Ja sam trochę jestem zaskoczony swoją oceną, bo wybierając się na ten film nie spodziewałem się niczego wielkiego i myślałem, że pisząc potem recenzję nie będę mógł przestać z wymienianiem tego co mi się nie podobało, i co było zrobione źle. Po zwiastunach wydawało mi się, że będzie to obrazek pokroju "Fantastycznej czwórki" czy "Daredevila". Jednak oglądało mi się go nadspodziewanie dobrze, dwie godziny minęły mi jak z bicza strzelił i tak naprawdę tylko humor mi tu nie pasował. Całą resztę oceniam na plus. Wg mnie bywały już zdecydowanie gorsze obrazki na podstawie komiksów (chociażby te wymienione wyżej). Ten jak dla mnie prezentuje się po prostu dobrze ;)

Pozdrawiam
-
quentinho
2011/08/05 13:42:48
Bardzo fajne kino! Swoje 8,5/10 dałem z czystym sumieniem. Podobały mi się efekciki - byłem na kopii cyfrowej w 3D. W Heliosie wyglądało to w końcu super - trójwymiaru za wiele nie ma, ale przynajmniej kolory nie są ciemne, a finałowe starcie w kosmosie prezentuje się naprawdę zacnie. Dziś idę na "Kapitana Amerykę" - ciekawe, czy Johnston znów spieprzył film? :D
-
milczacy_krytyk
2011/08/05 20:35:43
Mam wrażenie, że w Heliose są najlepsze projektory i obraz oraz efekty 3d wyglądają najlepiej. W Multikinie nie czuję tak tej głębi ekranu.
Jak dla mnie finałowe starcie było trochę za krótkie i dość naiwne. No ale to komiks, więc się nie czepiam.
A co do "Kapitana Amerykę" to dla mnie jeden z najlepszych blockbusterów tego roku, jeśli nie właśnie najlepszy. Świetnie wyszedł.

Pozdrawiam
-
Gość: Milena, 83.2.45.*
2011/08/05 23:37:47
No to czekam na recenzję "Kapitana Ameryki" :-)
-
milczacy_krytyk
2011/08/06 00:19:17
Będzie jutro po południu albo jakoś pod wieczór ;)
-
quentinho
2011/08/06 01:29:54
Ja już swoją reckę "Kapitana Hameryki" dałem :D


"A co do "Kapitana Amerykę" to dla mnie jeden z najlepszych blockbusterów tego roku, jeśli nie właśnie najlepszy. Świetnie wyszedł. "

Z tym zdaniem jednak się nie zgodzę :P
-
milczacy_krytyk
2011/08/07 13:29:28
Zaraz przeczytam ;)