Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Między światami

things aren't nice anymore

Między światamiMiędzy światami (2010) USA

reżyseria: John Cameron Mitchell
scenariusz: David Lindsay-Abaire
aktorzy: Nicole Kidman, Aaron Eckhart, Dianne Wiest, Miles Teller, Tammy Blanchard, Sandra Oh, Giancarlo Esposito, Jon Tenney, Stephen Mailer, Mike Doyle
muzyka: Anton Sanko
zdjęcia: Frank G. DeMarco
montaż: Joe Klotz

na podstawie: sztuki "Rabbit Hole" Davida Lindsay-Abaire'a

 (7/10)

Małżeństwo.  Ona i on mieszkają w pięknym, dużym domu, położonym gdzieś pod miastem.  On pracuje w dużej firmie zarabiając na utrzymanie rodziny, wracając każdego dnia późno do domu.  Ona prowadzi dom, dba o ogród, pełni obowiązki pani domu.  Kilka lat temu dobrowolnie zrezygnowała z kariery, opuściła pracę w wielkiej firmie, właśnie na rzecz prowadzenia domu.  Ich życie nie jest jednak szczęśliwe.  Od ośmiu miesięcy przeżywają koszmar, z którego nie potrafią się otrząsnąć.  Ich jedyny, czteroletni synek zginął bowiem w nieszczęśliwym wypadku.  Od tamtej pory nic już nie jest takie same, i najprawdopodobniej już nigdy nie będzie.  Przed seansem "Rabbit Hole" myślałem, że film ten będzie podobno do innego obrazu, opowiadającego o rodzicach, którzy w wypadku stracili swoje dzieci, czyli do "Drzwi w podłodze".  Tak jednak nie jest.  Tam wydarzenia rozgrywały się również na długo po czasie, ale po pierwsze małżeństwo rozstało się, a po drugie jednym z głównych wątków był romans między matką, a przyjezdnym chłopakiem.  Tutaj całe szczęście czegoś takiego nie ma.  W "Rabbit Hole" najważniejsza jest obserwacja przeżyć bohaterów, ich sytuacji.  Niczym pod mikroskopem przyglądamy się im i czekamy na jakąś zmianę, na pocieszenie, które powinno przyjść, a przynajmniej mamy nadzieję, że nadejdzie.  Będzie to zmiana niewidoczna, prawie, że niezauważalna.  Nadejdzie przy okazji pewnej zwykłej, błahej sytuacji, zupełnie jak w prawdziwym życiu, które niespodziewanie przechodzi w kolejne fazy.

Małżonkowie różnie przeżywają tragedię, każde z nich na swój sposób funkcjonuje w tej strasznej rzeczywistości, każde z nich na swój sposób usiłuje przetrwać ten okropny okres, znaleźć siłę na dalsze życie.  Życie w przeraźliwie pustym domu, w którym zostały zabawki, wszystkie rzeczy małego chłopca i co najgorsze wciąż żywe wspomnienia.  On chce jak najwięcej pamiętać, zupełnie jakby nie dopuszczał do siebie myśli, że jego syn nie żyje, tak jakby wypadek nigdy się nie wydarzył.  Co wieczór ogląda na komórce nagrane filmy, podziwia wciąż wiszące na lodówce rysunki syna, nie rusza jego pokoju, zostawiając go w takim stanie w jakim był osiem miesięcy temu.  Chce by synek był wciąż obecny w ich życiu.  Dodatkowo chodzi na spotkania grupowe dla rodziców, którzy przeżyli śmierć swoich dzieci, którzy teraz próbują radzić sobie z bolesną rzeczywistością, starają się wrócić do życia.  Ona radzi sobie z żałobą zupełnie na odwrót.  Chciałaby jak najszybciej zapomnieć o tragedii jaka się im przydarzyła, co więcej zapomnieć o synku, którego już nie ma.  Jednak dom, w którym mieszkają, każdy jego kąt, przypomina jej o nim, wiszące na lodówce obrazki denerwują, oprawiona w ramki zdjęcia odbierają powietrze, a pozostawiony pokój stale, każdego dnia, otwiera wciąż żywą, krwawiącą ranę.  Chciałaby wyrzucić zdjęcia, oddać ubrania chłopca, a najlepiej przeprowadzić się w zupełnie inne miejsce, by nic już jej jego nie przypominało.  Spotkania na które uczęszcza z mężem uważa za śmieszne, a tłumaczenie wszelkich nieszczęść, nieodgadnionym planem kochającego boga, za idiotyczne i niedorzeczne.

Filmu tego nie ogląda się jak przeprowadzonej od początku do końca historii.  "Rabbit Hole" to smutna obserwacja, wycinek z życia pewnego małżeństwa, po ośmiu miesiącach od najgorszego dnia w ich życiu.  Luźne chwile, poszczególne sytuacje, które składają się na ich obecne życie, których doświadczają, starając poradzić sobie z przeżywaną tragedią.  Dlatego teoretycznie niezbyt wiele się tu dzieje, akcja nie dąży w jasno wytyczonym kierunku, ale całe szczęście nie znaczy to, ze film ten jest nieciekawy lub nudny.  To normalny, niezwykle prawdziwy i prosty obraz, w bardzo delikatny sposób opowiadający o koszmarze, którego nie sposób opisać, a co dopiero przeżyć.  Ciężko w kinie poruszać taki temat, by nie wpaść w przesadne umartwianie się, by nie uderzyć w tony zbyt czułostkowe, powierzchowne, by nie przesadzić z przesadnym sentymentalizmem, ustrzec się tanich zagrań, pustego grania na emocjach.  Trudno w niespełna dwugodzinnym filmie przedstawić taką tragedię, by z jednej strony nie była zbyt bardzo oddalona od życia, ale z drugiej składała się na film, który chciałoby się oglądać.  By nie odciążać za bardzo rzeczywistości, jednocześnie nią nie przygniatając podczas seansu.  Tu się to udało perfekcyjnie, pewnie w dużej mierze dlatego,  bo scenariusz do tego filmu oparty został na nagrodzonej Pulitzerem sztuce teatralnej i napisał go sam jej autor.  Dzięki niemu ten film jest tak prawdziwy, w tak precyzyjny, wrażliwy i mądry sposób pokazuje sytuację w jakiej znajduje się małżeństwo.

"Rabbit Hole" to po prostu dobry, poważny dramat.  Obraz do zadumy, do przemyśleń.  Chwilami ciężki, smutny, depresyjny, ale podobnie jak życie, które nawet w tych najgorszych chwilach potrafi zaskakiwać, potrafi być zabawne, tak i on przynosi chwile ukojenia, pokazuje zabawniejsze sytuacje, wybrzmiewa dowcipnymi dialogami.  Nie ma ich oczywiście wiele, ale gdy się już pojawiają, wywołują uśmiech na twarzy.  Równocześnie jest to kolejny Oscarowy film, który w dużej mierze opiera się na występujących w nim aktorach.  Na pierwszy plan wybija się oczywiście fenomenalna Nicole Kidman, która niezwykle dokładnie, z ogromnym wyczuciem, wcieliła się w swoją bohaterkę.  Ostatnimi laty nie miała niestety jakoś szczęścia do kolejnych ról - właściwie od czasu „Dogville” nie zagrała w niczym znaczącym - a tą rolą wreszcie przypomniała o sobie i o tym jak świetną jest aktorką.  Nie zagrała zbyt ekspresyjnie, nie przeszarżowała swojego występu, choć to właśnie w jej bohaterce, a nie w mężu, czuć najwięcej wściekłości, potwornego bólu, który nie może znaleźć ujścia.  Czuć jej ból, bezradność i całkowite zwątpienie w jakiekolwiek jutro.  Nieźle wypadł również Aaron Eckhart grający męża.  Nie jest co prawda to tak fantastyczny występ jak Kidman, ale Eckhart stara się dotrzymać jej kroku i sceny gdy występują razem, gdy kłócą się ze sobą, wypadają bardzo naturalnie.  W tle przewijają się jeszcze Dianne Wiest jako matka głównej bohaterki, oraz znana z serialu "Chirurdzy" Sandra Oh, wcielająca się w rolę kobiety, która uczęszcza na grupowe spotkania terapeutyczne.

PS. Promocja tego filmu poprzez polski zwiastun, zmontowany niczym zapowiedź mrocznego thrillera paranormalnego, to jedna z największych durnot, nie tylko tego roku, ale ostatnich kilku lat.  Dystrybutor tym działaniem sam strzelili sobie w stopę.  Nie zdziwię się jeśli widzowie nastawieni na thriller, będą wychodzić z sali zawiedzeni.  Aż brak słów na tak idiotyczne działania promocyjne.

sobota, 07 maja 2011, milczacy_krytyk
Tagi: dramat

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Alek, *.dynamic.gprs.plus.pl
2011/05/07 19:38:00
Słyszałem, że Kidman tutaj zupełnie nie używa mimiki. Ale to chyba raczej wyraz złośliwości krytyki niż profesjonalnej oceny. Mój brat był wczoraj na Rabbit Hole i ma podobne odczucia. Dobry, mocny dramat. Obejrze jak wyjdzie na DVD
Pozdrawiam
-
milczacy_krytyk
2011/05/07 22:50:22
Twarzą gra oszczędnie to fakt, ale nie znaczy to, że jej występ jest bezosobowy czy płaski. Bez przesadnej ekspresji jej występ tylko zyskał na jakości.
Pozdrawiam
-
Gość: ajar, *.internetdsl.tpnet.pl
2011/05/08 10:59:57
A ja na pewno ten film obejrzę. Już temat mi się podoba, a jeżeli tu gra Kidman, to film raczej ,jest wart obejrzenia.
-
milczacy_krytyk
2011/05/08 12:28:05
Ten film trzeba obejrzeć przede wszystkim ze względu na Kidman. Z pewnością gdyby nie ona, nie byłby tak udany.
Pozdrawiam
-
2011/05/11 14:10:29
dobry film, u mnie ocena jednak trochę wyższa. Kidman - udana rola, choć część krytyków trochę się zagalopowała z wymienianiem jej do Oscara za najlepszą rolę kobiecą w tym roku:)
-
milczacy_krytyk
2011/05/14 10:27:59
To prawda, Kidman zagrała bardzo dobrze, ale z Portman nie miała w tym roku szans. Ale dobrze, że udało jej się wreszcie dać taki występ, bo przez kilka ostatnich lat jakoś jakby nie potrafiła się odnaleźć i wypadała bardzo blado w kolejnych produkcjach.
Pozdrawiam