Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Thor 3D

facet z młotkiem

Thor 3DThor 3D (2011) USA

reżyseria: Kenneth Branagh
scenariusz: Ashley Miller, Zack Stentz, Don Payne
aktorzy: Chris Hemsworth, Natalie Portman, Tom Hiddleston, Anthony Hopkins, Stellan Skarsgard, Kat Dennings, Clark Gregg, Idris Elba, Colm Feore, Ray Stevenson, Tadanobu Asano, Josh Dallas, Jaimie Alexander, Rene Russo, Adriana Barraza, Maximiliano Hernández,  Matt Battaglia, Patrick O'Brien Demsey, J. Michael Straczynski, Dakota Goyo
muzyka: Patrick Doyle
zdjęcia: Haris Zambarloukos
montaż: Paul Rubell

na podstawie: serii komiksów Stana Lee, Jacka Kirby i Larry Liebera

 (6+/10)

Tegoroczny sezon na blockbustery czas zacząć.  W niezbyt odkrywczy sposób bo od ekranizacji kolejnego komiksu ze stajni Marvela, za to w dość nietypowym wykonaniu.  "Thor" został bowiem wyreżyserowany przez brytyjskiego aktora i reżysera Kennetha Branagh, który do tej pory specjalizował się w adaptacjach dzieł Szekspira, a miłośnicy szwedzkich kryminałów mogą pamiętać go wcielającego się w policjanta Kurta Wallandera w niedawnej brytyjskiej serii filmów.  Wybór jego osoby na stanowisko reżysera tak dużego obrazu może dziwić, jednak trzeba powiedzieć, że przedsięwzięcie to nie przerosło go.  Ale.  Niestety to, że jego "Thor" nie razi ani naciąganą, dziurawą fabułą, ani nijakim scenariuszem, ani głupimi, pisanymi na siłę dialogami, nie znaczy jednocześnie, że jest obrazem udanym.  Ogląda się go co prawda nieźle, lepiej niż przypuszczałem, kilka żartów jest zabawnych więc można się też trochę pośmiać, a efekty specjalne stoją na przyzwoitym poziomie, ale to niestety wszystko. I dla mnie osobiście to trochę za mało.  Być może mam zbyt wygórowane oczekiwania, może wymagałem od tej produkcji zbyt wiele, ale niestety nie porwała mnie.  Czegoś mi w niej zabrakło.  Poszczególne elementy tego obrazu niby prezentują przyzwoity poziom, patrząc na nie osobno niby nie można im wiele zarzucić, ale razem się nie wzmacniają, nie tworzą tak udanego produktu jakim mógłby być ten film.  "Thor" to taka ładna bajka, wzbogacona o urokliwe zdjęcia ale niestety nic poza tym.  Chwilami niepotrzebnie zamieniająca się w animację, przez natłok efektów specjalnych, gdy wszystko dookoła, prócz malutkich sylwetek bohaterów, jest tworzone przy pomocy komputerów.  To bajka niepotrzebnie i niezauważalnie skonwertowana do trzeciego wymiaru, by tylko widzowie w kasach zapłacili więcej za bilety.  Opowiastka przewidywalna, podążająca od początku po jednej linii, nie zbaczająca z niej do samego końca.  Unikająca wywrotek, nagłych zwrotów akcji, przez co ogląda się ją bez większej ekscytacji.  Zakończona w zbyt szybki i łatwy sposób, by tylko wreszcie związać wszystkie wątki i radośnie sfinalizować rozciągniętą historię.

Jej największy problem polega chyba na tym, że główny bohater nie walczy za nas, tylko za swój świat, z którego został wygnany i do którego chciałby wrócić. Z jednej strony można powiedzieć, że to dobrze, iż wreszcie otrzymaliśmy film o herosie, który nie porywa się na ratowanie biednej planety Ziemia i jej mieszkańców, których zniszczenia pragnie jakiś szaleniec.  Ileż razy można bowiem oglądać taki schemat?  Z drugiej jednak strony, co tak naprawdę obchodzi nas jakieś złote królestwo Aasgard?  No właśnie, sęk w tym, że nie za wiele.  Niestety ale wydarzenia rozgrywające się na Ziemi są tylko krótkim epizodem, pewnym wypadkiem przy pracy, krótkim etapem z życia bohatera, który nastąpił przez jego nierozwagę.  Dlatego też ziemskich postaci jest tu niewiele, pojawiają się na krótko, zdecydowanie zbyt krótko.  W czasie seansu najczęściej przebywamy w mieście bogów, podniosłym, pompatycznym, złotym świecie.  Potwornie nudnym świecie.  Film Branagh zdecydowanie ożywa, gdy akcja przenosi się na naszą planetę.  Wtedy nabiera energii, zyskuje humor, zaczyna się rozkręcać, a na ekranie wreszcie zaczyna się coś dziać.  Choć nie tak spektakularnie jak w Aasgard, bo wydarzenia mają miejsce w malutkiej mieścinie, położonej nie wiadomo gdzie, ale to właśnie wtedy do przewijających się obrazów zaczyna napływać życie, pojawiają się jakieś emocje.  Thor przekonany o swojej niezwykłości i wyższości pojawia się wśród ludzi, którzy początkowo biorą go za bezdomnego (wyjątkowo dobrze zbudowanego) i nie traktują z należytym według niego szacunkiem.  To zderzenie mitycznego boga z ludźmi i wynikające z tego wszelkie kłopoty i trudności w zrozumieniu dwóch stron, bo każda żyła w innym świecie i inaczej postrzegała otaczającą rzeczywistość, ma w sobie spory potencjał, który niestety przez zbyt krótką prezentację, nie zostaje w pełni wykorzystany.  Jednakże właśnie w tych fragmentach, obraz ten staje się ciekawszy i zdecydowanie lepiej się go ogląda.  Szkoda, że następuje to dopiero w drugiej połowie seansu oraz, że najważniejszy i tak pozostaje Aasgard, do którego wracamy pod sam koniec.

Bo w momencie gdy produkcja ta zaczyna się rozkręcać, twórcy wracają do dalekiego świata, gdzie toczy się walka między braćmi o władzę nad całym królestwem, o tron odchodzącego ojca.  Na początku żaden z nich nie jest godny zajęcia tego miejsca.  Thor jest zbyt pewny siebie, zbyt chętny przygód i walki, by móc sprawiedliwie i mądrze rządzić.  Jego brat Loki z pozoru nie chce zajmować miejsca po swoim ojcu.  Obaj będą musieli stoczyć walkę, popełnić wiele błędów, by zrozumieć zamysł ojca, jego decyzje i przy okazji zmienić samych siebie.  Tylko wtedy królestwo przetrwa, tylko wtedy uda się je uratować.  Te rozgrywki na wysokości wypadają w miarę dobrze, właściwie tylko dzięki aktorom wcielającym się w postaci bogów.  Udało im się, występując w adaptacji komiksu, grając w śmiesznych strojach, nadać odpowiednią powagę zaistniałej sytuacji i przedstawić ją tak jakby działa się naprawdę.  Na plus trzeba zaliczyć bardzo lekki występ Chrisa Hemswortha, który świetnie wcielił się w lekkomyślnego, zawadiackiego Thora.  Bardzo dobrze wypadł także Tom Hiddleston czyli cichy i podstępny Loki, który z początku wydaje się oddalony, ale tak naprawdę chce być zauważony i doceniony.  Ojcujący im Hopkins zagrał po prostu dobrze, ale aktor ten nawet nie wysilając się zbytnio, tworzy ciekawe kreacje, więc to żadne zaskoczenie.  Ziemskie postacie są mniej ciekawe, bo nie mają wystarczająco czasu by się pokazać.  Nieźle wyszła Natalie Portman czyli trochę roztrzepana Jane, w której zakochuje się Thor, a także grająca jej koleżankę Kat Dennings, która rzuca zabawnymi tekstami na prawo i lewo (większość z nich znajduje się w zwiastunach).  Najbladziej wypadł niestety Stellan Skarsgard, ale to też dlatego, ze nie miał wiele do zagrania.  Szkoda, że o tej trójce wiemy tak niewiele, szkoda, że jest ona tylko dodatkiem do Thora, przez co nawet nie sposób się do nich przywiązać.  Obejrzeć można ale bez rewelacji.

czwartek, 28 kwietnia 2011, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
quentinho
2011/04/28 21:58:18
Nie czytam,. bo idę jutro na 21 :) Też dam reckę :)
-
milczacy_krytyk
2011/04/28 23:04:14
Właśnie się zdziwiłem, że jeszcze u Ciebie nie ma. Myślałem, że w środę wieczorem od razu po pierwszych seansach się pojawi :p
Pozdrawiam
-
quentinho
2011/04/29 10:48:59
Nie zorientowałem się z przedpremierami, za dużo na głowie miałem :D Ale dziś nadrabiam i to pędem :D
-
milczacy_krytyk
2011/04/29 11:12:04
Ja się bardzo zdziwiłem, że są seanse przedpremierowe i to jeszcze przez cały dzień, a nie na przykład tylko wieczorem. Nie dość, że polska premiera "Thora" jest tydzień przed amerykańską, to jeszcze te dodatkowe seanse zorganizowano. Bardzo zaskakujące. Ale się chwali. :]
-
quentinho
2011/04/30 01:30:32
Dałem trzy oczka wyżej. Dla mnie to jedna z najlepszych ekranizacji komiksu o "superbohaterze". Spora ilośc humoru, fajne efekty, bardzo dobrze dobrani aktorzy... Jedynie "trójwymiar" jest o kant d.., bo go tak naprawdę nie ma prawie.
-
milczacy_krytyk
2011/04/30 14:04:14
Z trójwymiarem to prawda. W kilku scenach zdejmowałem sobie na chwilę okulary, by zobaczyć jak wiele fragmentów obrazu było wypukłych i ku mojemu zdziwieniu nie było żadnych. Tak to już jest niestety z filmami skonwertowanymi na wypukłość.
A co do samego filmu, to przypuszczałem, że będzie Ci się podobać. Mnie niestety jakoś nie porwał. Teraz coraz bardziej czekam na X-menów, bo każdy kolejny zwiastun coraz bardziej mi się podoba. I tak jak na początku byłem dość sceptycznie nastawiony do tej produkcji, tak teraz mam wrażenie, że może się ona udać.
Pozdrawiam
-
bhuvan
2011/05/04 16:08:11
Już myślałem, że wreszcie się zgodzę z Twoją recenzją, ale potem przeczytałem ostatni akapit. Tak więc z wszystkim się zgadzam, poza oceną aktorstwa: dla mnie właśnie Stellan Skarsgard zagrał najlepiej, od początku było widać, że z tą postacią coś jest nie-tak, a ponapisowa scenka to potwierdziła. Grał faktycznie niewiele, ale nadał swojemu bohaterowi wyrazistych cech. Natalie Portman za to całkowicie bez wyrazu, Hopkins po prostu stał i deklamował, Hemsworth - całkiem okej, nieco się wymknął stereotypom, ale bez żadnej rewelacji. Hiddleston robił wrażenie, ale po seansie doszedłem do wniosku, że to raczej specyfika postaci, zasługi aktora są tu na drugim planie. Mamy w kinie zdecydowanie lepiej odegranych "złych braci". Ale czekam na "The Avengers", może Loki rozwinie skrzydła. :)

Dla mnie "Thor" to film perfekcyjnie przeciętny: nic w nim nie irytuje i nic w nim nie zachwyca. Nie ma plusów, ani minusów. Można obejrzeć jeden raz. I tyle.
-
milczacy_krytyk
2011/05/05 20:09:50
Byłoby zbyt pięknie gdybyśmy się zgadzali co do słowa odnośnie tego filmu ;)
Sceny po napisach nie widziałem, bo nie starczyło mi cierpliwości by przeczekać napisy. Może gdyby film podobał mi się bardziej, to bym odczekał, tak nawet nie próbowałem ;)
Zgadzam się z podsumowaniem Twojego komentarza. Mam jednocześnie nadzieję, że następne tegoroczne blockbustery nie będą prezentowały tylko takiego, przyzwoitego poziomu i kilka się wybije (marzenia).
Pozdrawiam