Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Somewhere. Między miejscami

we are not stars

SomewhereSomewhere. Między miejscami (2010) USA

reżyseria i scenariusz: Sofia Coppola
aktorzy: Stephen Dorff, Elle Fanning, Chris Pontius, Laura Chiatti, Michelle Monaghan, Lala Sloatman,
muzyka: Phoenix
zdjęcia: Harris Savides
montaż: Sarah Flack

 (6/10)

Johnny Marco jest sławnym aktorem.  Jednak choć wszyscy rozpoznają go bez najmniejszych trudności, jego życie nie jest tak ekscytujące jak można by sądzić.  Toczy się niezmiernie powoli i w gruncie rzeczy przebiega na niczym.  Johnny żyje na walizkach, pomieszkując w najlepszych hotelach, nie mając własnego kąta, do którego mógłby wracać, w którym czułby się jak w domu.  Żyje w zawieszeniu, którym zarządza jego menadżer.  Czasem wybierze się na premierę nowego filmu, pojawi się na konferencji prasowej zmuszony odpowiadać na nieistotne i wydumane pytania, później zjawi się spóźniony na sesji zdjęciowej promującej najnowszą produkcję  w której wziął udział, innym razem wyskoczy na imprezę lub odwiedzi ekipę od efektów specjalnych, która odciśnie jego twarz do specjalnej maski.  Wieczorami poogląda zamówiony taniec na rurze, wykonany przez dwie młodziutkie dziewczyny lub prześpi się z jedną z wielu fanek, które spotyka na imprezach lub w hotelowym lobby.  Wszystkie te zdarzenia są jednak rozciągnięte w czasie, bardzo od siebie oddalone. Tak naprawdę jego życie jest potwornie nudne.  Przez większą część dnia Johnny nic nie robi, wgapia się w telewizor, przesypia, lub zastanawia się co ma ze sobą począć.  Nudzi się, a my razem z nim, obserwując jego życie.

Większość scen w najnowszym filmie Sofii Coppoli jest przeraźliwie rozciągniętych.  Przedłużanych do granic możliwości, tak bardzo, że chwilami zaczynają irytować.  No bo ileż można pokazywać jak bohater siedzi gdzieś w garderobie z zasychającą papką na głowie lub obserwować jak jeździ samochodem po mieście?  Te nieważne, błahe, teoretycznie mało wnoszące do całości momenty trwają i trwają, aż chwilami chciałoby się przyspieszyć trochę ten film, samemu przejść do następnej sceny, bo tą która obecnie trwa zrozumieliśmy już do końca i nie ma potrzeby by ją dłużej oglądać.  Oczywiście jest w tym przedłużaniu pewien sens - dzięki temu współodczuwamy z bohaterem jego nudną egzystencję. Rozumiem taki zabieg, ale bywa on niestety bardzo męczący.  Zdecydowanie lepiej wypadło ograniczenie dialogów do minimum.  Przez pierwsze kilkanaście minut prawie nikt się nie odzywa, dolatują do nas jedynie strzępki rozmów osób z dalszego planu.  Widzimy tylko kolejne obrazy, obserwujemy milczące życie, które wiedzie bohater.  Również później rozmów jest niewiele, często zastępują je wymowne spojrzenia, małe gesty, które wyrażają więcej niż zwykłe słowa.  Dobrze, że Coppola tak wyciszyła swój film, bo czasem za wiele mówiąc można powiedzieć za dużo, psując kolejne sceny, za bardzo je tłumacząc, zbyt mocno zagłuszając niepotrzebną paplaniną.

Świetnym przykładem sceny, która sama się broni, z której możemy wyciągnąć niezmiernie wiele, choć nie pada w niej ani jedno słowo, jest pierwsza scena, która pokazuje jeżdżący w kółko, gdzieś na odludziu, czarny sportowy samochód.  Piszą o niej chyba wszyscy recenzenci, ja również muszę, bo rewelacyjnie przedstawia życie głównego bohatera.  Samotnika, który z dala od zwyczajnych ludzi, gdzieś na smutnej scenie swego życia, na pustkowiu, kręci się w kółko, tak naprawdę goniąc już za niczym, bo wszystko co mógł już osiągnął i wszystko czego zapragnie ma pod ręką.  Życie bogate, na pierwszych stronach gazet, robiące wrażenie na ludziach z zewnątrz, zwykłych śmiertelnikach, ale smutne i puste.  Inna świetna scena to ta w której bohater spogląda nocą z balkonu swojego hotelowego apartamentu na błyszczące w oddali światła miasta.  Spogląda na życie, które dzieje się poza nim, gdzieś w dolinie, w centrum miasta, pośród zwykłych ludzi, którzy z zazdrością patrzą na jego bogatą egzystencję, wyobrażając ją sobie jako ciągłą zabawę, niekończącą się imprezę, sen na jawie.  Johnny nie dopuszcza do siebie tej myśli - szczególnie na początku filmu - ale jego życie jest puste, a on sam potwornie samotny w tym wielkim błyszczącym świecie.  Z każdym dniem jednak zdaje sobie coraz bardziej z tego sprawę.

Wydawać by się mogło, że punktem zwrotnym w tej produkcji będzie przyjazd córki Johny'ego.  Cleo pojawia się raz w odwiedziny, a raz przyjeżdża na dłużej.  Film Coppoli wtedy trochę ożywa, nabiera trochę rumieńców, ale nie przyspiesza, znacznie się nie zmienia.  Wraz z upływem czasu zastanawiamy się czy jej pobyt jakoś zmieni bohatera, czy jakoś na niego wpłynie.  Jak widać pod koniec tylko nieznacznie, a przynajmniej nie tak jakbyśmy się tego spodziewali, nie tak mocno jak przyzwyczaiło nas do tego kino.  Dostrzec możemy mikro zmiany, zauważyć drobne chwile w których bohater odczuwa coś nowego, gdy czuje się inaczej niż przedtem.  Ale jego życie nie przechodzi rewolucji, nie nabiera sensu z dnia na dzień.  "Somewhere" z pewnością nie jest filmem dla wszystkich.  Dla sporej części widzów będzie on zbyt męczący, za bardzo przedłużony, nijaki.  Film Coppoli zbyt śmiało wystawia cierpliwość widzów na próbę.  Przyzwyczajeni do szybszej akcji, dążących w jakimś kierunku, przynoszących jakiś efekt wydarzeń, nawet w zwykłych dramatach, możemy być zaskoczeni tym jak zwyczajny i teoretycznie nijaki jest to film. Trzeba się do niego przyzwyczaić, trzeba zaakceptować to niesamowicie wolne tempo, ten inny sposób opowiadania historii i to, że tak naprawdę do niczego wielkiego ona nie dąży.  W między czasie nie przyspieszy, nie zmieni kierunku.  Tylko wtedy przetrwamy ten ciągnący się w nieskończoność seans, tylko wtedy nie będzie on niepotrzebną męczarnią.

wtorek, 05 kwietnia 2011, milczacy_krytyk
Tagi: komedia dramat

Polecane wpisy

  • Captain Fantastic

    family values Captain Fantastic (2016) USA reżyseria i scenariusz : Matt Ross aktorzy : Viggo Mortensen, George MacKay, Samantha Isler, Annalise Basso, Nichol

  • Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie

    complete strangers Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie (2016) Włochy reżyseria : Paolo Genovese scenariusz : Paolo Genovese, Filippo Bologna, Paolo Costella

  • Paterson

    Paterson Paterson (2016) USA reżyseria i scenariusz : Jim Jarmusch aktorzy : Adam Driver, Golshifteh Farahani, Barry Shabaka Henley, Method Man, Chasten Harmo

  • Kraina Boga - 2012

    Kraina Boga to teren, na którym ma powstać szkoła katolicka. Takie marzenia ma Jake. Jego ojciec zadłuża ten teren, bo utrzymuje się tylko z ofiar kościelnych.

  • Wilson - 2017

    Wilson ma trudny charakter. Odstaje od przeciętnego człowieka. Gdy traci jedynych przyjaciół próbuje znaleźć nowych. Szuka swojej byłej żony, którą po latach od

Komentarze
Gość: Agniecha, *.net.stream.pl
2011/04/07 18:22:48
ja to jeszcze nie widziałam żadnego filmu Coppoli. miałam zamiar zobaczyć ten jakbym wygrała bilet do kina, nie wygrałam więc póki co odpuszczam. jeszcze jak tylko 6 dajesz, chociaż u mnie to w sumie nie jest taka kiepska ocena :P
buźka :*
-
milczacy_krytyk
2011/04/09 19:55:53
Ja również nie widziałem żadnego filmu Coppoli. Ten był moim pierwszym. Chyba od trzech lat, albo i więcej mam na półce jej osławione "Między słowami", ale jakoś ciągle nie mogę się zabrać za ten film. Może wkrótce ;)
Pozdrawiam
-
2011/04/14 18:29:23
Somewhere jest wg mnie niezłe, ale najdoskonalszym dokonaniem Sofii pozostaje "Między Słowami". Fantastyczny film z niesamowitym klimatem. Polecam!
-
milczacy_krytyk
2011/04/14 19:50:52
Wkrótce / kiedyś obejrzę ;)
Pozdrawiam
-
Gość: Lola King, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/05/06 13:20:43
Ja nie jestem przyzwyczajona do szybkiej akcji, oglądam takie filmy tylko wtedy, gdy jestem naprawdę zmęczona i nie mam ochoty na intensywniejsze uruchamianie mózgu, dlatego takie filmy jak ten są dla mnie prawdziwą odskocznią od tego, czego tak pełno w kinach. Jeśli chodzi o mnie, Coppola całkowicie mnie do siebie tym filmem przekonała. Oczywiście, nie jest on tak dobry, jak Między słowami, ale już lepszy od Marii Antoniny. Wolę jednak taką nudę z Coppola niż każdy inny film, o którym zapomina się zaraz po seansie. Pozdrawiam :)
-
milczacy_krytyk
2011/05/07 17:45:20
"Między słowami" jeszcze nie widziałem, więc nie potrafię się odnieść do tego filmu.
I to prawda, lepsza nuda z Coppolą niż niejeden film, o którym zapomina się na chwilę po seansie. Choć wolałbym, żeby i ta nuda była odrobinę ciekawsza ;)
Pozdrawiam