Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Rio 3D

fear of flying

Rio 3DRio 3D (2011) USA

reżyseria: Carlos Saldanha
scenariusz: Don Rhymer
głosy: Grzegorz Drojewski, Agnieszka Dygant, Agata Buzek, Wojciech Paszkowski, Piotr Bajtlik, Miłogost Reczek, Krzysztof Kowalewski,  Wiktor Zborowski, Krzysztof Pluskota, Rafał Fudalej, Artur Dziurman,
muzyka: John Powell
reżyser dubbingu PL: Piotr Kozłowski
dialogi w polskim dubbingu: Michał Wojnarowski

 (7-/10)

"Rio" to całkiem sympatyczna animacja.  Na tle pozostałych filmów tego typu, jakie co roku przewijają się przez nasze kina, ani niczym specjalnym się nie wyróżnia, ani też nie odstaje od swoich konkurentów.  To poprawna, przyjemna opowiastka, którą dobrze się ogląda.  Teoretycznie jest to komedia romantyczna o dwóch papugach, ostatnich przedstawicielach swojego gatunku, które muszą się ze sobą spotkać, by przedłużyć istnienie gatunku.  Ona całe swoje ptasie życie przeżyła w naturalnym środowisku w Rio, On mieszkał u swojej opiekunki Lindy w cieplutkim domu gdzieś „nie w Rio” - jak informują nas napisy początkowe.  Jednakże ich bardzo ważne spotkanie, do którego namawia Lindę zwariowany ornitolog, jest tylko pewnym pretekstem by akcja tej bajki przeniosła się z nijakiego miasteczka do bajecznego Rio, w którym akurat odbywać się będzie coroczny karnawał.  A gdy już lądujemy w Brazylii, wątek ten schodzi na drugi plan, na rzecz kolejnych zwariowanych wypadków i interesujący pomysł komedii romantycznej, zostaje bardzo słabo rozwinięty.  Trochę szkoda, że film ten powstał przed zapowiadanym od dawna, ale niestety zarzuconym projektem studia Pixar o tytule "Newt".  W ogólnym opisie obie te animacje wyglądały dość podobnie i mam wrażenie, może błędne, że Pixar nie chciał jako drugi prezentować swojego filmu. A szkoda, bo znając możliwości tego studia wydaje mi sie, że byłby to film znacznie ciekawszy, zdecydowanie bardziej wykorzystujący potencjał, jaki niosła ze sobą tego typu opowiastka.

"Rio" nie stara się być niczym więcej niż tylko sympatyczną rozrywką dla całej rodziny.  To ładna bajka, wzbogacona o kilka udanych musicalowych wstawek, chwilami nawet całkiem zabawna.  Nie tak porywająca i urocza jak zeszłoroczne "Jak wytresować smoka" - mam wrażenie, że na tak udaną produkcję jak ta, będziemy musieli  znów trochę poczekać - ale też całe szczęście nie tak jednostronna jak inne produkcje DreamWorks, zdecydowanie zbyt mocno nastawione na nawiązywanie do innych filmów i bawienie starszej widowni, a nie maluchów.  Dobrze, że twórcy zdecydowali się tylko na opowiadanie pewnej historyjki, bez ciągłego mrugania okiem do starszego widza.  Dobrze, że poszli tym torem, bo mam wrażenie, że takie podejście do animacji wypada ciekawiej i niesie ze sobą o wiele większe możliwości.  Najsilniejszym punktem tego filmu jest jego strona techniczna - przepiękna, płynna i niezwykle przestrzenna animacja.  Kolejne obrazy skrzą się niezliczoną liczbą niesamowicie żywych barw i kolorów.  Postacie poruszają się naturalnie, tak jak ich odpowiednicy w świecie rzeczywistym.  Naprawdę widać, że twórcy przyłożyli się do swojej pracy i całość wygląda zdecydowanie lepiej niż np. ostatnia "Epoka lodowcowa".  Tam trójwymiar był niepotrzebnym dodatkiem, niezbyt przekonującym i niedopracowanym gadżetem - tutaj ma sens i widać, że został wykonany bardzo starannie.  Bo choć nic na nas z ekranu nie wyskakuje, to obraz ma głębię i gdy postacie latają w przestworzach, czuć przestrzeń jaka się przed nimi rozciąga.

Wszystko poza tym jest w tej animacji bardzo normalne, zwyczajne i ułożone.  Nie ma tu wyraźnego czarnego charakteru, wielkich przeciwności z jakimi zmierzyć musieliby się bohaterowie.  Tak, są zwariowane małpki i porywacze, ale w gruncie rzeczy mało groźni bo gapowaci.  Tak, jest zła papuga, ale również jakoś niespecjalnie uprzykrzająca bohaterom życie.  To tylko dodatki do całości, pewne przystanki na drodze ku celu i nic więcej.  Największym problemem z jakim musi poradzić sobie główny bohater jest nieumiejętność latania, która chwilami komplikuje sprawę, ale jak nie trudno się domyślić w końcu i ona zostanie pokonana.  Bohaterowie drugoplanowi nie wybijają się na pierwszy plan.  Są bo są, pojawiają się od czasu do czasu, chwilami pomagają, ale bez większych szaleństw.  Całe szczęście nie przysłaniają głównych bohaterów, co w innych animacjach się już zdarzało.  Najgorzej z nich wszystkich prezentuje się stale śliniący się buldog – ohyda!  Co ciekawe z bajki tej nie płynie raczej żaden większy morał, co jak na animację jest dość rzadkim zjawiskiem.  „Rio” to opowieść o powrocie do domu, o którym dawno się już zapomniało, o którym wie się niewiele i trzeba go na nowo odkrywać.  Z jednej strony dobrze, że twórcy nie zrobili nam przy okazji swego filmu nudnego wykładu na jakiś temat, ale z drugiej jakoś tak dziwnie jest kończyć bajkę bez otrzymania pewnej finałowej myśli, jakkolwiek banalna czy oczywista by ona nie była.  Widać, w "Rio" chodzi zdecydowanie bardziej o oglądanie ładnej, przestrzennej animacji, stworzenie pięknej pocztówki z tego brazylijskiego miasta, niż opowiedzenie wartej zapamiętania historii.

czwartek, 14 kwietnia 2011, milczacy_krytyk

Polecane wpisy