Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Niemoralna propozycja

everything's for sale

Niemoralna propozycjaNiemoralna propozycja (1993) USA

reżyseria: Adrian Lyne
scenariusz: Amy Holden Jones
aktorzy: Woody Harrelson, Demi Moore, Robert Redford, Oliver Platt, Rip Taylor, Seymour Cassel
muzyka: John Barry
zdjęcia: Howard Atherton
montaż: Joe Hutshing

 (5/10)

Diana i David to dwie bratnie dusze.  Są szczęśliwym, młodym małżeństwem, które korzysta z każdego dnia spędzonego razem.  Niestety na horyzoncie zaczynają pojawiać się poważne problemy finansowe.  Ona od pół roku nie sprzedała w pracy żadnego domu, on w wyniku cięcia etatów stracił stanowisko.  Co więcej budując dom ze swoich marzeń potwornie się zadłużyli i z każdą chwilą coraz szybciej kończą im się pieniądze na normalne życie.  Bank chce zająć ich mieszkanie, a pożyczane pieniądze na długo nie starczają.  I wtedy zjawia się on.  Multimiliarder John poznany w kasynie, przegrywający lekką ręką kolejne tysiące.  Podczas wspólnie spędzonej kolacji, wywiązuje się między nimi dyskusja odnośnie tego, co w naszym życiu nie jest na sprzedaż.  John chce poddać próbie twierdzenie, że w szczególności miłości kupić się nie da.  Oferuje Davidowi milion dolarów za jedną noc spędzoną z jego żoną.  Małżonkowie oczywiście na początku mówią nie, ale wizja szybkich pieniędzy w tak trudnym dla nich okresie kusi niebywale.  Po nieprzespanej nocy wspólnie zgadzają sie na propozycję mężczyzny i w obecności prawnika podpisują odpowiednią umowę.  Diana następną noc spędza z Johnem...

Najgorsza w tym filmie jest jego potworna przewidywalność.  Bohaterowie zachowują się jak na schematyczne założenia przystało.  Kobieta spełnia wymagania zawartej z miliarderem umowy i stara się dalej żyć normalnie, tak jakby nic się nie stało.  Mąż natomiast oczywiście rozpamiętuje całą sytuację, nie potrafiąc zapomnieć o tym co się wydarzyło. Zżera go ciekawość i rodzi się w nim coraz większa zazdrość.  Męczy Dianę na każdym kroku, wypytuje o szczegóły, nawet w pewnym momencie zaczyna jej wmawiać, że ta nie poprzestała na jednym spotkaniu z Johnem i ma teraz z nim romans.  Pogrąża się w chorobliwym wariactwie, tym samym oddalając żonę od siebie, nie wierząc jej już ani trochę.  Swoją niewiarę w samego siebie, swoją niepewność, wyładowuje na niej, obwiniając o podkopywanie ich cudownego związku, samemu się faktycznie do tego przyczyniając.  Sęk w tym, że od początku wiadomo, że tak właśnie się stanie, że noc za milion zielonych doprowadzi właśnie do czegoś takiego i obserwowanie późniejszych wydarzeń nie jest za bardzo interesujące.  Przez tą oczywistość tej historii nie potrafiłem przejąć się losem bohaterów, ani się do nich mocniej przywiązać. 

Oprócz zaskakującej propozycji, która pojawia się na samym początku, wszystkie pozostałe wydarzenia to schemat, który jako pierwszy przychodzi nam do głowy, gdy zastanowić się nad możliwym rozwojem wypadków.  Przez to "Niemoralna propozycja" jest filmem powolnym, rozciągniętym do granic możliwości, który ogląda się przyzwoicie tylko z dwóch powodów.  Po pierwsze dzięki aktorom, którym jakimś cudem udało się wycisnąć bardzo dużo ze swoich postaci.  Zaskoczyła mnie bardzo Demi Moore, bo w naprawdę przekonujący sposób wcieliła się w swoją bohaterkę.  Bardzo dobrze wypadł również Robert Redford jako czarujący, bezpośredni i rozbrajający swoimi szybkimi odpowiedziami John.   Po drugie wiele dobrego dla tego filmu zrobiła kojąca i rozmarzona muzyka Johna Barry'ego.  Wielokrotnie (tu i ówdzie) słyszałem skomponowany przez niego motyw przewodni, ale jakoś nigdy nie zdawałem sobie sprawy, że pochodzi on właśnie z "Niemoralnej propozycji".  Dzięki niemu o wiele łatwiej popłynąć razem z filmem i dąć prowadzić się przez kolejne prezentowane przez twórców wydarzenia.  Gdyby nie aktorzy i muzyka oglądałoby się ten film znacznie gorzej.

Dlatego też strasznie denerwowało mnie to, że zamiast oryginalnej muzyki napisanej przez Barry'ego w niektórych scenach w tle leciały zwyczajne piosenki.  Zupełnie jakby film ten nie chciał być nawet przyjemnym dramatem, tylko jakimś obrazkiem dla nastolatków.  Za wiele również w produkcji Adriana Lyne'a nachalnego, romansidłowego melodramatyzmu.  Takich scen pokazówek, które ani nie są specjalnie ładne ani potrzebne.  Przykładowo David biegnący przez cały hotel, bo Diana odlatuje właśnie helikopterem wraz z Johnem, albo noc spędzona w hotelu na wygranych w kasynie pieniądzach.  Szczytem wszystkiego jest natomiast zakończenie - tak przesłodzone, że aż niedobrze się robi.  Zadziwiająco dobrze natomiast wypadły - co nie zdarza się często - pojawiające się co jakiś czas komentarze zza kadru, najczęściej Diany.  Zupełnie jakby bohaterowie wspominali przeszłe wydarzenia, mówiąc o tym co czuli, co myśleli, tłumacząc również czemu postąpili tak a nie inaczej.  Często w różnych produkcjach taki dodatkowy komentarz nie wiele wnosi do samej akcji, będąc jedynie niepotrzebnym powtórzeniem, tego co widoczne gołym okiem na ekranie.  Tutaj udało się uniknąć takiego zbędnego dublowania.

sobota, 02 kwietnia 2011, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
ratyzbona
2011/04/02 16:31:54
Zgadzam się z uwagami ale jakoś nie mogę się pozbyć jakiejś nie uzasadnionej sympatii do tego filmu - być może dlatego że podoba mi się rola Redforda, może dlatego że kiedyś próbowałam sobie przypomnieć skąd jest monolog o dziewczynie w sukience zapiętej aż pod szyję i długo się namęczyłam. Moim zdaniem ten film to takie typowe guilty pleasure - człowiek wie że to kretyńskie i schematyczne ale nadal ogląda
-
milczacy_krytyk
2011/04/02 21:47:53
Bo ten film jest po prostu sympatyczny. Miło się go ogląda i zostaje po nim przyjemny klimacik. Dla mnie to jednak trochę mało, liczyłem na coś więcej.

Monolog o dziewczynie w sukience zapiętej pod szyję? Zupełnie czegoś takiego nie pamiętam. Mogłabyś przypomnieć o co chodziło?

Mi w pamięci zapadło jedno z pierwszych zdań, które jest głównym motywem tego filmu i wokół niego rozwijany jest cały pomysł na tę opowiastkę:
"If you ever want something badly, let it go. If it comes back to you, then it's yours forever. If it doesn't, then it was never yours to begin with"

Pozdrawiam
-
2011/04/04 15:17:34
lubię ten film i moim zdaniem Demi zagrała tu chyba najlepiej w karierze.
-
milczacy_krytyk
2011/04/06 18:17:23
Tak to prawda, świetny występ. Szkoda, że późniejsze nie były już tak udane.