Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Rango

every story needs a hero

RangoRango (2011) USA

reżyseria: Gore Verbinski
scenariusz: John Logan
głosy: Johnny Depp, Isla Fisher, Abigail Breslin, Ned Beatty, Alfred Molina, Bill Nighy, Stephen Root, Harry Dean Stanton, Timothy Olyphant, Ray Winstone, Ian Abercrombie, Gil Birmingham, James Ward Byrkit, Claudia Black, Blake Clark, John Cothran Jr., Patrika Darbo, George DelHoyo
muzyka: Hans Zimmer
montaż: Craig Wood

 (6/10)

"Rango" to zakręcona historia pewnej jaszczurki, która życie traktuje jak teatr, a siebie jako aktora, wcielającego się w najróżniejsze postaci, w zależności od wymagających tego okoliczności.  Bez trudu wymyśla dla siebie kolejne role do odegrania, inscenizuje najróżniejsze przygody, których jest głównym bohaterem.  Trafiając przez przypadek do malutkiego miast "Piach", gdzieś pośrodku przysłowiowego nigdzie, naprędce wymyśla swój bujny życiorys, przedstawia siebie jako żywą legendę i w efekcie zostaje szeryfem, ściągając na siebie masę kłopotów.  Tym samym musi zagrać najważniejszą rolę w swoim życiu, dotychczas samotnym: samego siebie.  "Rango" to opowieść niesamowicie pokręcona, wielokrotnie bardzo absurdalna.  Rozwija się w niestandardowym kierunku, od połowy przypominając zwariowany sen, lub nawet pokręcone zwidy, bo przedstawiane na ekranie sytuacje i wydarzenia są coraz bardziej śmiałe i niedorzeczne.  Wielokrotnie przecierałem oczy ze zdumienia, bo takich żartów, takich sytuacji nie uświadczy się w żadnym filmie dla dzieci, a i w normalnej aktorskiej produkcji nie wszystkie by przeszły.  Sporo się tu dzieje, historia rozwija się w nietypowy sposób i gdy już myślimy, że nic nas więcej nie zaskoczy, twórcy wyskakują z kolejnym szalonym pomysłem, urozmaicającym ten nietypowy film.  Całość jest jednak umiarkowanie zabawna i pomimo wielu atrakcji pojawiających się w trakcie seansu, niespecjalnie wciągająca.  Dlatego choć doceniam pomysł na tę produkcję i suma summarum dobrze mi się ją oglądało, to nie powiem by mnie ona zachwyciła.

Oczywiście trzeba pochwalić twórców za odwagę, bo w czasach mocnego panowanie Pixara oraz DreamWorks na rynku filmów animowanych, realizacja nietypowej animacji, do tego skierowanej do starszego widza, była dość ryzykownym przedsięwzięciem, które bardzo łatwo mogło się nie udać.  Niewiele jest obecnie filmów animowanych skierowanych do trochę starszego odbiorcy, a te które pojawiły się ostatnimi czasy na naszych ekranach, można zliczyć na palcach jednej ręki.  Całe szczęście twórcy w międzyczasie nie przestraszyli się  swego śmiałego pomysłu i nie zdecydowali na zadawalanie wszystkich widzów jednocześnie.  Dzięki temu udało się uniknąć problemu z którym niedawno zmagały się "Legendy sowiego Królestwa" Zacka Snydera, które przez niezdecydowanie dotyczące swojego odbiorcy, rozjechały się w połowie.  Tam twórcy chcieli zadowolić i dzieci oczekujące fajnej przygody, miłych bohaterów, jak i dorosłych wtrącając sporo poważniejszych, chwilami całkiem brutalnych wątków, snując swoją mroczną opowieść o poświęceniu, konfliktach rodzinnych, dorastaniu, zdradzie, rozczarowaniu i decyzjach, których nie da się naprawić.  W efekcie tamten film był za słodki dla dorosłych i zbyt poważny dla dzieci. 

 

"Rango" jest o wiele bardziej nastawione na starszego widza (szkoda tylko, że akcja promocyjna tego filmu o tym zapomina) i dla młodszych widzów raczej nie będzie ciekawym przeżyciem.  Nie ma tu milutkich bohaterów - najładniejsze są chyba cztery sowy śpiewające co jakiś czas swoje piosenki, komentujące bieżące wydarzenia i zapowiadające niechybną śmierć głównego bohatera.  Wszyscy są jakby odpadem z innych ładnych filmów animowanych: są brzydcy, poharatani, spaleni rażącym słońcem.  Jednocześnie sama animacja należy do jednych z najbardziej perfekcyjnych i dokładnych jakie do tej pory powstały i chwilami jest naprawdę zachwycająca.  Dokładność szczegółów, skupienie się na detalach jest tu niebywałe, nawet w stosunku do niezbyt przyjemnych bohaterów, którzy choć chwilami odrażający, są niesamowicie przekonujący.   Tę złożoność i perfekcję animacji widać najdokładniej w zwolnionej scenie rozbicia akwarium, a także w długiej i niesamowicie szybkiej sekwencji pościgu przez głęboki kanion.  Niesamowicie wypadają również wszystkie krajobrazy, do złudzenia przypominające rzeczywiste plenery.  Chwilami aż nie sposób uwierzyć, że zostały wykreowane w komputerze, tak naturalnie, tak rzeczywiście wyglądają. 

Świetnie w filmie Verbinskiego spisuje się muzyka Hansa Zimmera.  Jako oddzielny soundtrack nie jest niczym wybitnym, ale jako podkład do animacji ma swoje lepsze momenty i wielokrotnie służy jako element humorystyczny, jak chociażby w scenie wielkiego pościgu, gdy słyszymy "Cwał Walkirii" Wagnera w trochę innej wersji, od tej którą dobrze znamy, a która chwilę później przechodzi w lekkie "Nad pięknym modrym Dunajem" Straussa.  Fantastyczny muzyczny komentarz powodujący, że i tak zabawna scena stała się jeszcze bardziej dowcipna.  A tego typu zabiegów jest tu więcej.  Szkoda tylko, że choć początkowo historia opowiadana przez twórców zapowiada sie naprawdę obiecująco, to pod koniec coś się w niej bardzo psuje i finał zamiast być odpowiednim zwieńczeniem tej zwariowanej przygody, jest zdecydowanie zbyt długi i co gorsza całkiem męczący.  Gdzieś gubi się sens całej tej opowieści, a sam film staje się jedynie pewną ciekawostką, pustą rozrywką, z której niewiele zostaje po seansie.  Twórcy za bardzo rozpędzają swój obraz, który w pewnej chwili wymyka się niestety spod kontroli i samoistnie zaczyna pędzić przed siebie, niczym wóz puszczony z górki, nad którym nie sposób zapanować.  Przez to choć jest szybko i efektownie to niespecjalnie mądrze.  W jednej ze scen nawet jeden z bohaterów pyta drugiego: "i po coś myśmy się w ogóle tłukli?".  Sęk w tym, że nie pada na to pytanie żadna odpowiedź.  Bo chyba nawet sami twórcy nie wiedzieli za bardzo, po co to wszystko było...

środa, 09 marca 2011, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
ratyzbona
2011/03/09 23:53:12
czy krytyk widział film w oryginalnej wersji czy z dubbingiem? Pytam bo wydaje mi się przejawem jakiegoś strasznie wąskiego myślenia wprowadzenie tego filmu z dubbingiem skoro a.) jak słusznie zauważyłeś nie jest to film skierowany do młodszej widowni b.) największą atrakcją oprócz reżysera jest dubbingujący Rango Johnny Depp. Sowie królestwo miało z resztą podobnie - w oryginale zachwycającą obsadę głosową ale już nie w polskim dubbingu. Tak tylko pytam bo mam wrażenie że o ile podejście do animacji się zmienia to dystrybutor wie swoje - animowane ma być dubbingowane!
-
milczacy_krytyk
2011/03/10 00:00:24
Z napisami. Broń Boże żaden dubbing!!
O dziwo tym razem dystrybutor stanął na wysokości zadania i prócz wersji z dubbingiem w niektórych kinach leci też (w porach wieczorowych ale jednak) wersja z napisami. Do tego cyfrówka, więc obraz pierwsza klasa :)
Pozdrawiam
-
Gość: Agniecha, *.net.stream.pl
2011/03/15 17:07:13
a ja widziałam z dubbingiem... jak mówiłam ;P mój przyszły mąż wybrał taką wersję chociaż próbowałam przekonać go do napisów. och jo. oceniłam w sumie podobnie do Ciebie. fajne, ale nie zrobiło na mnie większego wrażenia.
buźka ;*
-
milczacy_krytyk
2011/03/17 17:41:54
Jeszcze raz współczuję wersji dubbingowej i tego, że nie miałaś okazji usłyszeć Deppa w roli kameleona :)
Pozdrawiam