Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Po drugiej stronie korytarza

508

Po drugiej stronie korytarzaPo drugiej stronie korytarza (2009) USA

reżyseria: Alex Merkin
scenariusz: Julien Schwab, Jesse Mittelstad
aktorzy: Brittany Murphy, Arie Verveen, Mike Vogel, Danny Pino, Guillermo Díaz, Brad Greenquist, William Stanford Davis, Chase Kim, Natalie Smyka
muzyka: Bobby Tahouri
zdjęcia: Andrew Carranza
montaż: Alex Merkin

 (6/10)

"Po drugiej stronie korytarza" to jeden z ostatnich filmów, w którym wystąpiła zmarła w zeszłym roku Brittany Murphy.  To również pełnometrażowa wersja historii, którą reżyser Alex Merkin opowiadał cztery lata wcześniej w swoim krótkometrażowym debiutanckim filmie "Across the Hall" (do obejrzenia na youtube).  Opowieść o dwóch dobrych przyjaciołach, z których jeden podejrzewa swoją narzeczoną o romans.  Film mówiący o zdradzie, szaleństwie podejrzeń, przypuszczeń, które odbierają człowiekowi rozum, które są destruktywnymi uczuciami.  Obraz pokazujący, że przekonania są często ważniejsze od faktów, ukazujący jak źle może skończyć się pochopne wyciąganie wniosków, a także jak jedno kłamstwo pociąga za sobą następne i jak nie sposób się później z nich wyplątać.  Film z pomysłem, całkiem sprawnie nakręcony, w którym czuć, że twórcy konkretnie podeszli do swojego zadania, że wiedzieli co chcieli w ostatecznej wersji osiągnąć.

Alex Merkin nie skupił się w swoim długometrażowym debiucie na samej historii, ale na sposobie jej przedstawienia.  I była to bardzo dobra decyzja, bo opowieść o dwóch przyjaciołach sama w sobie byłaby zbyt prosta, by zaciekawić i utrzymać widzów w napięciu przez półtorej godziny seansu.  Pierwsze co zrobił reżyser w swoim filmie to zaburzył chronologię, poszatkował przedstawiane przez siebie wydarzenia.  Rozpoczynamy więc seans od końca, później cofamy się trochę wstecz, wędrujemy trochę wprzód, i tak w kółko, trochę do przodu, trochę do tyłu, dowiadując się powoli kolejnych szczegółów z przeszłości, dziwiąc się temu co dzieje się na bieżąco.  Na początku reżyser przedstawia nam luźne fragmenty tej prostej historii, mało znaczące sceny, które z czasem, dopiero po ułożeniu we właściwej kolejności nabierają sensu. Dzięki temu ten prosty film od początku interesuje, przyciąga naszą uwagę, zmusza do trochę większej koncentracji, bo mimowolnie staramy się samemu ułożyć poszczególne kawałki tej układanki w jedną całość.  Po drugie nadał swojej produkcji bardzo specyficzny klimat: spokojny, gęsty, trochę mroczny, który sączy się powoli przez cały seans.  Spora w tym zasługa scenografii, starego hotelu w którym rozgrywa się akcja tego thrillera.  To miejsce ma dni swojej świetności już dawno za sobą, a ponieważ nie zmieniło się od chwili otwarcia, ma się wrażenie, ze czas się w nim zatrzymał.  Przez to panuje w nim trochę nierealna, senna atmosfera, perfekcyjnie pasująca do snutej przez reżysera historii. 

I do połowy, do momentu gdy bohaterowie nie spotkają się wszyscy w jednym pokoju, ogląda się ten obraz naprawdę dobrze.  Kolejne wydarzenia zaskakują, czasem bardziej, czasem mniej ale jednak. Klimat intryguje i nie pozwala się nudzić, a całość zmierza w ciekawym kierunku.  Niestety od spotkania film ten zaczyna się psuć.  Historia przestaje skakać w czasie, traci swoje tempo i staje się zbyt przewidywalna by nadal móc trzymać w napięciu.  Rozmowy między bohaterami stają się przegadane, a zachowanie głównego bohatera mało przekonujące.  Najbardziej uwiera mi jednak samo zakończenie, które stoi w sprzeczności z wydźwiękiem większości poprzednich scen.  Bez zdradzania szczegółów mogę napisać, że niejako pochwala ono chorobliwą zazdrość, wyciąganie pochopnych wniosków, oraz poddawanie się negatywnym emocjom, o ile zna się dobre wyjście z sytuacji.  Nie przekonuje mnie takie zwieńczenie tej krótkiej opowieści i prawdę powiedziawszy, jak rzadko kiedy, pozostał mi po nim spory niesmak.

poniedziałek, 13 grudnia 2010, milczacy_krytyk
Tagi: thriller

Polecane wpisy