Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Piąty wymiar

wielokrotność

Piąty wymiarPiąty wymiar (2009) Australia, Wielka Brytania

reżyseria i scenariusz: Christopher Smith
aktorzy: Melissa George, Emma Lung, Henry Nixon, Michael Dorman, Rachael Carpani, Liam Hemsworth, Joshua McIvor, Jack Taylor, Bryan Probets
muzyka: Christian Henson
zdjęcia: Robert Humphreys
montaż: Stuart Gazzard

 (8,5/10)

Szóstka znajomych, w pewną sobotę wypływa jachtem na morze.  Rekreacyjny rejs zorganizował Greg i zaprosił na niego osiemnastolatka Victora, którego przygarnął na łódkę, bo chłopak nie miał gdzie mieszkać, a także zaprzyjaźnione małżeństwo: Sally i Downeya, które zabrało ze sobą jeszcze koleżankę Heather.  Na wycieczkę załapała się również znajoma kelnerka Jess, samotnie wychowującą autystycznego synka, którego kocha ponad życie i dla którego dobra poświęciłaby dosłownie wszystko.  To właśnie jej oczami będziemy obserwować wszystkie późniejsze wydarzenia, to ona będzie najważniejszą postacią tego thrillera.  Z początku spokojny prawie, że sielankowy rejs zakłóca najpierw odebrane przez radio przedziwne wezwanie o pomoc, a później gwałtowna i niespodziewana burza.  Bohaterom ledwo udaje się ją przetrwać, bo jacht na wzburzonym morzu zachowuje się jak zabawka i szybko przewraca się do góry dnem.  Rozbitkowie, dryfujący na pozostałości jachtu całkiem szybko znajdują ratunek: wielki statek wycieczkowy, pojawiający się z nikąd i płynący powoli w ich kierunku.  Po wejściu na niego okazuje się jednak, że jest on całkowicie opuszczony.  I tak zaczyna się zaplątany thriller, wyjęty niczym z sennego koszmaru, który będą musieli doświadczyć bohaterowie.

"Triangle" to zdecydowanie jeden z najbardziej pomysłowych i udanych thrillerów ostatnich lat.  To film, który fantastycznie trzyma w napięciu i który mija jak z bicza strzelił.  W miarę rozwoju akcji coraz bardziej interesuje, zastanawia i intryguje.  To film, który wciąga w swój świat, który powoduje, że po zakończeniu seansu nie sposób choćby przez chwilę nie analizować opowiedzianej przez twórców historii.  Zachęca, wręcz zmusza on do własnej interpretacji, do samodzielnego ułożenia sobie historii w jedną całość.  Ciężko opisać wszystkie jego plusy, bo chcąc wyjaśnić na czym polega jego niezwykłość, dlaczego jest tak udany, trzeba by było zdradzić sporo ze starannie przez scenarzystę ułożonej fabuły.  A właśnie samodzielne odkrywanie tego filmu, dochodzenie o co w nim tak naprawdę chodzi jest niezwykle interesującym przeżyciem, przez które obraz ten jest tak wciągający.  Bo "Triangle" to film o którym przed seansem najlepiej wiedzieć jak najmniej.  Dlatego też napisze jedynie, że bardzo podobało mi się nawiązanie do pewnego greckiego mitu, o którym bohaterowie wspominają w czasie trwania filmu.

Bardzo ciekawym pomysłem było również niejako wtłoczenie głównej bohaterki w samospełniający się scenariusz.  To nie ona jest przyczyną kolejnych wydarzeń, to rzeczywistość, która panuje na statku powoduje, ze Jess musi postępować w konkretny sposób.  Zupełnie jakby ktoś z góry pociągał za sznurki, jakby wszystkie wydarzenia były z góry jasno określone, przypisane wszystkim bohaterom, którzy mają je teraz jedynie wypełnić.  Co ciekawe pomimo takiego narzucenia przyszłych wydarzeń nie mamy w czasie seansu wrażenia, że bohaterowie są bezwolni, że nie mogą decydować o swoim losie.  W takim wypadku film ten byłby pozbawiony jakichkolwiek emocji, bo jak tu emocjonować się z góry ustalonymi wydarzeniami?  To przypisanie konkretnej ścieżki działań staje się jasne  dopiero w trakcie seansu, po przedstawieniu kolejnych scen, jak się okazuje krytycznych dla bohaterów.  Co ważne "Triangle", jak mogłoby się wydawać na początku seansu, nie jest też bezmyślnym thrillerem opierającym się jedynie na nudnej  bieganinie po opuszczonym statku z siekierą czy dubeltówką w ręku.  To dokładnie przemyślany, smutny thriller, którego klimat perfekcyjnie buduje muzyka Christiana Hensona.  Jest spokojna, łagodna, ale jednocześnie niezwykle niepokojąca.

Przez dobrą połowę seansu tak naprawdę trudno powiedzieć co się właściwie w tej produkcji dzieje oraz dlaczego? Widzimy jedynie poszczególne wydarzenia, ale ciężko powiedzieć, czy prowadzą one do czegoś konkretnego, czy mają jakikolwiek sens.  Historia z każdą kolejną minutą zapętla się coraz bardziej, a my zastanawiamy się czy to co widzimy na ekranie to tylko sztuka dla sztuki, pewne intrygujące ćwiczenie, czy coś może jednak się za tym wszystkim kryje.  I wtedy powoli zaczyna nadchodzić zakończenie.  Zaskakujące, bardzo rozbudowane ale co ważne nie przydługie, które perfekcyjnie wpisuje się w formę i klimat całego filmu, przedstawionych wcześniej wydarzeń.  Zakończenie, które daje pole do własnej interpretacji, które naprowadza na rozwiązanie, sugeruje czym były przedstawione przez reżysera wydarzenia, ale pozwala na dokładne określenie ich przez nas samych.  Rozwiązanie, które w bardzo ciekawy sposób wyjaśnia to co widzieliśmy przez ostatnie kilkadziesiąt minut.  A wyjaśniać jest co, bo "Triangle" to film składający się z wielu odbić, wielokrotnych powtórzeń, które akcentowane są albo poprzez widoczne na drugim planie kształty, pojawiające się kolejny raz przedmioty lub odgłosy jak np. grający gramofon.  To film, który chwilami zacina się jak zdarta płyta, pokazując nam powtórnie poprzednie sekundy.

Ze względu na bardzo skomplikowany scenariusz, którego napisanie zajęło Christopherowi Smithowi podobno dwa lata, nie udało się oczywiście uniknąć w tej produkcji pewnych naciągnięć.  W pewnych chwilach ma się bowiem wrażenie, że rozgrywające się na ekranie wydarzenia są za bardzo podporządkowane spełniającemu się bez woli bohaterów scenariuszowi.  Bo patrząc na ich wcześniejsze zachowania ma się wrażenie, że dalsze wydarzenia potoczyłyby się jednak trochę inaczej.  Całe szczęście takich chwil jest naprawdę niewiele, a przez pędzącą przed siebie akcję nie zwraca się na nie aż tak wielkiej uwagi.  Poza tym trudno w tym filmie analizować logiczność kolejnych wydarzeń, to czy nie są za bardzo naciągane, bo historia jest tak poplątana, że chcąc dokładnie analizować ją od początku aż do samego końca (choć trudno je w niej odnaleźć) można łatwo się w niej pogubić.  Najważniejsze, że na pierwszy rzut oka opowieść ta ma sens, wyjściowy koncept został w pełni wykorzystany, a opowiadana przez twórców historia dąży do ciekawego zakończenia.  Potencjalne rozgryzanie tego filmu może przypominać dochodzenie do odpowiedzi na odwieczne pytanie, co było pierwsze: kura czy jajko?  Sensu w takich domysłach za wiele nie ma, najważniejsze, że jako całość film ten ogląda się świetnie. 

Co ciekawe film ten przed ewentualnymi, widocznymi gołym okiem nielogicznościami, broni się sam i to zawczasu.  Bo gdy w czasie seansu chciałem już zacząć narzekać, że "Triangle" jest kolejną opowieścią o nawiedzonym wycieczkowcu, historia nagle zmieniła swój kierunek.  Gdy chwilę później zacząłem kręcić nosem, że zamieniła się w zabawę w kotka i myszkę pomiędzy ocalałymi rozbitkami, a zamaskowanym psychopatą, reżyser znów mnie zaskoczył, kolejny raz kierując swój film na inne tory.  I tak działo się praktycznie za każdym razem.  Gdy tylko zaczynałem mieć wrażenie, że coś w tym filmie nie gra, że o czymś twórcy zapomnieli lub przeinaczyli, że znalazłem jakieś braki w scenariuszu, chwilę (lub dwie) później okazywało się, że tak miało właśnie być, że na takie a nie inne rozegranie akcji jest jakieś dobre wytłumaczenie.  Bo nawet jeśli bohater zachowuje się niezrozumiale, zaraz okaże się dlaczego.  I mogę nawet przymknąć oko na to, że film ten pełnymi garściami korzysta z tego co w kinie widzieliśmy już wiele razy, ponieważ stara się te używane elementy poukładać w trochę inny sposób, tak by stworzyć coś nietypowego, oryginalnego.  I udaje mu się to świetnie.  Oby więcej takiego kina, szkoda, że tak słabo reklamowanego.

piątek, 17 grudnia 2010, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
mierzwiak
2010/12/18 23:09:40
Punkt wyjścia Triangle jest genialny, problem w tym, że poznajemy go niemalże na samym końcu filmu. Drugi problem jest taki, że by do niego dotrzeć, trzeba przebrnąć przez ciąg męczących, zdających się powtarzać w nieskończoność scen, nielogiczności i dziur w scenariuszu.

Ode mnie 4/10
-
milczacy_krytyk
2010/12/20 22:28:45
Mnie ten ciąg powtarzających się scen całe szczęście ani nie męczył, ani nie denerwował, tylko bardzo zaintrygował, przez co seans wspominam naprawdę dobrze, a sam film podobał mi się bardzo. Ale rozumiem Twoją ocenę :)
Pozdrawiam