Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Och, życie

life will never be the same...

Och, życieOch, życie (2010) USA

reżyseria: Greg Berlanti
scenariusz: Ian Deitchman, Kristin Rusk Robinson
aktorzy: Katherine Heigl, Josh Duhamel, Josh Lucas, Hayes MacArthur, Christina Hendricks, Jessica St. Clair, Rob Huebel, Melissa McCarthy, DeRay Davis, Kumail Nanjiani, Andrew Daly, Bill Brochtrup, Will Sasso, Majandra Delfino,
muzyka: Blake Neely
zdjęcia: Andrew Dunn
montaż: Jim Page

 (6-/10)

Chyba każdy od czasu do czasu potrzebuje lekkiej rozrywki.  Zwykłego, przeciętnego filmu na poprawienie humoru, odstresowanie, podładowanie akumulatorów.  Szczególnie teraz w czasie zimy, gdy dni są zdecydowanie za krótkie, na zewnątrz panują mrozy, a na wiosnę trzeba jeszcze długo czekać, takie produkcje są w cenie.  Oczywiście dobrze by było gdyby z tych kolorowych, ruchomych obrazków coś jeszcze wynikało.  By prócz ładnych aktorów, dobrze dobranej muzyki, film taki oferował jednak coś więcej.  By znalazło się w nim trochę śmiesznych dialogów, scen, które pamiętalibyśmy trochę dłużej niż tylko kilka minut po zakończonym seansie.  O mądrym i wartym zapamiętania przesłaniu, pewnych myślach, prostych ale trafnych nawet nie wspominam, bo często są to już za wysokie wymagania.  Bo jeśli komedia romantyczna ich nie posiada, to jest ot zwykłym filmikiem, który można ale nie trzeba obejrzeć, najlepiej w domu, bo duży ekran nie jest do niej zbytnio potrzebny.  Gorzej jeśli nawet w podstawowych założeniach spełnia się średnio, wtedy te z początku ładne obrazki cieszą jedynie do czasu, a po seansie wiele wspomnień nie zostaje.

I tak niestety jest właśnie z "Life as w know it".  Po pierwsze film ten jest chwilami strasznie smutny.  Zaczyna się co prawda od humorystycznej scenki nieudanej randki, ale chwilę później uderza w poważniejsze tony.  Rodzice jednorocznej Sophie giną w wypadku samochodowym.  Ich serdeczni przyjaciele, dwoje singli, zostaje wyznaczonych w testamencie na prawnych opiekunów dziewczynki.  Problem polega na tym, że wzajemnie za sobą nie przepadają - ona była przyjaciółką zmarłej Allison, on był kumplem nieżyjącego Petera i tylko to ich łączyło.  Sophie przekazać jednak nikomu innemu nie mogą, bo wola nieżyjących rodziców jest wiążąca i nie mogą się od niej uchylić.  W efekcie z dnia na dzień muszą ze sobą zamieszkać, a także każde w swoim zakresie zrezygnować ze swoich planów, części swoich marzeń na przyszłość.  W błyskawicznym tempie zmienić samych siebie, bo bycie rodzicem jest rolą do której trzeba dorosnąć, do której niektórych nawet dziewięciomiesięczne oczekiwanie nie jest w stanie przygotować.  Tak więc film ten zdecydowanie lepiej nadawałby się na poważny dramat, czy obyczajówkę.  Twórcy jednak uparli się by stworzyć z niego romkoma, w którym za sprawą małego dziecka dwa przeciwieństwa zaczną się przyciągać, aż w końcu się w sobie zakochają.

O ile jeszcze może pomysł na taki film był w miarę ciekawy, to już wykonanie za bardzo nie jest.  Za wiele tu powierzchownej obyczajówki, a za mało komedii.  "Och, życie" jest bowiem filmem mało śmiesznym.  Większość zabawnych scen znalazło się już w zwiastunach, więc wszyscy Ci, którzy widzieli trailery i mają dobrą pamięć, za wiele śmiać się w kinie nie będą.  Co gorsza większości dowcipów nie udaje się wybrzmieć do końca, są one zagrane jakby na pół gwizdka.   Przez co w większości wywołują one jedynie krótki uśmiech na naszych twarzach, bo o głośnych wybuchach śmiechu można niestety zapomnieć.  W związku z tym komedia ta jest wyjątkowo letnia, ospała i zdecydowanie za długa.  Twórcy choć ustalili ciekawy punkt wyjściowy dla swojej historii, to nie udało im się już niestety poprowadzić jej interesującymi ścieżkami.  Nie uniknęli nawet takich schematów jak obecna chyba w każdej komedii romantycznej scena na lotnisku.  Mało również w tej produkcji chemii pomiędzy bohaterami, pasują oni do siebie tak sobie, więc średnio się im kibicuje.  Ponieważ są oni jednak postaciami pierwszoplanowymi, na końcu muszą ze sobą być, a szkoda, bo takie parowanie na siłę jest bardzo denerwujące.  Zdecydowanie bardziej sympatyczne są postacie z drugiego planu i powiązanie ich z dwójką singli byłoby ciekawsze.

niedziela, 19 grudnia 2010, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
maethi
2010/12/19 20:54:36
Hmm :) skomentuje krótko: z większością się zgadzam.
Krótko, bo sam niedługo zrecenzuje ten film. Ba, byłem na nim w kinie ;)!

Najpierw jednak "Legendy Sowiego Królestwa" :)
-
agna83
2010/12/19 20:54:55
Mam ten film na celowniku i jakoś nie zrażają mnie niezbyt pochlebne opinie. Jakby co to najwyżej popatrzę sobie na Duhamela. Gdyby nie on, nie zwróciłabym uwagi na "Ramonę i Beezus", w każdym razie nie z takim wyprzedzeniem ;)
-
kaczy_mike
2010/12/22 10:56:36
Zdecydowanie się zgadzam.
To taki film dla wszystkich, jak i dla nikogo. Z początku bliżej mu do obyczajówki, a potem, niestety, wkracza na tory utartych schametów. A mogło być tak pięknie!
(U siebie też coś skrobnąłem)

Pozdrawiam!
-
2010/12/29 19:22:30
a ja jestem na plus. Podobało mi się i tyle. Mam świadomość, że nic wielkiego to nie jest, ale świetnie mi się oglądało - dodatkowy punkcik za soundtrack.