Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Gwiezdne Wojny: Część V - Imperium kontratakuje

the force is with you...

Gwiezdne Wojny: Część V - Imperium kontratakujeGwiezdne Wojny: Część V - Imperium kontratakuje (1980) USA

reżyseria: Irvin Kershner
scenariusz: Lawrence Kasdan, Leigh Brackett
aktorzy: Mark Hamill, Harrison Ford, Carrie Fisher, Billy Dee Williams, Anthony Daniels, David Prowse, Peter Mayhew, Kenny Baker, Alec Guinness, Jeremy Bulloch, John Hollis, Bruce Boa, Michael Culver, Michael Sheard, Julian Glover, Frank Oz, James Earl Jones
muzyka: John Williams
zdjęcia: Peter Suschitzky
montaż: Paul Hirsch, Marcia Lucas, T.M. Christopher, George Lucas

 (9/10)

Nadeszły ciężkie czasy dla rebeliantów.  Choć udało się zniszczyć najpotężniejszą broń Imperium - Gwiazdę Śmierci, musieli uciekać ze swojej dotychczasowej kryjówki i ukryć się na lodowej planecie Hoth, gdzie założyli tymczasowy obóz.  Miejsce to nie będzie jednak na długo bezpieczne, bowiem owładnięty obsesją, mroczny Lord Vader, szuka za wszelką cenę młodego Luke'a Skywalkera, w którym wyczuwa rodzące się ogromne pokłady Mocy.  Wysyła w związku z tym w najodleglejsze zakątki Galaktyki specjalne sondy, których zadaniem jest odnalezienie chłopaka.  Vader chce bowiem przeciągnąć go na mroczną stronę Mocy, lub pozbyć się go, jeśli ten nie przystąpi do Imperium.  Już wkrótce jedna z takich sond wyląduje na mroźnej planecie Hoth i odnajdzie młodego Skywalkera.  Konfrontacja będzie nieunikniona...

Z przyjemnością mogę napisać, że "Imperium kontratakuje" jest filmem lepszym od poprzedzającej go "Nowej Nadziei", praktycznie pod każdym względem.  To perfekcyjny przykład sequela, który pierwszą część zostawił daleko w tyle, niezwykle wysoko podwyższając poprzeczkę dla przyszłego finału.  Mam wrażenie, że kontynuacja ta jest dlatego lepsza od pierwszej części, bo na dwóch najważniejszych dla każdej produkcji stanowiskach nie zasiadł tym razem George Lucas, twórca "Gwiezdnych Wojen".  Może jestem do niego trochę uprzedzony, nie wiem, ale w przeciwieństwie do epizodu IV, na którym wynudziłem się potwornie, ten film podobał mi się ogromnie.  Na stanowisku reżysera zamiast Lucasa zasiadł Irvin Kershner, natomiast za scenariusz (napisany na podstawie historii wymyślonej oczywiście przez Lucasa) odpowiedzialni byli Lawrence Kasdan i Leigh Brackett.  Dzięki nim "Imperium Kontratakuje" zyskało wielkość i powagę godną tak sławnej sagi, dzięki nim ten epizod jest prawdziwym widowiskiem sf, a nie tylko luźną bajką osadzoną w świecie przyszłości.  Swoje zrobił też z pewnością budżet, prawie dwukrotnie większy od tego jaki twórcy mieli poprzednio do dyspozycji, dzięki któremu mogli pozwolić sobie na więcej przy realizacji tego epizodu.

"Imperium kontratakuje" jest obrazem zdecydowanie szybszym od poprzednika.  Akcja rusza w nim z kopyta już w pierwszych minutach seansu i nie zwalnia ani na chwilę.  Nie ma tu już nudnego włóczenia się z robotami po pustyni, czy nic nie wnoszącego do całości przyglądania się wesołym stworkom.  Scenarzyści mieli za wiele do opowiedzenia by nawet na chwilę zatrzymywać się nad takimi błahostkami.  Dzieje się tu wiele, praktycznie przez cały czas, dlatego nie ma chwili na choćby drobny odpoczynek, o nudzie nawet nie wspominając.  W tej części jest to, czego tak mi brakowało w "Nowej Nadziei" - porywającej przygody, historii, która dążyłaby pewnym krokiem w konkretnym kierunku.  Bohaterowie tuż po początkowej bitwie na Hoth rozdzielają się: Luke wraz z R2-D2 leci na bagnistą planetę, na której spotyka Starego Mistrza Yodę, który pokaże mu jak mądrze korzystać z Mocy, natomiast Leia, Han Solo, Chewbacca i C-3PO będą uciekać Imperium, co rusz pakując się w coraz to większe tarapaty.  Dzięki takiemu rozdzieleniu historii udaje się nie przesadzić z nagromadzeniem szybkich scen, jak również skumulowaniem wolniejszych momentów, pokazujących trening młodego Skywalkera, bo przeplatają się one nawzajem przez większą cześć seansu aż do samego zakończenia, gdy bohaterowie znów się spotkają.

I choć od premiery tego filmu minęło już 30 lat!, zupełnie nie czuć tego upływu czasu, i nadal rewelacyjnie się go ogląda.  Ogromna w tym zasługa perfekcyjnie nakręconych scen, bo choć widać, że efekty specjalne nie są dzisiejsze (co wcale nie znaczy, że wyglądają źle lub nieprzekonująco), to szybsze sceny ogląda się z niebywałą przyjemnością i przyspieszonym biciem serca. Bitwa na lodowej planecie, ucieczka przez pasmo asteroid, sceny w kopalni są po prostu perfekcyjne.  Jest w nich niebywała energia, życie, niesamowita pomysłowość i niezwykła sprawność oraz lekkość w przedstawianiu kolejnych wydarzeń.  Aż nie mogłem uwierzyć jak bardzo wciągnął mnie ten film, jak szybko mi zleciał, bo ledwo co trafiłem wraz z bohaterami na planetę Hoth, a chwilę później oglądałem wraz z ocalałymi galaktykę z pokładu jednego ze statków.  "Imperium kontratakuje" to ostra jazda bez trzymanki, przemyślana od początku do samego końca.  Porywająca opowieść, przepełniona akcją i co ważne humorem, zdecydowanie bardziej dojrzała od poprzedniego epizodu.  Szybsze sceny perfekcyjnie łączą się w niej z odpowiednia dawką udanego humoru.  Więcej tu zabawnych tekstów, szczególnie dobrze wypadają wszystkie docinki między księżniczką Leią a Hanem Solo, którzy wyraźnie mają się ku sobie.

Rozwinięty wątek romansowy dodał do tej historii odpowiednią dawkę humoru i emocji.  Wreszcie komuś tu na kimś zależy, i dzięki temu my również przywiązujemy się do bohaterów, kibicując im w ich ucieczce przez galaktykę.  To niesamowite ale przywiązujemy się nie tylko do ludzkich bohaterów ale także do tych, którzy w obecnych czasach pewnie zostaliby wygenerowani przy pomocy komputera.  Mam oczywiście na myśli dwa roboty: odważnego R2-D2 i wiecznie narzekającego C-3P0, a także pokazanego dopiero w tej części Mistrza Yodę.  I choć od pierwszej chwili widzimy, że jest to zwykła kukiełka, to dzięki niezwykłemu głosowi Franka Oza mamy wrażenie, że ta postać mogłaby istnieć. Zyskała bowiem duszę, własną osobowość.  To również dzięki niej ten epizod Gwiezdnych Wojen jest poważniejszy od poprzedniego.  Mówi o dobru, złu, o tym, że nie ważna jest siła mięśni, tylko to co jest w nas samych, to co pod każdym względem jest potężniejsze od siły fizycznej.  Mówi również o wierze we własne możliwości, która czyni cuda, dzięki której można dokonywać rzeczy niemożliwych.  Całość kończy się długim, świetnie poprowadzonym pojedynkiem, jednym zdaniem, które zna na pewno każdy i otwartym, dość pesymistycznym finałem, który bardzo wyraźnie sugeruje co wydarzy się w szóstym, ostatnim epizodzie.  Rewelacja. Na pewno obejrzę jeszcze raz.

niedziela, 05 grudnia 2010, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
szymalan
2010/12/05 13:00:32
Aż nabrałem ochoty po tej recenzji na seans :D
-
ratyzbona
2010/12/05 15:54:20
Wiem że to nie jest odpowiednie miejsce ale zwierz wpadł na coś kilka lat temu i musi się tym podzielić bo to pokazuje z jak wielu źródeł korzystali scenarzyści Gwiezdnych Wojen - otóż dialog Hana Solo i księżniczki Lei tuż przed ich pierwszym pocałunkiem jest słowo w słowo przepisany z ... ,, Przeminęło z Wiatrem" ( książki nie filmu). Zwierz był pod wrażeniem.

Ale tak na temat - druga część jest lepsza bo nieco dekonstruuje tą konstrukcje bajki z pierwszej części. Ogólnie to moja i chyba wszystkich fanów część ulubiona. Do dziś jednak nie mogę sobie wyobrazić tego czekana na następny odcinek z Hanem Solo w karbonicie
-
milczacy_krytyk
2010/12/05 21:24:15
do szymalan: No to do dzieła :p

ratyzbona: To jest jak najbardziej odpowiednie miejsce na takie informacje :)
Ciekawe, w życiu bym się nie spodziewał tego typu cytatu. No, ale dzięki temu wiadomo, czemu ta część jest tak dobra.
O tak, całe trzy lata czekania na kolejną część musiało być dla fanów męczarnią. Gdzie by ją tam porównywać do półrocznego oczekiwania na Potterowy "Part 2" :]

Pozdrawiam