Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Ostatni dom po lewej

how far would you go?

Ostatni dom po lewejOstatni dom po lewej (2009) USA

reżyseria: Dennis Iliadis
scenariusz: Carl Ellsworth, Adam Alleca
aktorzy: Garret Dillahunt, Sara Paxton, Spencer Treat Clark, Riki Lindhome, Joshua Cox, Martha MacIsaac, Monica Potter, Tony Goldwyn, Aaron Paul, Michael Bowen
muzyka: John Murphy
zdjęcia: Sharone Meir
montaż: Peter McNulty

 (7/10)

Pewna rodzina jedzie do domku letniskowego na wakacje.  Oczywiście domek jest na odludziu, nad jeziorem, gdzie komórki tracą zasięg, a najbliższy sąsiad znajduje się 10 kilometrów dalej.  W normalnym thrillerze na tę spokojną rodzinę napadłoby kilku rozwścieczonych nastolatków lub psychol kryjący swoją twarz za dziwaczną maską, zaczęliby ich torturować, męczyć aż w końcu najsilniejsza osoba z rodziny by się im przeciwstawiła i przeżyła do końca.  Schemat jaki znamy już na pamięć.  "Ostatni dom po lewej" wybiera jednak zupełnie inny, bardzo ciekawy kierunek rozwoju historii.  Otóż krótko po przyjeździe do domku, Mari zostawia rodziców samych i jedzie do miasteczka by spotkać się ze swoją trochę zbuntowaną przyjaciółką Page, która pracuje w lokalnym sklepiku.  Dziewczyny przez przypadek trafiają do pokoju hotelowego młodego, zwyczajnie wyglądającego chłopaka, który w zamian za to, że Page sprzedała mu w sklepie papierosy, oferuje im trawkę.  Niestety do hotelu wkrótce, szybciej niż powinni, wracają opiekunowie chłopaka, jego ojciec, wuj i dziewczyna ojca, a ponieważ ten właśnie uciekł policji i nie może pozwolić sobie na zostawianie za sobą jakichkolwiek śladów, porywa dziewczyny ze sobą.  W czasie wyjazdu z miasta dziewczyny zostają brutalnie pobite i zgwałcone. Mari udaje się jednak jakimś cudem uciec oprawcom.  Ponieważ zapada noc i zbliża się burza, napastnicy poszukują schronienia i znajdują je w najbliżej stojącym domu, który należy akurat do... rodziców Mari.  Ci dowiedziawszy się o tym co przeżyła ich córka, nie mając innego wyjścia, postanawiają wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę...

 

Thriller ten nie jest tym czego moglibyśmy się spodziewać po zwiastunach czy opisach.  Tak, jest brutalny, chwilami nawet bardzo, ale nie epatuje przemocą, nie zachwyca się nią i nie dąży do tego byśmy zobaczyli jej w całym seansie jak najwięcej.  Pojawia się ona w nim, bo tak biegnie opowiadana przez twórców historia, bo tak rozwijają się kolejne wydarzenia, bo bohaterowie nie mają innego wyjścia.  Co więcej "Ostatni dom po lewej" ma w sobie - i nie wiem dokładnie jakiego słowa tutaj użyć, bo chyba żadne nie będzie właściwe - pewną wrażliwość, jakieś drugie dno.  Nie chodzi w nim bowiem jedynie o pokazywanie kolejnych scen tortur, o zachwyt nad zadawanym cierpieniem.  Tego w nim o dziwo nie znajdziemy.  Nie wiem jak twórcom udało się tak wznieść tę produkcję, nadać jej bardziej normalnego, ludzkiego oblicza, ale jakimś cudem tego właśnie dokonali.  Być może takie spojrzenie na tę opowieść, taki klimat udało się stworzyć dzięki pięknym zdjęciom i wolniejszym chwilom, takim małym scenom w czasie których kamera zbliża się na twarze bohaterów, jakby na kilka sekund zatrzymując czas, skupiając się na ich emocjach, ich położeniu.  Bo w gruncie rzeczy ten film nie pędzi przed siebie, nie korzysta z teledyskowego montażu, szokowania widza za wszelką cenę.  Potrafi zatrzymać się w odpowiedniej chwili, skupić na bohaterach, na ich przeżyciach, dzięki czemu udaje się nadać kolejnym scenom odpowiedniej powagi.  Być może udało się to osiągnąć też dzięki fantastycznej muzyce Johna Murphy'ego, która jest spokojna, wyważona, która wycisza ten obraz, tworzy odpowiedni klimat, nadaje poszczególnym scenom wymiar tragiczności.

 

"Ostatni dom po lewej" to bardzo równy thriller.  Napięcie budowane jest w nim od samego początku, powoli ale konsekwentnie.  W gruncie rzeczy nie ma w nim gorszych, czy słabszych chwil.  Nie ma momentów które byłby niepotrzebne lub nudne, przy których zaczynalibyśmy się wiercić w fotelu lub zastanawiać dlaczego bohaterowie postąpili akurat tak, a nie inaczej.  Nie ma wymyślnej przemocy, zemsty planowanej z zimną krwią, czego bardzo obawiałem się przed seansem.  Jest zwykła, brudna walka o przetrwanie,  bo przez burzę nie ma gdzie uciec, a noc przeżyć trzeba.  Bardzo ciekawie sprawdziła się zamiana ról: oprawca-kat.  Napastnicy po pierwszych kilkudziesięciu minutach stają się tutaj bowiem osobami walczącymi o życie, a zwyczajne małżeństwo, ludzie niczym się nie wyróżniający, po których nigdy w życiu byśmy się czegoś takie nie spodziewali, stają się oprawcami, którzy  we własnej obronie, w obronie swojej skrzywdzonej córki, wymierzają ostateczną karę.  "Ostatni dom po lewej" to film bardzo dobrze zagrany, praktycznie przez wszystkich aktorów, którym udało się nie popaść w przesadę i w bardzo naturalny sposób wtopić w swoich bohaterów.  Film wciągający, trzymający w napięciu, który niejako zmusza do zastanowienia się jak daleko można się posunąć w obronie swoich bliskich, którzy zostali tak potwornie skrzywdzeni przez drugiego człowieka.  Bo odruchowo stajemy tutaj po stronie rodziców zgwałconej dziewczyny, jednakże czy powinniśmy?  Czy rodzice biorąc sprawiedliwość w swoje ręce, wymierzając karę uciekającym przed policją oprawcom, nie zmienili się w takich samych bandytów jakim była ta trójka?  Jak bardzo i czy czymkolwiek się od nich różnią?

Spore, pozytywne zaskoczenie.

czwartek, 25 listopada 2010, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Agniecha, *.net.stream.pl
2010/11/25 10:32:08
ja tam jeszcze się nie podchodziłam do tego filmu. prawdę mówiąc to... miałam go ale usunęłam ;p może kiedyś.. bo widzę, że Tobie się podoba :)
-
countersv
2010/11/25 11:02:05
U mnie też była siódemka. Dobry film. Argumenty podajesz identyczne jak ja (niekoniecznie jak to u siebie napisałem, ale takie jakie bym podał ;) ).
-
szymalan
2010/11/25 11:41:10
Zgadzam się z recką. Zaskoczenie, bo rzeczywiście jak na tego typu thriller, to i bohaterowie nie dwuwymiarowi, a i samo obserwowanie jak małe przypadki i małe złe decyzje zmieniają sytuację całej tej rodziny w istny koszmar, naprawdę chwilami przeraża.
Solidny film w swoim gatunku.
pozdrawiam
-
countersv
2010/11/25 13:14:41
Właściwie wszystko zaczyna się od jednej złej decyzji. Pozornie nie wydaje się zła. I nagle wszystko wywraca się na lewą stronę.
To przerażające, bo tak naprawdę może spotkać każdego. To też jest przesłanie płynące z tego filmu, żeby się porządnie zastanowić, zanim zrobi się coś pochopnego. To i oczywiście "don't do drugs", bo przecież od tego się zaczęło.
-
Gość: lola king, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/11/26 20:47:10
Nic dodać, nic ująć :) Ode mnie "Ostatni dom po lewej" też dostał mocną siódemkę. Bardzo porządny film, gdzie napięcie rzeczywiście trzyma do ostatniej chwili, nie ma tu mowy o nudzie, czy znużeniu, ponieważ kolejne wydarzenia dzieją się w szybkim tempie, co jest plusem jeśli chodzi o ten gatunek. Iliadisowi udało się zrobić film w starym stylu, a zamiana ról wyszła mu znakomicie. I co ważniejsze, przypomniał widzom o Wesie Cravenie, prawdziwym mistrzu, o którym coraz rzadziej się mówi. Pozdrawiam :)
-
milczacy_krytyk
2010/11/27 00:39:48
do Agniecha:
Obejrzyj, bo naprawdę warto. Chciałem wybrać się na tę produkcję do kina, gdy była w nich wyświetlana, ale ze względu na różne opinie zrezygnowałem, czego teraz trochę żałuję. Na srebrnym ekranie thriller ten sporo by zyskał. Ale i tak w domowym zaciszu ogląda się go świetnie. Tak więc polecam :)

do countersv:
Tak to prawda, sytuacja komplikuje się w tym filmie praktycznie z niczego. Dziewczyny trafiły po prostu na nieodpowiedni czas w nieodpowiednim miejscu, a później nie było jak się już wyrwać z tej sytuacji. Proste ale jednocześnie przerażające.

do lola king:
Mi się w tym filmie bardzo podobało to, że pomimo zamiany ról reżyser nie zrobił z rodziców wyrachowanych zabójców. Ta zemsta na oprawcach córki nie jest planowana na zimno, jest jakby obroną własną (oczywiście prócz ostatniej, trochę niepotrzebnej sceny z mikrofalówką). Chyba dzięki temu (i głębszym skupieniu się na przeżyciach bohaterów) thriller ten nie zamienił się w bezsensowną jatkę.

Pozdrawiam :)