Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Kontrolerzy

underworld

KontrolerzyKontrolerzy (2003) Węgry

reżyseria: Nimród Antal
scenariusz: Nimród Antal, Jim Adler
aktorzy: Sándor Csányi, Zoltán Mucsi,  Eszter Balla, Gyözö Szabó, Zsolt Nagy, Sándor Badár, Csaba Pindroch,  Lajos Kovács, György Cserhalmi, Zsolt László
muzyka: Neo
zdjęcia: Gyula Pados
montaż: István Király

 (5/10)

Metro to jedno z tych nielicznych, naturalnych scenerii, które idealnie nadaje się do kręcenia przerażających horrorów.  To podziemne środowisko, pozbawione naturalnego światła, przepełnione krętymi korytarzami, w których łatwo stracić orientację lub nawet się zagubić.  To zamknięty, mały, czasem przytłaczający świat, w którym bardzo łatwo o uczucie klaustrofobii.  Przy tym wszystkim ten podziemny labirynt jest niezwykle normalnym i naturalnym miejscem, które poznał chyba każdy, kto chociaż raz odwiedził którekolwiek z większych miast na świecie.  Nie jest to na siłę tworzona przez filmowców nieprzyjemna sceneria, w której ciemność i nieprzyjazna atmosfera występują tylko dlatego, bo rozgrywa się w nich akcja filmu.  O dziwo jednak za wiele dreszczowców o metrze jakoś ostatnimi czasy nie powstaje i mało którym udaje się w pełni wykorzystać potencjał tego miejsca.  „Kontrolerzy” horrorem nie są, choć rozpoczynają się jak jeden z nich.  To taki dziwaczny komediodramat z elementami thrillera.

Akcja „Kontrolerów” rozgrywa się w Budapeszcie.  W ciągu ostatniego miesiąca pod koła miejskiego metra najprawdopodobniej skoczyło (bo jest to ciągle sprawa nierozstrzygnięta) aż siedem osób.  Ponieważ w tak krótkim czasie tak duża fala samobójstw jest niespotykana, policja podejrzewa, iż za wszystkie te śmierci odpowiedzialny jest tajemniczy morderca, który wpycha przypadkowe osoby pod koła nadjeżdżających pociągów.  Jednakże choć wątek tajemniczego mordercy rozpoczyna ten film, nie jest on jakoś przesadnie istotny w późniejszym czasie.  Nie obserwujemy ani żadnego śledztwa, ani dochodzenia w tej sprawie, a nawet nie otrzymujemy żadnych odpowiedzi temat tych tajemniczych śmierci.  To tylko taki ciekawy dodatek o którym reżyser jakby nie zawsze pamięta i wraca do niego tylko wtedy, kiedy mu wygodniej.  Obok tego wątku obserwujemy jeszcze  tytułowych kontrolerów, ich pokręconą pracę oraz w dalszej części śledzimy dziwny wątek romansowy, jaki powoli rozwija się pomiędzy jednym z kontrolerów a dziewczyną, która jakby nigdy nic paraduje sobie w metrze w przebraniu misia.

Sam pomysł na to by do bólu przeciętnych facetów, którzy pracują jako kontrolerzy biletów, przedstawić jako drużynę do zadań specjalnych, prawie że kolejnych super bohaterów, zaprowadzających porządek w podziemnym świecie, był bardzo ciekawy.  Niestety droga jaką obiera sobie ten film, by pokazać ich historię, przechodząc przez kolejne wydarzenia, już tak interesująca nie jest.  Co gorsza jest ona tak naprawdę strasznie irytująca i chwilami ciężko wytrzymać, coraz to bardziej chaotyczne zdarzenia.  W czasie seansu nie potrafiłem uwierzyć w kolejne sytuacje jakie prezentował mi reżyser.  Wszyscy się tutaj bowiem nieustannie kłócą, awanturują, często przechodzą do rękoczynów i przez większą część seansu na ekranie panuje okropny i trudny do wytrzymania chaos i wariactwo. Może to szaleństwo wynika z tego, że przypadki jakie zdarzają się bohaterom są chwilami bardzo ekstremalne , a także z tego iż „Kontrolerzy” nie są czystym dramatem tylko filmem, który stara się być również komedią i te szalone wydarzenia mają nas rozśmieszyć, w trudny dla mnie do zrozumienia sposób.  Ciężko mi jednak w nie uwierzyć, bo są za bardzo szaleńcze, zbyt oderwane od przyjętej rzeczywistości.

Co więcej nie potrafiłem też uwierzyć w samych bohaterów o których nie wiemy praktycznie nic, bo widzimy ich tylko w czasie pracy.  Nie potrafiłem uwierzyć w tych pięciu facetów, którym zdecydowanie bliżej do bezrobotnych gości spod budki z piwem, niż do nawet najbardziej zwyczajnych kontrolerów.  Nie wiem, na Węgrzech nigdy nie byłem, może faktycznie takie zdarzenia i takie osoby można tam spotkać wjeżdżając do podziemi, ale na razie ciężko mi zaakceptować taką wizję.  „Kontrolerzy” bronią się całe szczęście fantastyczną realizacją, bo film ten jest po prostu świetnie nakręcony.  Posiada niezłą muzykę, ładne zdjęcia, bardzo dobrą pracę kamery, sprawny montaż, co szczególnie widać w niezwykle dynamicznej scenie pościgu przez zatłoczone korytarze metra za młodym, rozrabiającym chłopakiem.  Nie często zdarza się film tak konkretny od strony technicznej, zrealizowany z pomysłem, nakręcony z przekonaniem od początku do samego końca.  Naprawdę od tej strony nie ma się do czego w nim przyczepić.  A jest się tym bardziej czym zachwycać, bo „Kontrolerzy” to pełnometrażowy debiut filmowy Nimróda Antala. Nic więc dziwnego, że wkrótce po premierze, Amerykanie zaproponowali mu nakręcenie „Motelu”. Sprawnych rzemieślników nigdy za wiele. 

niedziela, 07 listopada 2010, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
szymalan
2010/11/07 21:21:44
Łoo, mam wrażenie, że widzieliśmy dwa różne filmy ;) Po pierwsze dla mnie to nie jest ani dramat, ani komedia, ani w ogóle nic konwencjonalnego (nie rozumiem po co to całe rozważanie w 1szym akapicie o horrorze), a wszystkie wstawki nadrealistyczne tylko potwierdzają oryginalność formy. Po drugie pan na początku filmu mówi przecież wprost do widza czytając z kartki, że nic z tego filmu nie ma pokrycia w rzeczywistości węgierskiego metra (ponoć w ogóle tam kontrolerzy nie schodzą na peron, ani do pociagu, tylko sprawdzają bilety na górze , przy wejściu). Po trzecie to jest wyraźna groteska, a nie reportaż,więc nie bierzmy wszystkiego tak na serio. Nie mam pojęcia gdzieś Ty tam widział super bohaterów do zadań specjalnych ;) to film o ludziach, może dziwnych, może niezadbanych, czy w jakiś sposób nieprzystosowanych, ale próbujących w tej szalonej dżungli podziemia jakoś przetrwać. A zdanie, o tym, że nie wiemy o nich nic to jakieś nieporumienienie chyba- wiemy o nich wszystko. Wszystko, co stanowi ich codzienność.
Film jest na pewno oryginalny, trochę szalony, za to od początku do końca autorski. Trochę faktycznie szkoda, że teraz facet kręci jakieś produkcyjniaki w Hollywood (Motel był ok, ale i tak poza podrabianie Hitchcocka nie wyszedł, za to "Predators" to straszny syf był) , mam wielką nadzieję, że jeszcze Antal wróci na stare śmieci.
pozdrawiam
-
szymalan
2010/11/07 21:22:50
nieporozumienie*
-
milczacy_krytyk
2010/11/07 22:06:03
Rozważanie w pierwszym akapicie było moją luźną uwagą na temat tego jak fantastycznym miejscem dla mrocznego filmu jest metro. Zasiadając do "Kontrolerów" miałem nadzieję, że Antal je jakoś wykorzysta, ale na nadziei się skończyło, bo wg mnie w ogóle nie skorzystał z niezwykłości tego miejsca i tym się strasznie rozczarowałem.

Co do superbohaterów to nie powiem Ci dokładnie, bo film ten widziałem już ponad dwa miesiące temu, a ponieważ mi się nie podobał to niewiele z niego zapamiętałem, ale było w nim kilka scen - chyba pościg za chłopakiem - w czasie których wyglądali oni jak taka grupka bohaterów z przypadku.

Tak zgadzam się, ze film jest od początku do końca autorski, o czym też wspomniałem w notce pisząc, że został przemyślany od początku do końca, zrealizowany z pomysłem i całe szczęście, że taki właśnie jest, bo jeszcze gdyby tego w nim zabrakło, to bym tego seansu nie przeżył. ;)

Ani Motelu ani Predators nie widziałem, więc nie jestem w stanie powiedzieć czy z późniejszymi dokonaniami Antala było lepiej czy gorzej :]

Pozdrawiam
-
countersv
2010/11/08 11:28:41
Muszę powiedzieć, że mi także o wiele bliżej jest do wniosków szymalana, niż Twoich. Dawno już oglądałem ten film, ale pamiętam, że zauroczył mnie oryginalną formą, pomieszaniem groteski z elementami horroru i świetnym klimatem. Nie podjąłbym się oceny u siebie, bo za mało z tego obrazu pamiętam, ale mam wrażenie, że byłoby to więcej niż 5.