fgdfgd
fgdfgd abbbb
|
Blog > Komentarze do wpisu
TRON night
Ponad tydzień czekania, wysłany mail do dystrybutora, odebrane potwierdzenie o otrzymanych wejściówkach i... już po "TRON Night". Czy było warto? Tak, choć tak jak po obu zwiastunach moje oczekiwania co do tej produkcji poszybowały wysoko w górę, tak po tych 23 minutach nie czuję się bardziej zachęcony, by w grudniu wybrać się do kina. Ale do rzeczy. put on your 3D glasses Pierwszym co zobaczyliśmy na pokazie, były słowa reżysera Josepha Kosinskiego, które powoli pojawiały się na czarnym ekranie. Witał nas na ogólnoświatowym wydarzeniu, życzył udanego seansu i prosił o założenie okularów 3D, bo choć nie wszystkie sceny jakie za chwilę zobaczyliśmy były wypukłe, to zostały tak nakręcone, by można było je oglądać również z okularami. Reżyser w swoim liście do widzów napisał również, że jesteśmy nielicznymi szczęśliwcami, którzy mogą jako pierwsi na świecie obejrzeć 23 minuty kontynuacji kultowego TRONu, której premiera przewidziana jest na koniec grudnia tego roku. I faktycznie, jeśli się rozejrzeć dookoła, byliśmy nieliczni - w największej sali w gdańskim Heliosie, która może pomieścić 350 widzów, zajętych zostało około... 30 miejsc. Ciekawe jak wyglądała frekwencja w innych multiplexach w Polsce… Obejrzeliśmy w sumie pięć scen:
Być może moje oczekiwania co do tego filmu poszybowały zbyt wysoko i dlatego nie opadła mi szczęka po tym pokazie. Nie powalił mnie trójwymiar, bardziej oniemiałem na zwiastunie, który widziałem kilka miesięcy temu przed sensem "Alicji w krainie czarów". Być może to dlatego, że przez te 23 minuty nie sposób się tak naprawdę rozgościć w kinie, wciągnąć w pokazywane sceny i przyzwyczaić do tego co zostało nam pokazane, bo żaden film dotychczas nie wyglądał właśnie tak jak "TRON". Czarne otoczenie, czarne postacie z kolorowymi pasami na ubraniach i niezwykle futurystyczne wnętrza pomieszczeń. Fragmenty te przelatywały tak szybko, że nawet nie było jak się nimi w pełni nacieszyć. Bach, jedna scena, bach już po piątej i koniec. Za to dźwięk i muzyka wgniotły mnie w fotel. Bywały chwile gdy całe kino, ściany, fotele dosłownie drżały przez dźwięki jakie wydobywały się zza ekranu. Przed seansem byłem bardzo ciekawy jak muzyka francuskiego zespołu Daft Punk poradzi sobie jako komentarz do ruchomych obrazków, bo choć osobno brzmi ona świetnie, nie byłem przekonany czy w filmie znajdzie swoje miejsce i czy będzie do niego pasować. Po tych kilkunastu minutach mogę ze spokojem napisać, że brzmi idealnie, pasuje do obrazu i do tego świata perfekcyjnie i nie mam najmniejszych wątpliwości, że w gotowym filmie sprawdzi się wyśmienicie. Warto też napisać, ze pojawiające się w sieci od jakiegoś czasu fragmenty soundtracku faktycznie są fragmentami z muzyki do filmu. Dla ciekawskich do przesłuchania w clipach z youtube. Track 04 pojawił się nawet w całości w jednej ze scen na TRON Night.
"TRON Legacy" zapowiada się na lekki choć nie głupi film o gigantycznych rozmiarach, nakręcony z rozmachem, przepełniony świetnymi efektami specjalnymi, opowiadający chyba całkiem zgrabną historię. Już teraz można powiedzieć, że świetnie spiszą się w nim efekty specjalne, dzięki którym ten stworzony prawie 30 lat temu świat zyskał na jakości, dzięki którym stał się monumentalny, niezwykły, intrygujący. Kosinski bardzo rozbudował to środowisko, nadał mu odpowiedniej podniosłości, wykorzystał możliwości współczesnego kina i stworzył TRON taki, jaki powinien wyglądać od początku. Świecące kostiumy, pędzące motory, skąpane w mroku otoczenie, programy roztrzaskujące się na małe kawałeczki szkła, wszystko to wygląda naprawdę fantastycznie. Będzie na co popatrzeć. Po ostatnich migawkach widać wyraźnie, że będzie się działo i mam nadzieję, że ta kontynuacja nie będzie tylko półtoragodzinną pogonią za kolejnymi scenami, że będzie trochę dłuższa niż standardowy film akcji. Całe szczęście choć zobaczyliśmy dziś te ponad dwadzieścia minut, w gruncie rzeczy (przynajmniej takie mam jak na razie wrażenie) twórcy nie zdradzili nam niczego kluczowego dla seansu i nadal nie do końca wiadomo o czym będzie opowiadać „Dziedzictwo”. Oczywiście teraz łatwiej się tego domyślać niż kilka miesięcy temu, ale idąc za kilkadziesiąt dni do kina na gotowy film nie będę miał wrażenia, że wiem o nim wszystko, jak czasem bywa po obejrzeniu samego zwiastuna, a tego się trochę obawiałem przed tym pokazem. Nadal nie wiemy kto jest kim, o co będzie toczyć się gra i jak się skończy. I choć mój entuzjazm trochę osłabł, choć TRON night podziałał na mnie trochę jak kubeł zimnej wody (oby szczęśliwie), nadal czekam na ten film i z pewnością wybiorę się na niego w dzień premiery. Wydaje mi się bowiem, że będzie dobrze. Nie (jak wcześniej uważałem) rewelacyjnie, ale po prostu dobrze. Co na tle tegorocznych blockbusterów może oznaczać, że będzie to kawał świetnego kina rozrywkowego. Tak więc do 31 grudnia! czwartek, 28 października 2010, milczacy_krytyk
|