Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Nigdylandia

cienka granica

NigdylandiaNigdylandia (2005) Kanada, USA

reżyseria i scenariusz: Joshua Michael Stern
aktorzy: Ian McKellen, Nick Nolte, Brittany Murphy, Aaron Eckhart, William Hurt, Bill Bellamy, Michael Moriarty, Suzanne Bastien, Vera Farmiga, Lorena Gale, Tim Henry, Jessica Lange, Cynthia Stevenson, Camille Sullivan, Alan Cumming
muzyka: Philip Glass
zdjęcia: Michael Grady
montaż: Jeff McEvoy

 (7/10)

Zachary Riley przyjeżdża do rodzinnego miasta z chęcią pracy w ośrodku psychiatrycznym Millwood Clinic.  Ze względu na swoje wykształcenie i spore doświadczenie, mógłby spokojnie wybrać większą i bardziej cenioną placówkę, ale chce pracować akurat w tej, ponieważ jak sam mówi, chciałby się w jakimś sensie odwdzięczyć staremu przyjacielowi, który przez pewien czas przebywał w tej placówce.  Poprzez pracę z tutejszymi pacjentami chciałby w pewien sposób wynagrodzić mu ten pobyt.  Ojciec Zacha był pisarzem, którego życiowym dziełem była książka dla dzieci "Nigdylandia".  Jej głównym bohaterem jest mały chłopiec Zachary Malutki, który odwiedza tajemniczą krainę i zaprowadza w niej porządek.  Wkrótce po wydaniu swej powieści ojciec Zacha popełnił samobójstwo, co rzuciło się cieniem na całe jego przyszłe życie i ukształtowało go jako zupełnie innego człowieka.  Dyrektor placówki przydziela Zacharemu grupę pacjentów, w której znajduje się jeden z najdłużej przebywających w szpitalu chorych: mężczyzna o imieniu Gabriel.  Od pierwszego dnia obserwuje on dokładnie Zacharego i do niego pierwszego odzywa się po latach milczenia.  Mówi mu, że wie dokładnie kim on jest i że obaj nie mają czasu do stracenia, bo do niezwykle ważnego wydarzenia pozostały im tylko cztery dni.  Wkrótce okazuje się, że Gabriel wierzy iż pochodzi z Nigdylandii, a co więcej jest jej królem.  Zach natomiast to według niego chłopiec z przepowiedni, który pomoże mu powrócić do magicznej krainy i odzyskać królewski tron… 

 

"Nigdylandia" to bardzo nietypowy film, który został wyreżyserowany i do którego scenariusz napisał Joshua Michael Stern, odpowiedzialny wcześniej za skrypt do bardzo ciekawego filmu z Ryanem Phillippe "Moje Ja".  To obraz, który rozpoczyna się zupełnie jak baśń lub opowieść fantasy, jednakże tak naprawdę jest dramatem wzbogaconym o trudny do opisania, magiczny, lekki klimat.  Na początku bowiem, podczas pierwszych scen mamy wrażenie, że zaraz wraz z głównym bohaterem wkroczymy do bajkowej krainy pełnej niezwykłych stworzeń i postaci, ale nic takiego się nie dzieje (no przynajmniej nie do końca), bo przez większą część seansu przebywamy ciągle w świecie rzeczywistym, w świecie zamkniętego ośrodka dla osób psychicznie chorych.  Magiczna jest tutaj jedynie książka jaką czytają i o której rozmawiają bohaterowie.  To ona jest przyczyną wszystkich późniejszych zdarzeń.  Niezwykła jest też obsada tego obrazu, bo rzadko kiedy zdarza się by w tak niepozornym filmie (nigdy nie trafił do kin!) wystąpiło tylu znanych i cenionych aktorów.  Zagrali tutaj między innymi Ian McKellen, Nick Nolte, Aaron Eckhart jako Zach, William Hurt jako dyrektor placówki, a także nieżyjąca już Brittany Murphy, Vera Farmiga i Jessica Lange.  I choć niektórzy pojawiają się tylko w kilku scenach, wszyscy spisali się świetnie, w szczególności Ian McKellen, który perfekcyjnie wcielił się w Gabriela oraz Nick Nolte, któremu udało się grając ojca Zacha, z niezwykłym wyczuciem pokazać czystą i piękną relację ojca z synem.  „Nigdylandia” to także film wzbogacony o przepiękne, niesamowicie jasne zdjęcia Michaela Grady'ego oraz cudowną muzykę Phillipa Glassa, która ma w sobie niezwykłą lekkość, zwiewność i której bez problemu udaje się stworzyć bajkowy, chwilami całkiem wzruszający klimat.

 

Pomimo jednak tych wszystkich plusów czegoś w filmie Sterna brakuje, coś nie gra w nim do końca tak jak powinno.  Bo choć opowiada on całkiem zgrabną historię, to jednak zbyt często jest ona po prostu nudna, na ekranie za wiele się nie dzieje, a my tylko czekamy na kolejne wydarzenia, bez specjalnego entuzjazmu czy napięcia.  Historia toczy sie bo toczy, całe szczęście ma określony cel, ale jakoś tak bez większych emocji, niespodzianek czy zaskoczeń.  Przez to "Nigdylandia" jest filmem przyjemnym, miłym, który dobrze się ogląda, ale który mnie osobiście nie zachwycił i najprawdopodobniej długo w mej pamięci nie zostanie.  To taka jednorazowa opowieść o odnajdywaniu samego siebie, o godzeniu się z bolesną przeszłością, układaniu sobie życia na nowo, a tak naprawdę dopiero po raz pierwszy.  To film mówiący o tęsknocie za utraconą miłością, bliską osobą, z którą trzeba było pożegnać sie zdecydowanie zbyt szybko.  Ale to także historia mówiąca o cienkiej granicy między szaleństwem a bujną wyobraźnią, zastanawiająca sie gdzie kończy się jedno, a zaczyna drugie.  Pytająca czy to, że czegoś nie widzimy oznacza jednocześnie, iż tego nie ma?  Może po prostu patrzymy zbyt wąsko i to co dostrzegają inni faktycznie gdzieś istnieje, tylko nie potrafimy tego obecnie dojrzeć?  I w końcu to także film o tym jak w życiu każdego z nas potrzebne są marzenia.  To obraz mówiący o ukrywaniu się w swojej wyobraźni przed ciężką do zniesienia rzeczywistością, skrywaniu się w lepszych, wykreowanych przez siebie światach, które pomagają przeżyć wszystkie ciężkie chwile, światach które są niezbędne do utrzymania się na powierzchni życia.

środa, 06 października 2010, milczacy_krytyk

Polecane wpisy