Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Kropka nad i

life's a movie

Kropka nad iKropka nad i (2003) Hiszpania, USA, Wielka Brytania

reżyseria i scenariusz: Matthew Parkhill
aktorzy: Tom Hardy, Natalia Verbeke, James D'Arcy, Tasha de Vasconcelos, Charlie Cox, Gael García Bernal, Len Collin
muzyka: Javier Navarrete
zdjęcia: Affonso Beato
montaż: Jon Harris

 (6/10)

Carmen i Buckley są razem od sześciu miesięcy.  Są szczęśliwi i żyją z dnia na dzień praktycznie bez żadnych zmartwień, delektując się byciem we dwoje.  Gdy któregoś wieczoru on się jej oświadcza, ona na początku jest trochę zaskoczona ale szybko się zgadza i decyduje się za niego wyjść.  W czasie swojego wieczoru panieńskiego, pracujący w restauracji kelner dowiedziawszy się, że za niedługo ona weźmie ślub, rozgłasza tę radosną nowinę wszystkim gościom i mówi jej o starym francuskim zwyczaju, w którym powinna wziąć udział.  Otóż narzeczona jeszcze przed ślubem, właśnie w czasie wieczoru panieńskiego powinna pocałować po raz ostatni innego mężczyznę, wybranego przez siebie spośród obecnych na sali.  Carmen wpada w oko młody Brazylijczyk.  To co jednak miało być krótkim, zwyczajowym pocałunkiem, przeradza się w coś więcej – w obustronną fascynację.  Brazylijczyk zakochuje się w dziewczynie i chce poznać ją bliżej, ona natomiast zaczyna coraz bardziej wątpić w swoją miłość do Buckleya i w to czy naprawdę chce za niego wyjść…

Z opisu „Kropka nad i” wydaje się być zwyczajnym romansidłem, obyczajówką o trójkącie uczuciowym, która zapewne nie skończy się za dobrze dla jednego z jego wierzchołków.  I tak właśnie jest, ale do czasu, bo mniej więcej na pół godziny przed zakończeniem, następuje całkowicie niespodziewany zwrot akcji, który wywraca tę historię do góry nogami, rzucając całkowicie nowe światło na wszystkie pokazane dotychczas wydarzenia.  Zaskoczenie jest tym większe, bo w tego typu produkcjach takie niespodzianki z reguły się nie zdarzają i przyzwyczajeni do pewnego schematu, takiego obrotu spraw się nie spodziewamy.  Co prawda reżyser od początku udziela nam pewnych wskazówek co do tego co może się zdarzyć, ale się ich wtedy jakoś za bardzo nie zauważa i nie zwraca na nie uwagi.  Intrygują tu pojawiające się co jakiś czas zdjęcia kręcone z ręcznej kamery, tak jakby ktoś podglądał bohaterów z ukrycia, intryguje tajemnicza i mroczna przeszłość głównej bohaterki, zastanawiają również pewne zbiegi okoliczności i przypadki, które nabierają sensu dopiero po wyjaśniającym wszystko zakończeniu, wyglądając na początku jak pewne nielogiczności w fabule.

I całe szczęście, że reżyser (i scenarzysta w jednej osobie) wpadł na takie rozwiązanie, bo w innym przypadku film ten byłby strasznie nudny, niezbyt ciekawy i niczym nie wyróżniający się z tłumu innych romansowych produkcji.  Zanim jednak ten zaskakujący obrót spraw nadejdzie, trzeba się trochę przemęczyć przez pierwszą godzinę, która zbyt udana niestety nie jest.  Czuć tu bowiem wyraźnie, że jest to pierwszy pełnometrażowy film Matthew Parkhilla i czasem cała ta historia się trochę rozjeżdża, za bardzo zmienia tempo, a reżyser niestety traci panowanie nad swoim filmem, który zaczyna żyć własnym życiem.  Najbardziej rażą tutaj zbyt częste i kompletnie niepotrzebne zmiany klimatu, bo raz ta historia przypomina horror, raz zakręconą komedię, lub luźny film młodzieżowy, a czasem zalatuje thrillerem lub poważniejszym dramatem.   Tak jakby reżyser miał za wiele pomysłów na kolejne filmy i chciał już teraz je wszystkie nam przedstawić.  Ciężko jest pisać o czym mówi „Kropka nad i” bo większość wniosków nasuwa się już po wspomnianym zwrocie akcji, więc napiszę jedynie, że to film pokazujący jak daleko artysta może się posunąć by stać się sławnym, mówiący w jakim kierunku może zmierzać kino i przestrzegający, by nie bawić się uczuciami innych, bo nic dobrego z tego nie wyniknie.

niedziela, 10 października 2010, milczacy_krytyk
Tagi: romans dramat

Polecane wpisy