Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Chrzest

tydzień

ChrzestChrzest (2010) Polska

reżyseria: Marcin Wrona
scenariusz: Grażyna Trela, Dariusz Glazer, Grzegorz Jankowski
aktorzy: Wojciech Zieliński, Tomasz Schuchardt, Aleksandra Radwańska, Mikołaj Kałucki, Adam Woronowicz, Natalia Rybicka,  Paweł Tomaszewski, Krzysztof Czeczot, Michał Koterski, Robert Jurczyga, Andrzej Franczyk, Iwona Bielska, Sławomir Rokita, Klaudia El Dursi, Zbigniew Konopka, Anita Poddębniak
muzyka: Marcin Macuk
zdjęcia: Paweł Flis
montaż: Piotr Kmiecik

 (7/10)

Michał prowadzi firmę zajmującą się sprzedażą okien.  Chwali się, że pół osiedla na którym mieszka patrzy się przez jego produkty i cieszy się z tego, bo ma poczucie, ze do czegoś w życiu doszedł.  Zarabia bardzo dobrze, mieszka w wielkim, nowoczesnym mieszkaniu.  Ma żonę, która go kocha i synka, który w najbliższą niedzielę będzie mieć chrzest.  Z tej okazji zaprasza do siebie swojego przyjaciela z dawnych lat - Janka by ten został ojcem chrzestnym dziecka.  Ma wobec niego również inny plan, chciałby bowiem by ten zastąpił go w roli ojca rodziny, w przypadku gdyby jego samego zabrakło.  Przez ten tydzień będzie próbował przekonać go do swojego życia, powoli mu je przekazując, bo nie ma innego wyboru.  I tak zaczyna się historia o tym, jak nie sposób uciec od mrocznej przeszłości, bo ta się o nas kiedyś upomni, najczęściej w najmniej odpowiednim do tego momencie.  Historia, która skończy się w dość zaskakujący sposób, szybko, niespodziewanie, ale co najważniejsze nie głupio.

"Chrzest" to po prostu dobry filmy.  Nie rewelacyjny, nie taki po którym wzdychalibyśmy z zachwytu, tylko taki który można obejrzeć, chwilę się nad nim zamyślić.  Film po którym nie mamy uczucia zmarnowanego czasu ani straconych pieniędzy na bilet do kina.  Co ważne, film który rozwija się z każdą kolejną minutą.  Bo zaczyna się jak zwykła polska, nieciekawa produkcja.  Przeciętna, chwilami nawet trochę irytująca przez zbyt powolną narrację, średnie dialogi i niezbyt interesujący wstęp.  Jednakże w miarę upływu seansu, gdy ta historia dwóch przyjaciół postawionych pod ścianą zaczyna się rozwijać, a bohaterowie stają przed wyborami niemożliwymi do dokonania, obraz ten coraz bardziej wciąga, interesuje.  Momentem zwrotnym jest tu z pewnością niezwykle brutalna i szokująca scena wizyty u dłużnika.  Po dość spokojnym rozpoczęciu i rozwinięciu jest niesamowicie mocnym uderzeniem, potrząśnięciem, które wybija nas ze spokojnej atmosfery.  Od tej chwili film ten staje się coraz lepszy, coraz bardziej ciekawszy.

Produkcja Marcina Wrony jest świetna od strony technicznej.  Dźwięk, odpowiedni montaż, niezwykle białe zdjęcia pasujące do tytułowego wydarzenia, wszystko jest tu na swoim miejscu, odpowiednio wykonane, w pełni dopracowane.  Dobrze brzmi również muzyka Marcina Macuka, która od razu przywodzi na myśl twórczość Gustavo Santaolalli, szczególnie jego niedawną kompozycję do filmu "Babel".  I choć geograficznie te dwa filmy są bardzo odległe, to te podobne dźwięki bardzo dobrze spisały się w polskim filmie, umiejętnie budując nastrój tej smutnej, gorzkiej historii.  Dobrze, że przynajmniej na te techniczne szczegóły nie trzeba już narzekać, że prezentują one odpowiedni poziom, że nie stanowią już problemu i oglądając polski film możemy skupić się na historii, aktorach, tym jak grają swoje role, nie denerwując się pewnymi technicznymi niedociągnięciami.  Pisząc o aktorach muszę koniecznie wspomnieć o odtwórcach głównych ról - Wojciechu Zielińskim i młodszym Tomaszu Schuchardtcie, którzy fantastycznie spisali się w swoich rolach i zasłużenie zostali wyróżnieni Złotymi Lwami na tegorocznym festiwalu w Gdyni.

Muszę się jednak niestety przeczepić do dwóch spraw.  Pierwsza z nich to dialogi, szczególnie te które słyszymy w pierwszej części filmu.  Są one mało ciekawe, jakby pourywane, czasem nie wnoszą za wiele do toczącej się akcji.  Służą one wtedy bardziej jako wypełniacz kolejnych scen, w których jednak ktoś powinien coś powiedzieć, niż konieczny element, do przedstawienia bohaterów tej opowieści, do budowania tej historii.  Co prawda (i całe szczęście, że tak jest) nie brzmią one tak sztucznie jak te, które mogliśmy usłyszeć w niedawnym obrazie "Matka Teresa od kotów", ale mam nieodparte wrażenie, że można było je zdecydowanie bardziej poprawić, że gdyby twórcy popracowali nad nimi trochę dłużej, wycisnęli z nich to co najważniejsze,  to końcowy efekt jaki zostałby zaprezentowany nam w gotowym filmie, byłby o wiele lepszy niż ten, który usłyszeliśmy teraz.  W obecnej formie są one bowiem trochę rozczarowujące.

Drugi minus to sposób w jaki reżyser przedstawił nam główną bohaterkę „Chrztu” czyli Magdę, żonę Michała.  Jest ona bowiem tutaj tylko tłem, szarym, nijakim cieniem, który pojawia się od czasu do czasu na ekranie.  Czasem się uśmiechnie, czasem rozbierze, czasem zapyta czy wszystko jest w porządku, bo intuicyjnie wyczuwa, ze mąż zaczyna miewać niemożliwe do pokonania problemy.  Wiemy o niej jednak jedynie tyle, że jest pracowita, uczynna i... robi dobre kanapki.  Trochę ręce opadają , bo w filmie, który aspiruje do bycia jednak czymś więcej niż tylko wydłużonym odcinkiem telenoweli, takie przedstawienie głównej bohaterki woła o pomstę do nieba.  Oczywiście, "Chrzest" to głównie historia przyjaźni dwóch facetów, którzy znaleźli się w sytuacji bez wyjścia, ale nie znaczy to, że można w tak lekceważący sposób traktować bądź co bądź ważną postać, która mogła wiele wnieść do tej historii.  Szkoda, bo gdyby poszerzyć jej udział w tym filmie, byłby on jeszcze lepszy.

sobota, 30 października 2010, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
2010/11/04 22:01:50
rola Zielińskiego zajebista. No i Woronowicz jako mafioso nawet dobrze się spisał i trochę odmienił swój ekranowy wizerunek.