Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
W stronę morza

por que?

W stronę morzaW stronę morza (2004) Francja, Hiszpania, Włochy

reżyseria, muzyka, montaż: Alejandro Amenábar
scenariusz: Alejandro Amenábar, Mateo Gil
aktorzy: Javier Bardem, Belén Rueda, Lola Duenas, Mabel Rivera, Celso Bugallo, Clara Segura, Tamar Novas, Francesc Garrido
zdjęcia: Javier Aguirresarobe

 (8/10)

Już dawno temu miałem obejrzeć ten film ale odstraszał mnie temat jaki on porusza.  „W stronę morza” opowiada bowiem o pewnym mężczyźnie – Ramonie Sampedro, który od ponad 26 lat leży sparaliżowany w łóżku.  Jako młody chłopak skoczył na główkę do oceanu akurat w chwili, gdy fale odpływały od brzegu i złamał sobie kark.  Czucie pozostało mu jedynie w głowie i tylko nią może poruszać w miarę sprawnie.  A ponieważ ma dość takiego nieruchomego życia, które wymaga od jego bliskich ciągłej opieki nad nim, chce aby przeprowadzono na nim zabieg eutanazji.  Sam wszystko dokładnie zaplanował, tak aby nie można było oskarżyć żadnej z bliskich mu osób o czyn niezgodny z prawem.  Ramon chce jednak umrzeć godnie, nie robić nic nielegalnego, dlatego chce swoja sprawę przedstawić sądowi, by ten przyzwolił mu na odebranie sobie życia.  Spotyka się więc z prawniczką Julią, która słucha jego racji oraz poznaje bliżej jego historię, by później móc odpowiednio przedstawić całą sprawę w sądzie.  Od czasu do czasu przyjeżdża do niego również Rosa – samotna matka dwóch chłopców, która zaintrygowana filmem o Ramonie jaki obejrzała w telewizji, chciałaby sprawić by zrezygnował ze swoich planów i by rozbudziło się w nim na nowo pragnienie do życia…

Jak widać więc z tego pobieżnego opisu „W stronę morza” nie mogło być przyjemnym i lekkim obrazem.  Do jego obejrzenia przekonała mnie jednak w końcu, coraz szerzej poznawana przeze mnie filmografia reżysera – Alejandro Amenabara, który nakręcił w 2001 roku fantastycznych „Innych” oraz w zeszłym roku niezwykłą „Agorę”.  „W stronę morza” to równie świetny obraz.  Kameralny, spokojny i bardzo skromny dramat, który nie spieszy się z opowiadaną historią.  To film mądry, który tę poważną historię opowiada w niezwykle naturalny i prosty sposób.  To obraz, który tę trudną i kontrowersyjną kwestię, jaką jest eutanazja, dotyka w bardzo delikatny sposób, z wyczuciem i ciężką do opisania lekkością.   Co ciekawe choć porusza on tak trudny temat, nie jest jakoś przesadnie dołujący czy przygnębiający.  Nie znaczy to oczywiście, że jest to kino lekkie, ale sporo tutaj ciepła, humoru i dowcipu, który bierze się z postawy jaką wykazuje główny bohater.  Jest on pogodny, często uśmiechnięty, żartuje i pomimo tragedii jaka mu się przydarzyła, stara się pozytywnie patrzeć na otaczający go świat,.  Oczywiście to w większości śmiech przez łzy, ale trzeba zauważyć, że jednak śmiech.

Dlatego też wydźwięk filmu Amenabara jest w sumie pozytywny.  „W stronę morza” wyraża  tak naprawdę zachwyt nad życiem, to pochwała życia w jego najmniejszych, najdrobniejszych  chwilach.   Film, który pokazuje jak zaskakujące, i zachwycająco piękne potrafi ono być, nawet w krótkich, z pozoru nic nie znaczących  chwilach, których się kompletnie nie spodziewamy.  Pokazuje jakie jest ważne i cenne, a na przykładzie Julii, jak nie sposób się z nim rozstać.  Bo każdego dnia życie przynosi ze sobą nowe niespodzianki, czasem większe, czasem mniejsze, czasem bardziej lub mniej pozytywne.  Ale każdy dzień jest inny, cudowny na swój sposób i nigdy więc nie nadchodzi odpowiedni czas na odejście z tego świata, bo zawsze będzie za wcześnie.  Amenabar tę niezwykłość życia pokazuje przy użyciu prostych środków, krótkich scen ukazujących zwykłych ludzi, normalne codzienne czynności, lub krajobrazy, które choć na pozór wydają się zwyczajne, codzienne i nic nie znaczące, to jest w nich jednak coś magicznego, niezwykłego i wielkiego.  Najpiękniejsza w całym jego filmie jest natomiast scena w której Julia przegląda zdjęcia Ramona z młodości i w tym samym czasie jemu przypominają się chwile z wypadku, który go sparaliżował.  Chwyta za serce.

„W stronę morza” jest jednym z tych obrazów po których, choć może brzmieć to dziwnie i nieprzekonująco, życie wydaje się być prostsze, a nasze codzienne problemy śmiesznie małe i nieistotne.  Bo przecież, które z naszych codziennych zmartwień może równać się z problemem Ramona? No właśnie.  To film po którym bardziej doceniamy co tak naprawdę mamy, ale który nie osiąga tego przez nachalne czy niezwykle intensywne przedstawianie nam pewnej tezy.  Amenabar w tej dyskusji o prawie do śmierci przedstawia nam bowiem racje obu stron: Ramona, który chce wreszcie odejść z tego świata, jak i obrońców życia z Rosą i siedzącym na wózku inwalidzkim księdzem na czele, którzy sprzeciwiają się planom bohatera i chcą by od nich odstąpił.  Ale o słuszności jego czynu mamy zdecydować sami, bo reżyser nie robi tego za nas, pozostawiając nam wybór, po której stronie się w końcu opowiemy.  Osiąga to w dużej mierze dzięki dobrze przedstawionym postaciom, naturalnie zagranym przez wszystkich aktorów, którym udaje się nie popaść w żadne skrajności.  Dzięki temu takie sceny jak ostatnie pożegnanie lub rozmowa z księdzem, są naprawdę przejmujące.  Oczywiście na pierwszy plan wybija się też rewelacyjny Javier Bardem, którego rola Ramona jest moim zdaniem jedną z najlepszych w jego karierze.

czwartek, 02 września 2010, milczacy_krytyk
Tagi: dramat

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: ajar, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/09/04 21:23:25
Jak dla mnie, film ten to rewelacja. Byłbym gotów dołożyć ocenę i dać 9/10
-
Gość: maa-k, *.chello.pl
2010/09/09 22:21:36
Uważam, że ten film jest rewelacyjny - przede wszystkim geniusz aktorski Bardema i świetne potraktowanie tematu. bezpretensjonalnie, a i bez zbędnego epatowania skandalem.