Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Salt

you think everyone is who they say they are?

SaltSalt (2010) USA

reżyseria: Phillip Noyce
scenariusz: Kurt Wimmer
aktorzy: Angelina Jolie, Liev Schreiber, Olek Krupa, Kevin O'Donnell, Chiwetel Ejiofor, James Cronin, Daniel Olbrychski,  Vitali Baganov, August Diehl, Hunt Block
muzyka: James Newton Howard
zdjęcia: Robert Elswit
montaż: Stuart Baird, John Gilroy

 (7+/10)

Coraz częściej mam wrażenie, że to czy dany film się uda bądź nie, zależy w największym stopniu od przypadku. Wrażenie, że końcowy wygląd danej produkcji jest wynikiem niemożliwego do odtworzenia splotu wielu okoliczności, przez które konkretny obraz staje się taki, a nie inny.  Szczególnie widać to w przypadku blockbusterów, których końcowego wyniku w box-office często nie sposób przewidzieć, przez co każdego roku zdarzają się wielkie zaskoczenia i ogromne wpadki filmów, które z założenia powinny osiągnąć sukces, a poniosły niespodziewaną porażkę.  Ich końcowy wygląd jest całkiem nieprzewidywalny, co widać chociażby po zwiastunach, które często przedstawiają sceny, których w gotowym filmie nie uświadczymy, bo w jakimś stopniu do niego nie pasowały i przepadły w finalnym montażu.  Koncepcje zmieniają się cały czas, prawie na każdym etapie realizacji produkcji, przez co gotowy obraz często nie jest taki, jakiego byśmy się spodziewali.  Zmieniają się poszczególne sceny, niektóre dochodzą, inne przepadają, zmieniają się bohaterowie, ich liczba, a nawet płeć, bo to kto zagra w danej produkcji często przez długi czas jest sprawą otwartą.  Czasem takie zmiany się udają, czasem pomimo największych starań nie za bardzo.  Pierwotnie w „Salt” głównego bohatera miał podobno zagrać Tom Cruise, ale zrezygnował z tego filmu, zapewne na rzecz bardzo sympatycznego i zabawnego „Knight and Day”, a jego rolą zainteresowała się Angelina Jolie.  Zmiana płci głównej postaci wyszła filmowi Phillipa Noyce’a bardzo na plus, bo po pierwsze już samo to wyróżnia jego produkcję na tle innych opowieści o niesłusznie oskarżonych agentach, którzy muszą uciekać by oczyścić swoje dobre imię, a po drugie dzięki temu udało się z tej historii wycisnąć o wiele więcej.  Przez to, że bohaterka jest kobietą, jej walka o odnalezienie ukochanego i odzyskanie dobrego imienia, jest też bardziej emocjonująca i nie wydaje się aż taką powtórką z rozrywki, jaką była by gdyby tytułową rolę zagrał tutaj facet.

Twórcom udaje się pokierować tę historię w trochę innym kierunku, niż można by sądzić po obejrzeniu wszystkich dostępnych zwiastunów.  Dzięki temu „Salt” nie jest kolejną z rzędu, zgodną ze znanym schematem opowieścią o niesłusznie oskarżonym agencie, który znajdzie tych, którzy go wrobili, odkryje ogromnym spisek, oczyści swoje imię i jeszcze na dokładkę, przed napisami końcowymi, uratuje swoją ukochaną.  No, przynajmniej nie do końca i im bardziej ten film się rozwija, tym bardziej odbiega od znanych z innych produkcji rozwiązań.  Najlepsze w nim jest jednak to, że przez bardzo długi czas twórcom udaje się nie odkrywać kim tak naprawdę jest Salt.  Trzymają nas prawie do samego końca w ciągłej niepewności, a my stale zadajemy sobie pytanie, czy stoi ona po dobrej, czy po złej stronie, czy rację ma Vassily Orlov, oskarżający ją o bycie szpiegiem, czy ona zarzekając się, że ktoś ją wrabia.  Trochę tylko szkoda, że głównej bohaterki nie zagrała mniej znana i sławna aktorka, bo od początku wiemy, że Jolie w tak dużym filmie jednoznacznie złej bohaterki zagrać nie mogła (to by było dopiero coś!), więc część z możliwych wątpliwości jakie nawiedzałyby nas w czasie seansu już naturalnie odpada na starcie.  Całe szczęście jej bohaterka nie jest jednak jednoznacznie dobra, przez co udaje się zasiać wystarczająco wiele wątpliwości co do jej postawy, by trzymać nas w niepewności przez większą część seansu.

W największą konsternację wpadamy chyba po pierwszej ucieczce Salt, gdy przefarbowuje ona swoje włosy i udaje się do Nowego Jorku.  Wtedy to jej zachowanie coraz bardziej zaczyna się kłócić z takim, które wskazywałoby na jej niewinność.  Aż nie sposób uwierzyć w to co dzieje się na ekranie, bo coraz więcej szczegółów zaczyna świadczyć przeciwko niej, a my będąc jeszcze przyzwyczajeni do krystalicznie czystych bohaterów, tym bardziej jesteśmy zagubieni.  W takim kinie tyle wątpliwości na temat głównego bohatera jest naprawdę zaskakującą rzadkością.  Przez bardzo długi czas obie wersje tożsamości Salt są równie prawdopodobne i właśnie dzięki temu oglądanie „Salt” nie ogranicza się tylko do bezrozumnego chłonięcia  kolejnych wybuchowych obrazków, ale poszerza się na próbę zrozumienia o co tak naprawdę tutaj chodzi.  Muszę przyznać, że bardzo łatwo i szybko dałem się wciągnąć w tę grę prowadzoną przez twórców i z coraz większym zaintrygowaniem i zadziwieniem oglądałem ten film, starając się złożyć w całość wszystkie elementy tej małej układanki i jeszcze przed rozwiązaniem samemu domyślić kto tu w czyich majtkach gra.  Twórcy mylą tropy, plączą całą sytuację i umieszczają po drodze kilka ciekawych niespodzianek, których w takiej produkcji bym się nie spodziewał. Co prawda i tak niektóre ze zwrotów akcji da się przewidzieć, ale dzieje się to bardzo późno, prawie przed samym rozwiązaniem, bo wciągnięci w bardzo szybką akcję, zaszokowani rozwojem wypadków, dajemy się oszukać i składamy tę historię wolniej niż byśmy potrafili przy spokojniejszym filmie.

„Salt” to jeden wielki filmowy pościg, który rozpoczyna się krótkim prologiem pokazującym o co między innymi będzie toczyć się gra i chwilę później przechodzącym do właściwej akcji.  To taka żeńska wersja przygód Jasona Bourne’a lub Jacka Bauera, a także obraz bardzo silnie nawiązujący do filmów akcji z lat dziewięćdziesiątych.  Sporo w nim świetnych scen akcji, jak chociażby ucieczka z siedziby CIA, które nie są przepełnione sztucznymi efektami specjalnymi, a przynajmniej nie widać ich na pierwszy rzut oka.  Dzięki temu ogląda się ten film jeszcze lepiej i choć wyczyny bohaterki są chwilami bardzo przesadzone, to wydają się jakby bardziej prawdziwe i nie rażą aż tak bardzo.  Co ciekawe, choć akcja pędzi w zawrotnym tempie (poganiana jest jeszcze bardziej przez świetną muzykę Jamesa Newtona Howarda), nie czuć wcale, że film ten trwa tylko półtorej godziny.  Mamy bowiem wrażenie, że trwa znacznie dłużej i nie musimy już chwilę po jego rozpoczęciu wychodzić z sali kinowej, bo niespodziewanie się skończył.  Twórcom udało się też bardzo sprawnie wpleść pomiędzy kolejne sceny akcji wolniejsze momenty w czasie których albo oglądamy flashbacki z przeszłości bohaterki albo przypominki z życia Orlova lub jesteśmy świadkami kilku ważniejszych rozmów między bohaterami.  Co najważniejsze chwile te nie spowalniają zupełnie akcji, nie rozbijają szybkiego tempa i nie są też nudnym i niepotrzebnym zapychaczem, który chciałoby się jak najszybciej ominąć.  Bardzo dobrze wypadają też wszystkie kluczowe dla rozwoju akcji rozmowy, bo towarzyszy im odpowiednie napięcie, są nieźle napisane i poprawnie zagrane przez wszystkich aktorów.

W sumie jednak  „Salt” jest tylko kolejnym filmem akcji, ciekawym, świetnie nakręconym i trzymającym w napięciu, ale niczym więcej.  Noyce bardzo sprawnie korzysta ze sprawdzonych zagrań charakterystycznych dla takiego kina, trochę z nimi eksperymentuje, modyfikuje, tworząc interesującą wariację na temat, którą dobrze się ogląda i która nie wylatuje z głowy na minutę po zakończeniu seansu, ale niczego nowego do gatunku nie wnosi.  Jego film nie ustrzega się uproszczeń, nielogiczności i naciągnięć, które wychodzą dopiero po zakończeniu seansu, bo w jego czasie akcja pędzi tak szybko, że nie ma czasu by je zauważyć.  Na samą intrygę trzeba patrzeć też z dużym przymrużeniem oka, bo chwilami wypada ona naprawdę niepoważnie i wydaje mi się, ze lepiej sprawdziłaby się kilka lat temu, gdy na świecie panowały inne nastroje i gdy w co drugim filmie akcji wrogiem USA był jakiś szaleniec z Rosji, niż teraz gdy takie zagrożenie najczęściej pochodzi z Bliskiego Wschodu lub jest mniej sprecyzowane.  Szkoda też trochę, że zakończenie tej produkcji jest tak otwarte i pozwala, a wręcz wymusza kontynuację, bo pod koniec seansu ma się nieodparte wrażenie, że film ten to pierwsza część z jednocześnie nakręconej dylogii i za chwilę powinniśmy obejrzeć jego dopełnienie.  Brakuje jednoznacznego zakończenia, odpowiedniego podsumowania, bo obecne jest zdecydowanie za mało konkretne.  Choć z dwojga złego już lepsze takie, niż nieprawdopodobny i nakręcony na siłę happy-end.  Na koniec muszę jeszcze napisać, że po pierwsze amerykanie nie zdubbingowali nam naszego Daniela Olbrychskiego – czego wszyscy się obawiali po pierwszych zwiastunach – i po drugie, że w tej krótkiej, ale wcale nie mało ważnej roli naprawdę się on sprawdził.  W „Salt” posługuje się on dwoma językami – mówi łamaną angielszczyzną i po rosyjsku, a gdy trzeba potrafi nawet nieźle przywalić i rozłożyć na łopatki kogo trzeba.  Udało mu się też nie zostać przytłoczonym przez pozostałych aktorów i jego występ jest naprawdę zauważalny. 

sobota, 04 września 2010, milczacy_krytyk
Tagi: akcja thriller

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: ajar, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/09/04 21:33:28
7+/10 to wysoka ocena. Chyba najwyższa z jaką się do tej pory spotkałem. Dziś, Artur Pietras (Kinomaniak) jak się nie mylę, dał temu filmowi notę 3/10. Średnio daje to 5/10, czyli... to co ja wystawiłem, nieskromnie chwaląc się :)
-
milczacy_krytyk
2010/09/05 14:59:02
Na filmwebie nawet 10 się znajdą ;)
Bardzo dziwi mnie ta spora krytyka tego filmu w Polsce, bo naprawdę na tle innych blockbusterów nie wypada on źle, a patrząc tylko na ten rok (i takie cudeńka jak chociażby "Starcie tytanów") wręcz rewelacyjnie. Nie wiem z czego to wynika.
A co do Pietrasa to ma on całkiem odmienny gust filmowy niż ja, więc taka rozbieżność 3 7+ wcale mnie nie zaskakuje ;)
Pozdrawiam.
-
bhuvan
2010/09/05 23:08:59
Mnie ten film poraża głupotą. Oglądając ciągle się zastanawiałem kto jeszcze robi dzisiaj na poważnie filmy o zimnej wojnie. "Salt" zabija brak humoru i dystansu. W sumie ogląda się to bezboleśnie, ale chyba jednak oczekuję od kina czegoś więcej.
-
milczacy_krytyk
2010/09/07 22:31:25
Amerykanie :p
Od blockbusterów oczekuję tylko tego, by oglądało się je bezboleśnie, co "Salt" się akurat udało. :]
Pozdrawiam
-
Gość: unnami, 81.219.136.*
2010/09/11 22:52:43
ode mnie też 7 :P
-
szymalan
2010/09/12 14:04:46
to Olbrychski się tam bije?? nawet jeśli rola krótka, to i tak jest więcej niż się spodziewałem. myślałem, że go wcisnęli do jakiejś początkowej sceny żeby powiedział dwa zdania i tyle. muszę to obejrzeć :)
-
milczacy_krytyk
2010/09/12 14:36:38
Bije się i to jeszcze jak :]
Też tak myślałem, ale tak nie jest :) Jego rola jest niewielka ale zauważalna i nie ogranicza się tylko do tej sceny rozmowy przy stole, jaką znamy ze zwiastuna. W gruncie rzeczy Olbrychski zagrał tutaj głównego bad guya.